Forum Xena Warrior Princess: Polskie Forum XWP Strona Główna Xena Warrior Princess: Polskie Forum XWP
Xena Warrior Princess
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
obiecany AO

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Xena Warrior Princess: Polskie Forum XWP Strona Główna -> Fan Fiction
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
R
Niszczyciel Narodów



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 4178
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 0:45, 12 Gru 2006    Temat postu: obiecany AO

dobra, troche mi zabiera to poprawienie, wiec zebralam sie tez na odwage i powrzucam tutaj w odcinakach
zobaczymy co wyjdzie z tego eksperymentu, zawsze moge skasowac jak ktos bedzie sie burzyl
wezcie pod rozwage, ze powstawalo to w zamierzchlych czasach, tak jakos w 2000 roku, kiedy o 5 i 6 niewiele na swiecie wiedziano, a u nas to chyba nawet 4 jeszcze nie puszczono.
pisalam to tez w czasach uczenia sie jak sobie radzic z pisaniem, stad tu i tam zazgrzyta - nie bawilam sie w daleko posuniete edytorstwo, zeby nie stracilo tamtego nastroju chwili, inaczej musialabym napisac to zupelnie od nowa i nie byloby tym czym jest. O pozostale czesci i behindy pytajcie Inge i Lash.


DZIEŃ Z ŻYCIA NIE TAKI JAK TRZEBA
aka
DZIEŃ Z ŻYCIA INNY NIŻ WSZYSTKIE



I. LĄDOWANIE NA POLANIE I CO Z TEGO WYNIKŁO.

Polankę zalewało łagodne letnie słońce. Był wczesny ranek. Zieloną darń w kilku miejscach szpeciły rozgrzebane legowiska ze skór i derek. Wokół nich krzątali się mężczyźni. Widać było, że dopiero co zostali obudzeni i mało który z nich był zachwycony tym faktem. Dwóch czy trzech było w pełnym rynsztunku, pozostali niemrawo zaczęli wdziewać na siebie części uzbrojenia. Niektórzy usiedli na ziemi i polerowali swoje miecze, sprawdzając co jakiś czas czy są odpowiednio ostre. Jednak żaden z nich nie próbował rozpalić ognia, mimo że słońce nie grzało specjalnie mocno.
Nagle, z cichym tąpnięciem, w powietrzu nad ich głowami otworzył się błękitny wir, oplatany od czasu do czasu zygzakami błyskawic. Słońce wyraźnie straciło swój blask. Ludzie na polance zamarli i wpatrywali się zdziwionym wzrokiem w niezwykłe zjawisko. W centrum wiru zabłysło na biało i coś z niego wyleciało, a sam wir zniknął równie nagle jak się pojawił. Spadającemu z nieba “czemuś” towarzyszyło przeciągłe “AAAAAAAAAAAAAA”, które zmieniło się jakby w jęk, kiedy rzecz dotknęła ziemi. Znów pojaśniało.
Mężczyźni ostrożnie zbliżyli się do dziwnego obiektu i otoczyli go w ciszy. Każdy z nich trzymał w wyciągniętej ręce miecz, ale tylko czterej mieli na sobie jakieś części zbroi – większość rynsztunku nadal znajdowała się na trawie w pobliżu legowisk.
Z bliska okazało się, że na ziemi leżą rozrzucone, niczym szmaciane lalki, jakieś postaci. Nagle jedna z nich jęknęła cichutko i poruszyła się, po chwili reszta dołączyła do niej i zaczęły się niemrawo podnosić z ziemi.
Zbrojni nigdy nie widzieli takich jak przybysze. Nosili dziwne odzienia i przedmioty, ale nie widać było żeby posiadali jakąś broń, w każdym razie nie taką do jakiej przywykli zgromadzeni mężczyźni.
- Dopiero teraz czuję ile kości ma człowiek – stęknęłam, usiłując się wyprostować.
- Przynajmniej wiesz, że żyjesz – pocieszyła mnie Haruka, otrzepując się z pyłu.
- Nie mogli tego portalu otworzyć nieco bliżej ziemi? – zapytała żałośnie Zebra, wydłubując kawałki trawy z włosów.
- Tfu! Zabiję ich! Tfu! – Aiglon próbowała pozbyć się z zębów i języka ziemi, w którą wpadła twarzą – Nie, najpierw obedrę ze skóry i poćwiartuję, a potem zabiję! – powtórzyła wściekle.
- Moi drodzy radziłabym zaprzestać tych radosnych komentarzy i rozejrzeć się nieco wokół siebie. – odezwała się Paula.
- A co się sta... – zaczął Tomoe i urwał w pół słowa, widząc przed swoim nosem połyskujący w słońcu miecz. Broń wcale nie wyglądała na drewnianą, czy z aluminium...
Popatrzyłyśmy po sobie i odruchowo przysunęłyśmy się bliżej Tomoego, który był jedynym, przyjaźnie nastawionym facetem w okolicy.
- TO się stało – dokończyła za niego Haruka.
Krąg zbrojnych jakby się zacisnął. Mimo że większość z nich miała na sobie coś co można było określić bielizną, to wcale nie wyglądali przez to mniej groźnie.
- Wow, wow tylko spokojnie – rozpoczął pokojowe negocjacje Tomoe i szepnął do nas półgębkiem – Spróbuję odwrócić ich uwagę, a wy uciekajcie do lasu. – Nie chcemy was skrzywdzić, naprawdę – zapewnił gromadę obwiesiów.
Mężczyźni ryknęli śmiechem. Gotowi byliśmy do rzucenia się biegiem. Tomoe wyciągnął rękę z zamiarem odsunięcia od siebie śmiercionośnego narzędzia. Końcem palca dotknął czubek miecza....
Błysnęło oślepiająco. Potężna fala uderzeniowa odrzuciła naszych przeciwników na boki, a my znów wylądowaliśmy na glebie. Tylko Tomoe pozostał na nogach. Stał z wyciągniętą ręką i zaskoczonym wyrazem twarzy. Wszystkie włosy na głowie stanęły mu dęba, a od czasu do czasu przemykały po nim drobne wyładowania elektryczne.
- Ups chyba nas nieco naelektryzowało – wykrztusił.
- Nieco... – jęknęła Aiglon.
- Nie żyją? – spytała Haruka jednocześnie z nadzieją i obawą, wskazując brodą ludzi leżących wokół nas.
- Zdaje się, że nie do końca – mruknęła Paula.
Rzeczywiście. Mężczyźni zaczęli się powoli podnosić z ziemi. Po chwili znów wszyscy byli na nogach, mimo że nieco się chwiali.
- No to mogiła, teraz to już na pewno nas zadźgają po tym pokazie fajerwerków. – odezwałam się zrezygnowana.
I oto stała się rzecz niepojęta. Wojownicy popatrzyli się na nas, potem na siebie nawzajem i nagle wszyscy naraz rzucili się do dzikiej ucieczki, ciskając po drodze gdzie popadnie części rynsztunku.
- Ratuj się kto może!
- Koniec świata!
- Zeusie jestem zbyt młody by umierać!
- Demony z Hadesu!
- A mamusia mi mówiła, że będę miał przez was kłopoty!
Doleciało do nas jeszcze zanim wszyscy zniknęli w lesie. I tyle ich widzieliśmy.
Milczeliśmy przez długą chwilę, nie mogąc otrząsnąć się z szoku.
- HA HA HA HA! Ale mieli miny! – pierwsza odzyskała głos Haruka.
- Uff tym razem nam się udało – odezwałam się z ulgą.
- Brawo Tomoe! To było świetne! Skąd wiedziałeś, że ich porazi? – spytała Zebra.
- Nie wiedziałem. – odpowiedział jej Tomoe – Ale rzeczywiście można było się spodziewać, że po locie tym energetycznym tunelem coś takiego może się zdarzyć...
- Ale byłeś odważny! – odezwała się z podziwem Aiglon i zaraz zaniepokoiła - Nic ci nie jest?
- Nie, nie, wszystko w porządku. – Tomoe jak na prawdziwego mężczyznę przystało zbył całą sprawę machnięciem ręki - A tobie nic się nie stało? – sam spytał, pomagając jej wstać.
- Hmmm nie chciałabym być posłańcem przynoszącym złe wieści, ale chyba za wcześnie na radość...- odezwała się Paula.
- Czemu? – spytałam.
- Jakaś kolejna banda? – zaniepokoiła się Zebra.
- Spłoszone stado centaurów? – rzuciła Haruka.
- Chyba wiem o co ci chodzi. – odezwała się Aiglon. – Myślisz, że to oni mieli napaść na Xenę i Gabrielę?
- Dokładnie. – Paula pokiwała głową. – Zdaje się, że teraz nie dadzą się już namówić na współpracę.
- Cholipa – mruknęła Haruka.
- Może daliby się jakoś uprosić? – odezwała się z nadzieją Zebra.
- Taaaa na pewno. No to leć za nimi po tych chaszczach i łap. Powodzenia na łowach Amazonko – zgasiła ją Haruka.
- Ech nawet jak by ci się udało ich dogonić, to i tak nic by z tego nie wyszło. Mają nas za demony. – poparł Harukę Tomoe.
- No to kto teraz napadnie? – spytałam żałośnie.
- Chyba jest tylko jedno logiczne rozwiązanie – odpowiedziała mi Paula
Popatrzyliśmy po sobie ze zgroza.
- Powiedz, że myślisz nie o tym co ja, błagam – jęknęła Aiglon
- A o czym myślisz? – zainteresował się nagle Tomoe
Aiglon spiorunowała go wzrokiem. Reszta patrzyła pytająco na Paulę
- Jakie? - spytała Zebra
- MY musimy na nie napaść – odparła.
- Wiedziałam... – westchnęła Aiglon
- Mamy nawet w co się przebrać – Paula powiodła wzrokiem po porzuconych częściach uzbrojenia.
- Echem, przepraszam, czy ja o czymś nie wiem? – zza pleców dobiegł nas nieśmiały głos.
Odwróciliśmy się jak jeden mąż. Przed nami stała Arachne z niepewną miną, wyglądająca na mocno oszołomioną. No tak, zupełnie o niej zapomnieliśmy...
- O, cześć! – odezwała się Haruka. – To, że tu jesteś zawdzięczasz Zebrze. Możesz jej podziękować – dorzuciła kwaśno.
- Ej, przecież ja tylko powiedziałam, że szkoda, że nie ma tu Dragona, Arachne i Alicji! Ciekawa byłam, jakie by mieli miny... – broniła się Zebra.
- Trzeba uważać, co się mówi w obecności boga wojny – powiedziała pouczająco Paula.
- Szczególnie takiego, co ma zboczone poczucie humoru – szeptem, który chyba słychać było na biegunie północnym dodała Haruka. Paula posłała jej zdegustowane spojrzenie, ale nic nie powiedziała.
- Niech ktoś jej wytłumaczy o co tu chodzi, ja nie mam siły – odezwała się zbolałym głosem Aiglon i uwiesiła się całym ciężarem na ramieniu Tomoego, dodatkowo podkreślając swoje słowa.
- Dobra, jest tak – uznałam za słuszne zabrać głos – Herkules...
- Sorbo! – wyrwało się wszystkim.
- Wszystko jedno. Sorbo – podjęłam wyjaśnienia – do spółki z Aresem – rzuciłam nieprzychylne spojrzenie Pauli, zanim ta cokolwiek powiedziała – obarczyli nas zadaniem naprawiania w historii Xeny tego, co poszło nie tak, żeby rzeczywistość zgadzała się z fabułą odcinków, jakie znamy. Jeśli nam się nie uda, scenariusze jakie powstaną będą straszne, nikt nie będzie chciał kręcić i oglądać serialu i nie będzie go, a tego chyba nie chcemy, prawda? I dlatego tu jesteśmy. A jakim sposobem, to już się mnie nie pytaj – zakończyłam.
Nie wiem, ile z tego dotarło do Arachne, ale w tej chwili martwiłam się czym innym.
- Coś mi się wydaje, że pan Sorbo wcale nie jest tym, za kogo się podaje – odezwała się Paula, głośno potwierdzając to, co wszyscy sobie myśleliśmy.
- Xena chyba ma rację nie lubiąc bogów – dodała od siebie Aiglon. – Sama bym im chętnie zrobiła teraz pogrom.
- Zaczynam się czuć jak w jakimś Quantum Leapie – wyrwało mi się.
- W czym? – spytała Zebra.
- Taki serial – odparła uprzejmie Paula – Facet skacze po różnych miejscach i epokach i naprawia w nich to, co się popieprzyło.
- Aha – mruknęli wszyscy
- A czy ktoś z was wie, w jakim jesteśmy odcinku? – odezwała się wreszcie Arachne. Wyjątkowo dobrze zdawała się znosić całą sytuację.
- Mam nadzieję, że nie dostanie histerii w środku jakiejś walki – mruknęła Haruka – Chyba ciągle jest w szoku... Może być wtedy nieobliczalna, a i bez tego mamy wystarczająco dużo kłopotów.
- Nie panikuj – odpowiedziała jej Aiglon. - Jest dobrze. – A do Arachne – Z tego, co nam powiedzieli, to powinien być “Dzień z życia”.
- Mój ulubiony! – zawołałam radośnie bez zastanowienia, ściągając tym na siebie nieprzychylne spojrzenia reszty.
- Mój też – odparła Aiglon – ale oglądać go, a być w nim to już co innego.
- Cieszcie się, że nie wylądowaliśmy w jakimś z szóstego sezonu. Wtedy nie wiedzielibyśmy, o co chodzi – odparłam.
- Ha ha ha – odezwała się kąśliwie Haruka – A teraz to niby wszystko wiemy? Już zapomniałaś, co było poprzednim razem?
- Właśnie – poparli ją wszyscy i pokiwali głowami.
- Przynajmniej teoretycznie... – dodałam już mniej pewnym głosem.
- Starczy tego gadania – Paula jak zwykle wykazała się praktycyzmem – Bierzmy się do roboty. - Podniosła z ziemi dwie zbroje. Chyba nie były specjalnie ciężkie, bo zrobiła to trzymając po jednej w każdej ręce. – Przebierzmy się, a Aiglon z Tomoe niech idą po cichu rozejrzeć się po okolicy i znajdą ich obozowisko.
- Dlaczego my? – żałośnie spytał Tomoe, tęsknym wzrokiem patrząc na miecze, hełmy, tarcze i resztę żelastwa – Ja też chcę być najemnikiem.
- Dlatego, że Aiglon była w harcerstwie i umie się skradać, a samej jej chyba nie puścisz? – wyjaśniła z naganą Paula, jednocześnie usiłując wciągnąć przez głowę coś, co wyglądało jak koszula, nabijana metalowymi płytkami. – Zresztą jak wrócicie, to też się ubierzecie. – dodała.
- Nie marudź – rzuciła Aiglon i pociągnęła lekko opierającego się Tomoe w kierunku pobliskiego lasku – Zaraz wracamy.
- Chyba zaczynam żałować, że nie zdecydowałam się na dołączenie do drugiej grupy – westchnęła Haruka, obrzucając krytycznym wzrokiem za krótkie na nią umundurowanie. Była z nas wszystkich najwyższa, a niestety starożytni Grecy w świecie Xeny nie grzeszyli dużym wzrostem.
- Jakiej drugiej grupy? – spytała z zainteresowaniem Arachne, przytrzymując jedną ręką hełm, a drugą okulary.
- Do Ewy, Misiaka, Dioniego, Alicji, Dragona i Ingi, których nasze kochane bóstwa – a niech je! – teleportowały do tej wiochy, gdzie mieszkają Minia i Hoover - udzieliłam wyjaśnień nieco stękającym głosem, bo nie mogłam wyciągnąć miecza. - Mają wysłać Hoovera na poszukiwania Xeny i przygotować grunt na nasze przybycie. Popatrzyłam zazdrośnie na Zebrę i Harukę, które już wywijały radośnie swoim orężem, ganiając się naokoło polanki.
- Hej, poczekajcie na mnie! Ja też chcę! – zawołałam do nich.
- Uspokójcie się – zbeształa nas Paula – Jeszcze będziecie mieć sporo okazji do machania tym żelastwem. Lepiej nie poobcinajcie sobie teraz niczego.
W tej samej chwili z lasku wyłonili się Aiglon i Tomoe. Aiglon widząc nas zrobiła dziwną minę, jakby miała wybuchnąć śmiechem.
- Ale zbieranina. Zupełnie jakbym była na zjeździe rodzinnym Joxerów! – zawołała.
- Nie wymawiaj przy mnie jego imienia – skrzywiła się Zebra – Niedobrze mi się robi na wspomnienie Perdykasa i tego, do czego doprowadziliśmy.
- Zobaczymy, jak sama będziesz wyglądać w tym złomie – odgryzłam się, wręczając Aiglon i Tomoemu ich ubrania.
- I jak tam? – spytała Paula.
- Mamy szczęście – odpowiedział Tomoe – Są niedaleko. Za tamtymi drzewami. – Wskazał ręką nieco w bok. – Na razie wszystko wydaje się w porządku. Śpią przy ognisku.
- Razem? – zainteresowała się Arachne.
- Nie, są dwa legowiska – odparła kwaśno Aiglon. – Tak jak w odcinku. Argo.... – urwała nagle, patrząc dziwnie na Arachne. – Zresztą sami zobaczycie – zakończyła.
-No to ruszajmy....
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
R
Niszczyciel Narodów



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 4178
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 1:09, 12 Gru 2006    Temat postu:

II. CIĘŻKIE JEST ŻYCIE BANDZIORA AMATORA ORAZ WHAT THE F… IS THIS?!


Najciszej jak umieliśmy podkradliśmy się do obozowiska. Ptaszki śpiewały, dym unosił się znad dogasającego ogniska, wietrzyk dmuchał, słoneczko świeciło... po prostu sielanka.
- I co, masz? – spytaliśmy wszyscy szeptem Tomoego, który wyłonił się zza krzaka.
- Pewnie. Aż się zdziwiłem, że się nie obudziła – odparł, pokazując naszym oczom trzymany czakram i miecz Xeny. – Na razie wszystko idzie zgodnie z planem.
- Oddaj mi te zabawki – powiedziała Aiglon, niemalże wyrywając mu drogocenne przedmioty – Masz się skoncentrować na walce. Nie życzę sobie, żeby mi ktoś ciebie uszkodził, nawet Gabby. – Powiesiła obie rzeczy na ułamanej gałęzi. – Poczekają sobie tutaj bezpiecznie.
- Ona... chi... chi... ona... jest... ona... chi... chi... – nagle odezwała się dziwnie zduszonym głosem Arachne. Odwróciliśmy się do niej. Stała wytrzeszczając oczy i wydając z siebie nerwowy chichot.
- Zaczęło się – mruknęła Haruka
- Cicho, chyba lepiej, że dopadło ją teraz, a nie później – rzuciłam.
- Może dać jej czymś ciężkim w głowę? – spytała niewinnie Zebra.
Arachne zamachała rozpaczliwie rękami, starając się dojść do słowa.
– Tam... patrzcie... ona... Argo.... – wskazała palcem gdzieś w przestrzeń za nami.
Uznaliśmy, że możemy wyświadczyć jej tę uprzejmość i popatrzyliśmy tam, gdzie pokazywała.
- Ja pierniczę! – wyrwało się Zebrze.
Pomiędzy drzewami stał wierzchowiec Xeny, znana i kochana przez wszystkich Argo. Potrząsała dumnie grzywą, parskała i grzebała od czasu do czasu darń kopytem. Aha, i zapomniałabym dodać, że była wymalowana w czarne pionowe paski...
- To już wszystko jasne – powiedziała Haruka takim tonem, jakby wcale w to nie wierzyła.
- Mówiłam, że sami się przekonacie – odezwała się Aiglon. – Mnie i Tomoego też to zaskoczyło. Gratuluję zdolności paranormalnych – uścisnęła dłoń Arachne, która już trochę doszła do siebie.
- Ja naprawdę nie miałam pojęcia... – wykrztusiła speszona autorka fanfika o Argo w roli zebry.
- Nie przejmuj się. Każdemu mogło się zdarzyć – Paula poklepała ją po ramieniu. – Przyzwyczaisz się – dodała, co chyba wcale nie uspokoiło Arachne.
- No to raz kozie śmierć – rzuciłam i wyszłam z zielska na polankę. Metaliczne hurgoty za moimi plecami oznaczały, że reszta poszła za moim przykładem. Otoczyliśmy bliżej nieokreślonego kształtu zbiorowisko skór i futer, które według naszych dedukcji było śpiącą Xeną.
- Wiecie... mnie jest jakoś tak głupio napadać Xenę – szepnęła Zebra.
Poczuliśmy się niepewnie.
- Ale ktoś musi... – jęknęła Aiglon. – Bez tego nie będzie dalszego ciągu.
- Mięczaki! – zirytowała się Haruka – Ja to zrobię – Uczyniła krok do przodu i pochyliła się z wyciągniętą ręką, z zamiarem szarpnięcia za skóry.
- Łatwo ci mówić – Zebra jak zwykle zareagowała na wyzywanie jej od mięczaków – Nie mam wcale ochoty dostać p...
W tym momencie z głośnym plaśnięciem na jej twarzy wylądowała sporych rozmiarów zdechła ryba, która nadleciała z bliżej nieokreślonego kierunku. Zebra straciła równowagę i wylądowała ze stęknięciem na leśnej ściółce.
- Pstrągiem? – dokończyłam za nią uprzejmie.
- Chyba jeszcze za wcześnie na latające ryby – odezwała się Haruka, równie jak Zebra zaskoczona tym, co się stało. – Przecież to ma być już, jak będzie Hoover... A może w ogóle nie w tym odcinku jesteśmy? – przestraszyła się.
- Bzdura – odparła gniewnym głosem Aiglon.
Nie zdążyła dodać nic więcej, bo w powietrzu zabrzmiał doskonale nam znany okrzyk rodem z Arabii. Powolutku i ostrożnie obróciliśmy się w stronę, z której dobiegł, i zamarliśmy z wrażenia.
- Wy i te wasze fanfiki! - rzuciła wściekłym szeptem Haruka do mnie i do Arachne – Czy jest jeszcze coś, o czym powinniśmy wiedzieć? Jakieś inne wymysły chorej wyobraźni?
Nie mogłam jej winić. Mnie też wgięło na widok Xeny. Kompletnie gołej... Spływała z niej woda. Stała sobie przed nami, najwyraźniej nic sobie nie robiąc z tego, że na nią patrzymy i kręciła dzikiego młyńca trzymanym w ręku pękiem ryb. Odrzuciła mokre włosy na plecy i uśmiechnęła się. Chyba nikomu z nas nie spodobał się ten uśmiech...
- Odczep się! – warknęłam. – Skąd mogłam wiedzieć, że piszę prawdę?
- Chi chi chi chi – ucieszyła się Zebra, która już zdążyła się pozbierać z ziemi – Inga się wścieknie, że ominął ją taki widok!
- Też mi atrakcja – wzruszyła ramionami Paula – Goła baba. Nie macie luster w domu, czy jak?
Aiglon dała Tomoemu kuksańca w bok
– Nie gap mi się tu na rozebraną Xenę! – rzuciła ponuro.
- Na jaką Xenę? – odparł niewinnie, wykazując się refleksem.
- To kto w takim razie tu leży? – przytomnie zapytała Arachne.
Nie mieliśmy jednak czasu jej odpowiedzieć, bo wojowniczka uznała za stosowne zaatakować i zaczęła ciskać w nas rybami, wydając przy tym bojowe okrzyki. Pozostało nam tylko odtańczyć tanieć Św. Wita, bo tylko tak można było nazwać nasze żałosne próby uników.
Nagle spomiędzy skór wyłoniła się ręka, trzymająca patelnię, która chwilę później pomknęła w stronę Xeny – patelnia znaczy się, nie ręka.
- Przestań się drzeć! – dobiegł nas stłumiony i wściekły głos, nie da się ukryć, Gabrieli. – Chcę spać!
Wojownicza księżniczka bez trudu złapała rzuconą w nią patelnię.
- Wstawaj! Mamy towarzystwo! – zawołała. Przez chwilę rozglądała się wokół, jakby czegoś szukając, po czym wzruszyła ramionami i zamachnęła się...
- Wreszcie – westchnęła z ulgą Aiglon, widząc jak patelnia odbija się od kilku drzew, napierśnika Arachne i hełmu Haruki. – Byle tak dalej.
- Bachajskie syny! – znów dobiegło spod skór. – Nie mogą nas napadać o jakiejś ludzkiej porze? – Po czym naszym oczom ukazała się zaspana i rozczochrana Gabriela, na szczęście okutana w jakąś derkę. Zerknęła spode łba na Xenę – Znowu latasz goła? Masz jakąś obsesję? Tylko straszysz biedne zwierzątka – Nagle bez ostrzeżenia przyrżnęła końcem swojego pokojowego drąga najbliżej stojącej osobie, czyli Haruce.
Nic się nie stało. Haruka stała z głupią miną. Zaczęliśmy dawać jej rozpaczliwe znaki i pokazywać na migi, że ma upaść. Wreszcie chyba do niej dotarło, bo zaczęła się niemiłosiernie krzywić i emitować dziwne dźwięki. Odskoczyła parę kroków do tyłu, zerknęła na ziemię, sprawdzając czy nie ma tam jakiś nieprzyjemnych rzeczy i wywróciła się.
- Auć, ough, ałała... – wydała z siebie bez przekonania na koniec tego popisu.
- Bożeeee..... – to był zrezygnowany jęk Aiglon. Wydało się jednak, że ani Xena, ani Gabriela nie zauważyły nic podejrzanego.
- Macie sklerozę? – odezwała się zdegustowana Paula, przypatrując nam się bezpiecznie z boku. – Przecież Ares powiedział, że ani miecz Xeny, ani kostur Gabby nie może nam nic zrobić. Zachowujcie się choć trochę wiarygodnie, bo wszystko trafi szlag.
- Ale nie wspomniał nic o patelniach – odparła Haruka.
- Ani o rybach – dodała Zebra. – Tfu, mam łuski w zębach... Zobaczymy, co sama powiesz, jak cię trafi.
- Nie trafi, bo już skończyły jej się ryby – zripostowała Paula. – Teraz tylko punkty nacisku i się zmywamy do wiochy.
- Nie wiem, jak wy, ale ja nie będę tak tu stać... – odezwała się nagle Arachne, zerkając niepewnie w stronę Xeny. Miała rację, wojowniczka najwyraźniej chciała nawiązać z nami bliższy kontakt.
Na polance rozpoczęła się zabawa w berka. Cała grupką zaczęliśmy biegać wokół ogniska, a za nami leciały Xena i Gabriela z mordem w oczach i chyba w przeciwieństwie do nas świetnie się bawiły.
- Jest mały problem... – wydyszałam przy kolejnym okrążeniu – Kto na ochotnika da sobie odciąć dopływ krwi do mózgu?
- Tomoe? – wystękała Haruka – Pamiętam, że to był facet...
- Jeszcze czego! – wrzasnęła Aiglon – Po moim trupie!
- Jeśli szybko czegoś nie wymyślimy, to będziemy mieć tutaj nie tylko twojego trupa! Zaraz dostanę zawału – sapnęła Paula.
- A nie możemy jej po prostu tego powiedzieć, bez odcinania czegokolwiek? – zaproponowała Arachne.
Stanęliśmy jak wryci, wpadając na siebie. Xena i Gabriela, zaskoczone, z rozpędu przeleciały obok nas i wyhamowały dopiero między drzewami.
- Przysłał nas Zagreusz. Ma zamiar napaść na.... – wydarł się Tomoe – cholera, jak się nazywała ta wiocha? – rzucił zdenerwowanym szeptem. wszyscy spojrzeli na mnie wyczekująco.
- To było coś na O... nie, na R... – zastanawiałam się gorączkowo – Już wiem! Piedmont!
- ... na Piedmont i mieliśmy dopilnować, żebyś mu w tym nie przeszkadzała. – znów wrzasnął Tomoe – No to na razie! – zakończył. – Chodu! – to było już do nas. Nie daliśmy się prosić.
- Czakram i miecz! – przypomniała przytomnie Haruka. Skręciliśmy pod kątem 90 stopni, dzikim pędem pognaliśmy do drzewa, na którym wisiała broń. Tomoe pierwszy je dopadł, porwał żelastwo i z całej siły cisnął je za siebie w stronę polanki.
Kiedy byliśmy już pewni, że nikt nas nie goni, zatrzymaliśmy się, ciężko dysząc.
- Niech... to... – wystękałam – Kocham Xenę, ale nie aż tak, żeby umrzeć przez nią z wyczerpania! Jak bym chciała biegać po lesie w pełnym rynsztunku, to bym wstąpiła do wojska.
- Po jeszcze kilku takich numerach na pewno cię przyjmą! Trening będziesz miała z głowy – wysapała Haruka.
Najszybciej doszła do siebie Zebra. Wiadomo dlaczego. Rzuciliśmy jej zazdrosne spojrzenia.
- Dobra, napad już odbębniliśmy. Jeśli druga grupa nie nawaliła, to lada moment na drodze powinien się pojawić Hoover. – powiedziała.
Pozbyliśmy się niepotrzebnych już zbroi - Tomoe jakby mniej chętnie od reszty - po czym ruszyliśmy w kierunku, gdzie powinna być droga. Przycupnęliśmy cichutko na poboczu w gęstwinie leśnej i zaczęliśmy wypatrywać Hoovera.
- Wiecie, zastanawia mnie jedna rzecz... – przerwał ciszę Tomoe – Czemu one nas nie rozpoznały? Przecież “Powrót Callisto” było pierwsze...
Aiglon machnęła lekceważąco ręką.
– To pewnie przez tę składnicę złomu, którą mieliśmy na sobie. Byliśmy mało podobni do siebie.
- A czemu ci tak zależy, żeby nas rozpoznały? – skrzywiła się Paula.
- Chyba to nie byłoby dobrze, jakby nie chciały nas atakować... – dodałam – Plan by się nam nie udał.
- Akurat by nie chciały – parsknęła Haruka – Jakby nas rozpoznały, to wtedy mielibyśmy przerąbane. Założę się, że chciałyby nas zabić.
Pokiwaliśmy smętnie głowami.
- Cicho, chyba idzie ten wiejski głupek – powiedziała Zebra, przytykając dłoń do czoła i wysilając wzrok. – Patrzcie.
Rzeczywiście, na drodze pojawiła się jakaś postać.
- Uff, to znaczy, że tamtym też się udało – westchnęłam z ulgą.
- A tam to chyba Xena i Gabriela – odezwała się Arachne, wskazując ręką w przeciwną stronę.
Czekaliśmy w napięciu na znane nam wszystkim spotkanie. Nagle dotarło do nas, że chyba coś jest nie tak...
- Ej, słuchajcie! – odezwał się Tomoe. – Może ja się nie znam, ale na moje męskie oko to jakaś kobita.
- Co ty mówisz! – zdenerwowała się Paula – To niemożliwe.
- Powiedziała łyżka – rzuciła kąśliwie Haruka – Chyba jednak Tomoego nie zawiodło jego męskie oko.
Z niedowierzaniem wlepiliśmy gały w nadchodzącą drogą postać, która według wszelkiego prawdopodobieństwa powinna być Hooverem z Lauren. Zdaje się, że tego dnia prawdopodobieństwo miało wolne, bo ścieżkę, sprężystym krokiem przemierzała Atalanta. A w każdym razie kobieta, która pasowała do opisu Atalanty – wysoka, o doskonałych proporcjach, barczysta, z długimi lekko falującymi blond włosami.
- A ta skąd się tu wzięła? – Aiglon pierwsza wypowiedziała to, co nam się wszystkim cisnęło na usta.
- Czy oni tam w tej wiosce zupełnie ocipieli?! – zapytałam zduszonym głosem – Nie potrafią odróżnić przygrubego faceta od gwiazdy fitness?
- Szkoda, że to nie Cyane... – zapiszczała cichutko Zebra.
- Ona nie żyje pamiętasz? Naprawdę chciałabyś, żeby tą drogą lazło zombi albo oskrobany z mięsa kościotrup? – spytała jej się śmiertelnie poważnym tonem Haruka.
Zebra popatrzyła się na nią spode łba – Nabijasz się ze mnie, prawda?
Haruka przybrała niewinną minkę – Nie, skąd ci przyszło coś takiego do głowy?
- Zamknijcie się wszyscy! – uciszyła nas Aiglon – Zaraz tu będą. Lepiej posłuchajmy o czym będą gadać. Może to nie Hoover... – dodała z nadzieją.
Trochę dziwnie jej to wyszło w obliczu tego co widzieliśmy przed sobą, ale doskonale wiedzieliśmy o co jej chodzi. Zamarliśmy w krzakach bez ruchu, modląc się w duchu żeby tamte nas nie wyczuły. Na szczęście mieliśmy dobry widok.
Atalanta zatrzymała się idealnie na wprost naszej kryjówki i skrzyżowała przedramiona na piersiach. Stała tam niczym jakaś grecka rzeźba i spokojnie czekała, aż Xena i Gabriela zbliżą się do niej. Kiedy to nastąpiło Xena przybrała taką samą postawę jak Atalanta i obie zaczęły się mierzyć wzrokiem w milczeniu. Gabriela uniosła jedną brew i uśmiechnęła się pod nosem.
- Kim jesteś? – pierwsza odezwała się Xena.
- A kto pyta? – odparła tamta.
- Mama nie uczyła cię, że to niegrzecznie jest odpowiadać pytaniem na pytanie? – wyraz twarzy wojowniczki zwiastował kłopoty.
- Tak? – blondyna wcale nie wyglądała na przestraszoną. – A ja nie lubię jak ktoś źle mówi o mojej mamusi. Baaardzo nie lubię. – Mięśnie na jej ramionach niebezpiecznie zadrgały.
- Ale schiza! – ucieszyła się niewiadomo z czego Haruka – Zaraz wezmą się za łby.
- Xeno spokojnie. Nie ma potrzeby zaraz odcinać komuś dopływu krwi do mózgu. – Gabriela uznała za stosowne się wtrącić. – Wszystko da się załatwić po dobroci, prawda?
Xena tylko się skrzywiła. Chyba Gabriela musi jeszcze popracować nad jej dobrym wychowaniem.
Na dźwięk imienia wojowniczki Atalanta wyraźnie się uspokoiła.
- Ty jesteś Xena? – odezwała się – Doskonale się składa. Właśnie cię szukałam. A ta słodziutka blondyneczka to pewnie twoja przyjaciółka Gabriela? Może sobie i poradzicie z tą robotą... – obrzuciła obie powątpiewającym spojrzeniem.
- Tak, to Xena wojownicza księżniczka, a ja jestem Gabriela bard z Potadei. A ty jesteś...? – Gabby położyła uspokajająco dłoń na ramieniu Xeny i wyraźnie przycisnęła je w dół. Nic dziwnego, księżniczka wyglądała jakby miała jej uszami buchnąć para.
- Minia – dokończyła tamta za nią – Mówcie mi Minia. Z Lauren.
- Wrrrrrr! – zawarczała Aiglon. Chyba miała rację. Sytuacja najwyraźniej wymykała się spod kontroli.
- Jaką robotą? – Xena jak zwykle była konkretna.
Atalanta, to znaczy Minia, nie odpowiedziała od razu. Bez żenady gapiła się na Gabrielę przez długą chwilę. Jakoś tak… żarłocznie. Zaczynało nam się to nie podobać. Wojowniczce chyba tym bardziej.
- Na moją wioskę ma napaść...
- Zagreusz? – wyrwała się Gabriela.
- Nie ślicznotko – Minia posłała jej obleśny uśmiech.
- Ona się do niej podwala jak bum cyk cyk – sapnęłam.
- Widzimy – mruknęła ponuro Paula.
- Trzymajcie mnie bo zaraz coś jej zrobię! – zgrzytnęła zębami Aiglon. Tomoe przezornie objął ją w pasie, żeby nie wprowadziła swoich słów w czyn.
- Olbrzym – kontynuowała zdzira. – Nic wielkiego. Bez trudu bym sobie z nim poradziła, nawet z plątającym się pod nogami Hooverem...
- No wreszcie, mamy Hoovera. Przynajmniej coś się zgadza. – szepnęłam.
- Nie ciesz się za bardzo. Sposób w jaki o nim mówi nieodparcie kojarzy mi się z psem. – Haruka za stosowne uznała podnieść nas na duchu.
- Ale pojawili się jacyś wysłańcy bogów i zaczęli snuć straszne wizje, że jeśli nie sprowadzimy was do wioski i nie pozwolimy zająć się tym problemem to nastąpi koniec świata albo jeszcze gorzej. Upierali się wysłać Hoovera – zupełnie nie wiem czemu – ale po piętnastej próbie tłumaczenia mu gdzie i po co ma iść, zgodzili się w końcu, żebym to ja was poszukała. – kontynuowała Minia.
- Wierzysz, że próbowali cokolwiek tłumaczyć psu? – spytała Arachne Harukę z niedowierzaniem.
- A skąd wiesz czy im nie odbiło? – spytała Zebra.
- Pamiętaj, że tam jest z nimi Inga, po niej można wszystkiego się spodziewać. Dla jaj gotowa nawet ubrać krowę w zbroję i wysłać ją do nas. – dodałam od siebie.
- Nie lubię bogów. – mruknęła Xena robiąc nadąsaną minę.
- Ja też, ale ci posłańcy wyglądali jakby naprawdę się martwili tym co się stanie. A poza tym, jak zwykle nasze bóstwa są bardzo bezradne bez pomocy nas śmiertelników. Trochę się już nudziłam, więc uznałam, że rozerwę się nieco i pobawię w tę ich grę. – wzruszyła ramionami Minia.
- Miłej zabawy. – odparła Xena. – My się do niej nie przyłączymy. Mam gdzieś koniec świata. W tej chwili obchodzi mnie tylko mój żołądek.
- Xena jest strasznie niewychowana. – skrzywiła się Arachne. No tak nie było jej z nami poprzednim razem. – Jak tak może...
- Jeszcze nic nie słyszałaś. Gabriela potrafi być gorsza. – uśmiechnęła się złośliwie Haruka.
- Fakt – pokiwałam głową.
- Na razie to mały pikuś – dodała Paula.
- Cicho, bo nic nie słychać – syknęła Aiglon.
- Xena! – Gabriela odezwała się takim głosem, że aż przeszły nas ciarki. – Do Bachusa jak ty się zachowujesz? Nic nie dotarło do tej twojej zakutej pały? Pamiętasz co ci mówiłam? Droga miłości i pokoju. M-i-ł-o-ś-c-i i p-o-k-o-j-u – powtórzyła, dobitnie akcentując każdą głoskę. - Pomaganie wszystkim, którzy tego potrzebują.
- I tym co nie potrzebują też... –mruknęła Paula.
- Nie chcę słyszeć, żadnej dyskusji. Jedziemy z Minią do jej wioski i zarżniemy tego wrednego olbrzyma jasne?! – zakończyła Gabby.
- Uuuuu, ale despotka. – zachichotała Haruka.
Xena jakby skuliła się w sobie. Zaczęła niepewnie wiercić nogą w piasku.
- No dobrze – wykrztusiła wreszcie. – Ale...
- Nie ma żadnego ale!
Xena miała już jej przytaknąć, ale na widok wyrazu twarzy Minii pod tytułem: “rany kota, ale z ciebie pantoflara!”, uniosła się ambicją.
- To ja tutaj noszę miecz i skórzaną zbroję pamiętasz? – odezwała się hardo. – Przypominam ci blond zbawicielko świata z kosturem, że niejaki Zagreusz chce napaść na Piedmont, a ta wiocha jest idealnie w przeciwnym kierunku. Nie wiem co sobie wyobrażasz, ale nie potrafię się rozdwoić. Poza tym jestem cholernie głodna i zaraz się wścieknę i komuś przyleję, jeśli nie dostanę czegoś do jedzenia! – ton jej głosu wyraźnie wskazywał na to, że nie żartuje.
- A kto ci kazał rozsmarowywać nasze śniadanie na drzewach i głowach tych jełopów co nas napadli? Nie mówiąc już o jedynej patelni, która nie nadaje się obecnie do niczego.
- Ty zaczęłaś pierwsza – rzuciłaś nią we mnie – zaperzyła się Xena.
- A po jakiego grzyba użyłaś jej zamiast czakramu? Przecież nie pogięła się od twojej twardej głowy!
- Wcale nie chciałam, ale jakbyś nie zauważyła ktoś nie przypilnował mojej broni, kiedy nie było mnie w obozie i pozwolił jakiejś niedomytej bandzie, zabrać je sobie sprzed nosa!
- Niedomytej? – zdziwiła się Zebra.
Widowisko na drodze robiło się coraz bardziej interesujące. Ciekawych rzeczy można się dowiedzieć o swoich idolach...
- Jeśli przestałybyście wydzierać się na siebie, to mogłybyśmy udać się nad pobliskie jeziorko, nałapać ryb i upiec je nad ogniskiem. Ale jak chcecie... – Przerwała im uprzejmym tonem Minia i wzruszyła ramionami.
Xena i Gabriela umilkły speszone.
- Gdzie to jeziorko? – warknęła Xena.
- Chodźcie za mną, pokażę wam. – odparła wioskowa kulturystka i cała grupka skręciła w las.


- Rany julek! Wszystko nie tak – odezwałam się.
- Ja bym była bardziej zdziwiona jakby wszystko było w idealnym porządku – zauważyła Paula.
- Ciekawa jestem co nas czeka w wiosce – zainteresowała się Arachne.
- Lepiej nie pytaj... – westchnęła Aiglon.
- Moje panie może zamiast jęczeć zobaczymy co się dzieje nad tym jeziorkiem? – zapytał się nas Tomoe.
Chcąc nie chcąc poczłapaliśmy za naszymi bohaterkami. Rzeczywiście jeziorko było niedaleko. Znowu przycupnęliśmy cichutko za jakimiś chaszczami. Tym razem mogliśmy cieszyć się tylko widokiem, bo byliśmy za daleko by coś słyszeć. Wszystko odbyło się prawie tak jak należy. Prawie...
Na pniaczku siedziały sobie Gabriela z Minią. Ta ostatnia szeptała coś, co chwilę bardce do ucha, a Gabby śmiała się perliście. Xena wlazła do wody i rozpoczęła swój pokaz żonglerki wodnymi kręgowcami. Ku naszej satysfakcji i radości, celem jej żywych pocisków była Minia. Niestety, tej tylko odrobinę przeszkadzało to w konwersacji, bo niemal od niechcenia łapała rybki, zanim któraś z nich chociaż na pół metra zbliżyła się do jej twarzy. Xena będzie musiała wymyślić coś innego, żeby ją sprowadzić do parteru.
- Ja bym nie miała nic przeciwko temu, żeby Xena ją zabiła. – powiedziała Aiglon, z niesmakiem przyglądając się scence nad jeziorem.
- Zwariowałaś? – przestraszyłam się – A jeśli właśnie nie wolno nam do tego dopuścić? Chcesz utknąć tu na zawsze i do końca życia odgrywać rolę Minii?
- Może to wcale nie taki zły pomysł... Wyglądałabyś jak Atalanta i miała taką kuźnię... – rozmarzył się Tomoe.
- Mam cię udusić? – rzuciła do niego bez przekonania Aiglon. – Poza tym to nie ta bajka. Tamto to Herkules. Ale jak tak koniecznie chcesz mogę ci uszyć portki z rzemyków i żółtą koszulinę. – zakończyła ze złośliwym błyskiem w oku.
Tomoe lekko się wzdrygnął.
- Ja wam mówię, to wszystko źle się skończy. Jestem tu z wami, a ja zawsze mam pecha – Ni z gruszki, ni z pietruszki odezwała się grobowym głosem Arachne.
- Przestańcie wygadywać idiotyzmy! – zdenerwowała się Paula. – Nie mam zamiaru reszty życia spędzić w tej niecywilizowanej dziczy. Mam męża i nie życzę go sobie zostawiać na pastwę losu. A poza tym czeka mnie jedno tłumaczenie, dwa felietony i zgranie siedemnastu odcinków z Kevinem Smithem, tak więc nie mam czasu na jakieś głupoty. Zróbmy wszystko co w naszej mocy i wracajmy wreszcie do domu.
- Ojej spokojnie, nie denerwujcie się – odezwała się Zebra – Przecież jak na razie idzie nam dobrze. Mnie się tam podoba. Świetna zabawa.
- Właśnie. Nie jest tak źle. – poparłam ją – Postarajmy się tylko w miarę trzymać scenariusza.
- A propos scenariusza – powiedziała Haruka, pokazując brodą jeziorko – Chyba właśnie skończyły się obżerać i będą lazły do tej wiochy.
Na wspomnienie jedzenia wszystkim nam zaburczało w brzuchach.
- Ruszajmy za nimi. W wiosce na pewno znajdziemy jakieś żarło – rzuciła optymistycznie Zebra podnosząc się z ziemi.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
R
Niszczyciel Narodów



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 4178
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 1:46, 12 Gru 2006    Temat postu:

III. METODĄ BŁĘDÓW I… BŁĘDÓW…


- Dlaczego to tak daleko? – jęknęłam żałośnie – W serialu te wszystkie wiochy są od siebie oddalone o rzut beretem, a tutaj nagle jakieś dzikie kilometry do przelecenia. – byłam głodna i bolały mnie nogi.
- Nie marudź! – odezwali się wszyscy chórkiem.
Przestałam marudzić – przecież tak ładnie poprosili... Naszym oczom ukazały się pierwsze zabudowania. Nasze podróżniczki na czele z Minią już pewnie dawno dotarły na miejsce – staraliśmy się zachować spory dystans, żeby nie zauważyły, że się za nimi wleczemy.
- SSSSSSSSssssssssss – dobiegło nagle z pobocza drogi.
- Co to? Wąż? – przestraszyła się Arachne.
Zaczęliśmy zdenerwowani patrzeć pod nogi, nikt nie miał ochoty nadepnąć przez przypadek jadowitego gada.
- Tak, wściekły pyton uciekł z ZOO i zaraz nas wszystkich tu podusi – Haruka chyba starała się rozładować napięcie.
- Psst! Hej! Tutaj! Ogłuchliście czy co? – zawołał do nas jeden z krzaczków.
- To Inga! – Aiglon pierwsza rozpoznała głos. Znowu wepchnęliśmy się w zielsko. Chyba powoli zaczynaliśmy mieć awersję do wszystkiego co zielone i fotosyntetyczne...
- Co się stało? – spytała Paula – Czemu nie możemy wejść, normalnie jak ludzie?
- Chyba musicie wcześniej wiedzieć o paru sprawach... – zaczęła wyjaśniać Inga niepewnym głosem. – Nie wszystko jest tak jak myśleliśmy.
- Zdążyliśmy już zauważyć – stwierdziła sarkastycznie Aiglon.
- Ta partyzancka Argo, goła Xena i wiejska dziewucha na sterydach nieco nas zaskoczyły – palnęła bez zastanowienie Haruka.
- Jaka goła Xena? - zainteresowała się od razu Inga.
- Później ci opowiemy. Zaczęliśmy nawet podejrzewać, że straciliście rozum albo jakieś głupie żarty was się trzymają – starałam się rozpaczliwie zmienić temat. – kiedy zamiast Hoovera podesłaliście nam kulturystkę. Coś tam obiło się nam o uszy, że mieliście trudności z nakłonieniem go do współpracy.
- Jak widać zwoje Gabrieli, delikatnie mówiąc, nieco mijają się z prawdą. – podjęła Inga. – Jak go zobaczycie to sami zrozumiecie czemu mieliśmy trudności. Alicja próbowała jakoś ratować sytuację, ale jedyne co osiągnęliśmy, to to, że się w niej zakochał i teraz lata z kwiatkami i cielęcym wzrokiem. Obawiam się, że nie uda nam się spiknąć go z Xeną – westchnęła.
- A ja nigdy nie miałam takiej nadziei – wzruszyła ramionami Aiglon. – Przecież Xena nie poleci na faceta.
- Coś ci się poplątało – odezwała się Zebra. – Co nas obchodzi na kogo leci Xena? To Atalanta... tego chciałam powiedzieć Minia ma być zazdrosna o Hoovera.
- Właśnie – przytaknęliśmy.
- Po tym czego byliśmy świadkami do tej pory, wątpię żeby Minia jeszcze pamiętała kto to taki ten Hoover. – skrzywiła się Arachne.
Inga powiodła po nas zdziwionym wzrokiem.
- Wiecie co? Dajmy sobie spokój z tą naradą buszmenów – zarządziła Haruka – Właźmy wreszcie do wioski. Na miejscu wszyscy na własne oczy zobaczymy o co biega.
- Bardzo dobrze – poparła ją Paula – Ja chcę gdzieś usiąść.
- A ja coś zjeść – odezwał się Tomoe.
- Jak chcecie – odparła Inga – Chodźcie do gospody. Tam czeka reszta.


Szurając nogami, wpakowaliśmy się do drewnianej rudery szumnie zwaną zajazdem. W środku było dość ciemno – pewnie, zwierzęce pęcherze to marny materiał na szyby w oknach – ale nie śmierdziało. Przy ogromnym prostokątnym, drewnianym stole siedzieli: Misiak, Dragon, Dionizos, Ewa i Alicja. Dziwne; wyglądali na zmęczonych, a przecież to my lecieliśmy pięćset kilometrów na piechotę.
- Hejka heh – pierwsza odezwała się Ewa.
- Hejka robalki – tradycyjnie przywitał nas Misiak. – Fajnie, że jesteście.
- Hejka baranki – Haruka nie pozostała mu dłużna.
- Hejka misie patysie – dołączyła rozradowana Zebra.
- Chrum – Nie chciałam być gorsza.
- Kwik – Dodała od siebie Aiglon.
- Hejka wystarczy tej zoologii – wtrąciła Paula.
Po czym nastąpiła sekwencja powitań, w trakcie której wymieniliśmy tradycyjne uściski dłoni ala wojownik. Wreszcie zajęliśmy miejsca przy stole.
- Smoku widzę, żeś przygotowany na każdą ewentualność – odezwałam się do Dragona, wskazując na dzierżony przez niego dumnie, gabrielowaty kosturek własnoręcznej roboty.
- A tak jakoś… - Dragon z zakłopotaniem podrapał się w głowę. – Akurat chciałem potrenować parę ciosów, kiedy nagle błysnęło i wylądowałem tu z wami.
- Dobrze, że nie jeździłeś właśnie na traktorze albo coś w tym stylu. – odezwała się Haruka. – Trochę ciężko by było funkcjonować jako mokra plama…
- Dostaniemy coś do jedzenia? – zapytał Tomoe z nadzieją.
- Misiak masz chyba jeszcze te obślinione dinarce? – spytałam naszego Callistowca.
- Owszem mam, ale nie będą nam potrzebne. – odpowiedział.
- Alicjo, czy byłabyś tak uprzejma…? – zwróciła się kwaśnym tonem Ewa do naszej wersji Afrodyty. Troszkę się zdziwiliśmy słysząc takie zestawienie brzmienia głosu z wersalską formą wypowiedzi, ale dyskretnie powstrzymaliśmy się od pytań.
- Ależ oczywiście moja droga – odparła Alicja, takim tonem jakby miała się zaraz powiesić. – Hoover, czy mógłbyś przynieść mi i moim przyjaciołom coś do jedzenia? – zawołała w kierunku drzwi w przeciwległym końcu sali.
Przez chwilę nic się nie działo, po czym dało się słyszeć jakiś łomot i drzwi rozwarły się waląc z hukiem w ścianę – jak zresztą zrobiłyby każde drzwi na ich miejscu gdyby je ktoś otworzył kopniakiem.
- Już niosę, moje szczęście! – w pomieszczeniu rozległ się męski głos o natężeniu zdolnym rozbić szyby w drobny mak. – I naszym oczom ukazał się…
- Conan… - jęknęła Aiglon zduszonym głosem.
Nie da się ukryć. Trafiła z tym określeniem. Osobnik stojący w drzwiach, głową niemalże sięgał powały. A masą mięśniową mógł obdzielić całą naszą nieszczęsną grupkę i jeszcze by zostało. Wyszczerzył garnitur oślepiająco białych zębów, w stronę Alicji, wysuwając przy tym nieco do przodu kwadratową szczękę. Chyba próbował poruszyć kokieteryjnie brwiami, ale trochę trudno zrobić coś takiego jak ma się je zrośnięte w jedną linię nad nosem. Potrząsnął głową niczym rasowy ogier odrzucając na plecy grzywę czarnych, sięgających mu do pasa włosów. Prawie się zdziwiłam, że nie zarżał przy tym jak koń. Ubrany był w jakieś białe zwiewne giezło, kojarzące się nieodparcie z krótką sukienką. Potężne owłosione łydy oplatały mu rzemienie sandałów.
- A niech mnie, czym oni ich tu karmią?! Najpierw Minia, a teraz ten… zastanawiała się Haruka.
- Piją dużo koziego mleka? – podsunęła Arachne.
- I pomyśleć, że za parę tysięcy lat taki jeden też będzie latał w damskich kieckach – mruknęłam.
- Ale ten na pewno lepiej prezentuje się w damskiej bieliźnie – usłyszałam Paulę.
- Kolejny pedał? – zdziwiła się Zebra.
- Czy tutaj tylko my jesteśmy w miarę normalni? – zapytała nie wiadomo kogo Arachne.
- Opanujcie się! – Aiglon zgromiła nas gniewnie – Przecież to tunika. Faceci normalnie nosili coś takiego w tych czasach.
- Całe szczęście, że nie urodziłem się w tej epoce – odezwał się Tomoe – Ciągle by mnie podwiewało.
- Poznajcie Hoovera, narzeczonego Minii – Inga dokonała prezentacji osobnika, który spowodował u nas szok swoim entre.
Hoover z dużą gracją jak na swoje rozmiary, dwoma krokami przemierzył salę, wprawiając ją tym w lekkie drżenie i postawił na stole tacę wielkości średniowiecznej tarczy. Poczuliśmy jak ślinka napływa nam do ust na widok znajdującego się na niej jedzenia. Hoover nie poświęcając już większej uwagi stadu wygłodniałych wilków - w jakie się zamieniliśmy przy stole na dłuższą chwilę - ujął w dwa paluszki jeden z półmisków. Po czym uklęknął przed Alicją i zaczął jej podawać co smaczniejsze kąski. Wpatrywał się przy tym w nią z niekłamanym nabożeństwem. Alicja miała taką minę, jakby nie mogła się zdecydować, czy cieszyć się ze składanego hołdu, czy raczej uciec z krzykiem.
- A temu co? – spytał Tomoe, wgryzając się z lubością w kanapkę.
- Przecież wam mówiłam – westchnęła Inga. - Zakochał się.
- Alicja zaczęła robić za potrzebującą pomocy damską sierotkę – zaczęła wyjaśniać Ewa. - Mieliśmy nadzieję, że tym sposobem nakłonimy Hoovera do tego czego chcemy. No wiecie coś w stylu: “Ja taka biedna i zagubiona, a pan taki silny i znający się na rzeczy, czy byłby pan tak uprzejmy i odszukał dwie facetki na drodze…” – kontynuowała.
- Szczególnie, że Minia na naszą prośbę o pomoc w przekonaniu Hoovera, tylko przewróciła z politowaniem oczami. – dodał Dioni.
- Alicja najbardziej nam sie skojarzyła z Xena, więc sądziliśmy, że to zadziała… - odezwał się skruszonym głosem Misiak.
- I chyba trochę przedobrzyliśmy – rzuciła Ewa, z niesmakiem patrząc na klęczącego Hoovera.
- Faceci są beznadziejni – skrzywiła się Inga.
- Hej! My tu jesteśmy! – zdenerwował się Tomoe, stając w obronie płci brzydkiej. Dragon, Misiak i Dioni pokiwali energicznie głowami.
- Wy nie zaliczacie się do facetów – odezwała się Arachne, nieobecnym głosem, nie mogąc oderwać wzroku od klęczącego Conana.
- Tylko do czego? Do pierwotniaków? – oburzył się Dragon.
- Ty, to do zmienno kształtnych, łuskowatych i ziejących ogniem – rzuciłam, żartobliwym tonem, chcąc załagodzić sytuację.
- Co? – Arachne ocknęła się z zapatrzenia w sztuki Hoovera – Przepraszam, źle się wyraziłam. Chodziło mi o to, że wy nie zaliczacie się do tego typu facetów. Znaczy się beznadziejnych.
- Ty jesteś wyjątkowy – Aiglon starała się ułagodzić Tomoego.
- Fakt, wszyscy razem i każdy z osobna. – poparłam ją – Takich jak wy ze świeczką szukać.
Tym razem to zgromadzone w sali panie pokiwały energicznie głowami. Nasi mężczyźni dali się udobruchać.
Kątem oka zarejestrowałam, że Zebra powiedziała coś do Hoovera, który skinął głową po chwili namysłu, podniósł się z klęczek i zniknął za drzwiami.
- To co nas teraz czeka? – spytała.
Po raz kolejny tego dnia wszyscy wlepili we mnie wzrok. Wzdrygnęłam się lekko.
- Nie wiecie? Przecież tak samo jak ja znacie ten odcinek. – powiedziałam.
- Ale może ty wiesz coś, czego my nie wiemy, w końcu to TWÓJ ulubiony odcinek. – odezwała się Ewa.
Znowu wszyscy pokiwali głowami, w nawyk im weszło, kurcze.
- Żadne takie. – zamachałam rękami. – Tak samo jak Aiglon, Misiaka czy Zebry. – Ich też się pytajcie, potem będzie wszystko na mnie jak coś pójdzie nie tak.
- Balia, latająca szmata, rozdeptany Zagreusz, Gareth… - dobiegło od strony Pauli.
Popatrzyliśmy się na nią zdziwieni.
- No co? – odezwała się – Wymieniam co musimy zrobić. Źle mówię?
- Nie, tylko wydawało mi się, że jedyne odcinki jakie znasz na wyrywki to te z Aresem – wyjaśniła jej Aiglon, wyrażając na głos to co sobie pomyśleliśmy.
- Nie lubię was? – mruknęła Paula. – Nie czepiajcie się szczegółów. Parę innych też znam i lubię.
- Trzeba namówić Gabrielę na zdzielenie Xeny drągiem – westchnęła Inga.
- Teraz to chyba będzie łatwiej namówić Xenę na zdzielenie Minii – skrzywiła się Haruka.
Hoover wrócił do pokoju niosąc tacę z dzbankiem i drewnianymi kubkami. Postawił ją przed Zebrą, po czym nalał do jednego z naczyń czegoś z dzbanka i wręczył je Alicji z uwielbieniem we wzroku. Ta odruchowo mu podziękowała i odstawiła kubek na stół.
Zebra nie doczekawszy się usługi ze strony wioskowego osiłka sama się obsłużyła i wzięła kubas w dłoń. Dalej patrzyłam się bezmyślnie, pochłonięta naszą dyskusją.
- Czemu? – zainteresowała się Inga.
- Co ona pije? – szepnęła mi do ucha Arachne, pokazując wzrokiem Zeberkę.
Zaniepokoiłam się. Picie wody mogło być bardzo niezdrowe w tych czasach.
- Zebra co tam masz? – spytałam.
- Pivo. A co, też chcesz? – odparł nasz konik w paski i uniósł kubek do ust.
Dioni zerwał się ze stołka, niemalże go wywracając – Nie pozwólcie jej tego pić! – krzyknął spanikowanym głosem.
Część z nas rzuciła się w stronę Zebry gotowa wyrwać jej naczynie z ręki. Było już jednak za późno…
Zebra pociągnęła ogromny łyk, postawiła zamaszystym ruchem kubek na stół i westchnęła z ulgą
- Aaaach tego mi było trzeba! – powiedziała z zadowoleniem, po czym uśmiechnęła się rozanielona i… zwaliła pod stół.
- Trucizna? – spytała zaskoczona Haruka.
- Nic podobnego – odparł zrezygnowanym głosem Dioni. – Tutejszy specyfik alkoholowy, zwany szumnie pivem. Przypomina bardziej mieszaninę octu winnego ze spirytusem. Nie wiem tylko skąd wytrzasnęli to ostatnie w tych czasach.
Dioni wykazał się wiedzą jak na bóstwo napojów wyskokowych przystało.
- Można tym nawet zrobić flamera! – ucieszył się Misiak – Już próbowałem. Poczułem się zupełnie jak Calli… – umilkł czym prędzej, gdy napotkał nasze nieprzychylne spojrzenia.
- Daje niezłego kopa – przytaknął Dragon.
- Czy ja się wreszcie dowiem co jest nie tak z tą Minią? – Inga instynktownie drążyła temat.
- Jest le… kochającą inaczej – wyjaśniła uprzejmie Aiglon.
- Czym? – zdziwiła się Inga.
- Wstrętną babą odbijającą innym kochanki. – kontynuowała Aiglon.
- Wiem co to znaczy, ale nadal nie rozumiem... – Inga wyglądała na troszkę zagubioną. – Zaraz, nie tak… Chodzi mi o to, że chyba czuję się zaskoczona. Jak to?
- Tak to – wzruszyłam ramionami. – Mało nie rzuciła się na Gabrielę na tej drodze. A ta nie wyglądała na niezadowoloną.
- Zdzira – odezwała się z zawiścią Inga.
- Która? – zainteresowała się Ewa – Minia czy Gabriela?
- Obie – odparła ponuro Inga. – Szkoda, że mnie tam nie było. Już ja bym jej… Biedna Xena – zmartwiła się na koniec.
Nagle dało się słyszeć coś w rodzaju gwizdu i buczenie o niskiej częstotliwości. Błysnęło na niebiesko i w kącie gospody pojawił się Ares szczerzący się radośnie.
- Uważaj, zaśliniasz podłogę – szepnęłam do Pauli i mrugnęłam okiem.
- Chcesz w tubę? – odparła i pogroziła mi palcem. – Zobaczymy co zrobisz jak pojawi się tutaj Najara.
- Wtedy chyba będę musiała skonfiskować wszystkim chusteczki higieniczne – zachichotałam.
- I jak wam idzie kochani? – odezwał się tym swoim głębokim głosem.
- Ja będę mówić! – syknęła Paula i powiodła po nas takim spojrzeniem, że cofnęliśmy się o krok. Chyba już wiem jak wygląda lwica broniąca swych małych…
- Na razie chyba nieźle o boski – odpowiedziała mu.
- Raaany. Niech ktoś coś zrobi. Zaraz wykona ukłon albo co... – jęknęła cichutko Haruka. Na szczęście Paula chyba jej nie usłyszała. Zanim jednak podjęliśmy jakieś kroki w celu wyprowadzenia Pauli z transu, znowu zagwizdało i błysnęło (tym razem na różowo) i u boku Aresa pojawiła się Afrodyta.
- Siemanko – zawołała i zachichotała rozbawiona – Szykuje się jakaś imprezka?
Tym razem to o męskiej części naszej ekspedycji można było powiedzieć, że zaczęła się ślinić.
- Może poszukam mopa? – zaproponowała Haruka.
- Co jest grane Aresku? Mój drugi z najulubieńszych braciszków? – Afrodytka pieszczotliwie uszczypnęła boga wojny w policzek. Nie wyglądał na zadowolonego. Paula też nie.
- Co tu robisz? – nie uznał za stosowne udzielić jej odpowiedzi.
- Mamuśka cię szuka. – Afro dziabnęła go palcem w pierś – Miałeś posprzątać swoje pole bitwy. – Wiecie wszędzie rozrzuca te swoje ołowiane żołnierzyki – mrugnęła w naszą stronę. - I wyprowadzić Gregusa na spacer. Znowu obsikiwał marmurowe kolumny, ojciec jest wściekły.
Ares skrzywił się.
- Zawsze jest. Nie będą mi mówić co mam robić. Niech się czepiają Ateny, jak muszą. Chyba się wreszcie wyprowadzę z Olimpu starego, bo to żadna zabawa. – westchnął.
- Jak chcesz – bogini miłości wydęła policzki i wzruszyła ramionami – Zamierzałam ci tylko o tym powiedzieć. Ale widzę, że znowu coś kombinujesz i nie przepuszczę okazji, żeby sobie nie popatrzeć. Xena? Zgadłam?
- Tak jakby… - mruknął.
- IK IK IK IK – rozległo się niespodziewanie. Wszyscy zgromadzeni w pokoju, nie wyłączając obu bóstw, zamarli zaskoczeni.
- IHHHAAAA!!! – zabrzmiało tym razem po końsku – Nie, źle, nie tak… - spod stołu wysunęła się najpierw jedna ręka, po chwili dołączyła do niej druga, a na koniec nad krawędzią pojawiła się głowa Zebry. Powiodła po nas wzrokiem, jednocześnie starając się dmuchnięciem odgarnąć niesforny rudy lok. – Chyba jednak wolę ik ik ik – mruknęła do siebie. – Hej przystojniaku jakie dźwięki wydają zebry? – zawołała do Aresa. I nie czekając wcale na jego odpowiedź podjęła dalsze próby dźwiękonaśladowcze – Zip, zip, zip, uga, uga, slim, slim, slim… - Zmarszczyła brwi i przybrała skupiony wyraz twarzy. W końcu potrząsnęła przecząco głową - Tak to chyba robią slimacki. Czy ja jestem slimackiem? – zapytała samą siebie.
W trakcie tego całego popisu, podniosła się do pionu i spróbowała przemaszerować przez salę. Jak było do przewidzenia potknęła się i poleciała głową naprzód, prosto w objęcia… Afrodyty.
- Buek, o jaka pani uprzejma, zium, zium, ale ja pani nie znam, proszę się do mnie nie przytulać – powiedziała i przetoczyła się na stojącego obok Aresa. Ten automatycznie ją przytrzymał, co Zebra natychmiast wykorzystała i oplotła mu rękami ramię. – UUUuuu, ale bicepsy! Też chcę takie! Pożyczysz? – Roześmiała się.
Paula wyglądała jakby zaraz miała paść trupem. My chyba też…
- Żegnaj Zeberko… - szepnął blady jak ściana Misiak.
Z przerażeniem czekaliśmy na to co zrobi Ares. Bóg Wojny popatrzył z niesmakiem na zwisającą mu na ramieniu Zebrę.
- Co to ma znaczyć? – zapytał i uniósł drugą rękę…
Wszyscy wstrzymaliśmy oddech i zamknęliśmy oczy, nie mając siły patrzeć na to co się stanie.
- Proszę Aresie, nie zabijaj naszej przyjaciółki – usłyszałam głos Haruki.
- A czemu miałbym to robić?
Tak mnie to zdziwiło, że otworzyłam oczy nie zważając na to co mogłabym zobaczyć. Ares stał z wyciągniętym ramieniem, a jakiś metr od niego i tyleż samo nad ziemią, unosiła się Zebra. Nie wyglądała w najmniejszym stopniu na nieżywą. Popatrzyła w dół, po czym poprzebierała w powietrzu nogami, zamachała rękami i zakwakała wesoło.
- Macie mnie za jakiegoś żądnego krwi potwora? – kontynuowało nasze odziane w skóry bóstwo. Nagle się zreflektował. – Szkoda mojej mocy i czasu. Tym razem jej daruję, ale jeszcze raz pozwoli sobie na taki brak szacunku wobec mojej osoby… I AM GOD OF WAR! BABE! – ryknął nagle potężnie, nie wiedzieć czemu po angielsku i zrobił groźną minę. – Zrozumiano?
Czym prędzej pokiwaliśmy głowami, bo z wrażenia odjęło nam mowę.
- No! – Ares sapnął zadowolony z naszej reakcji i przeczesał palcami fryzurę.
Afrodyta co prawda nie pisnęła ani słówka, ale za to wyglądała jakby się świetnie bawiła.
W tym momencie Zebra rozpostarła ramiona i zaczęła udawać samolot. Chyba myśliwiec, bo wydawała z siebie jakieś wizgi i coś co na upartego można było nazwać serią z karabinu maszynowego. Ares popatrzył się na nią jak na rzadki okaz, wyjątkowo obrzydliwego robaka.
- To już się więcej nie powtórzy wasza wysokość – wykrztusiłam, chcąc jakoś odwrócić jego uwagę od Zebry.
- Wybacz naszej przyjaciółce – w sukurs przyszedł mi Misiak – Nie jest sobą. Rozchorowała się od tutejszego jadła… - w zdenerwowaniu przeszedł na archaiczną formę.
- Zatruła się… - dołączyła Alicja.
- Tak, zatruła się soczkiem z… z… - Misiak zająknął się, nie mogąc znaleźć odpowiedniego słowa.
- Z ziemniaków – podpowiedziała mu szeptem Haruka z poważną miną.
- Z ziemniaków – powtórzył odruchowo Misiak i odwrócił się zaskoczony do Haruki – Co?
Ares także łypnął na nas dziwnie…
- Kolega się przejęzyczył. Chodziło mu o ziele, z jakiego robią tutaj napitki – odezwała się wreszcie Paula ratując nas z opresji.
Ares uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Aaaa upiła się. Śmiertelnicy mają takie słabe głowy. – Pokiwał z politowaniem swoją i opuścił rękę, tracąc zainteresowanie Zebrą.
Ugryzłam się w język. To chyba nie byłby najszczęśliwszy moment na przypominanie mu jak miał kaca w “Dziesięciu herszciątkach”…
Dioni i Misiak czym prędzej dopadli naszej niefortunnej towarzyszki i wspólnymi siłami odciągnęli ją na tyły, żeby nie drażniła Aresa swoim widokiem.
- O czym to ja… - bóg wydął policzki – A już mam! – ucieszył się i pstryknął palcami. – I jak tam wychodzi wam poprawianie tego i owego? A zresztą po co ja się was pytam, zaraz sam sprawdzę – dodał i w tym momencie w dłoni zmaterializował mu się oprawiony w skórę notatnik, którego by się nie powstydził żaden snobistyczny bisnessman rodem z dwudziestego wieku.
- Zobaczmy – mruknął do siebie – Dać Xenie i Gabrieli skopać sobie tyłki… Checked… Przekazać informację o Zagreuszu… Chacked… Wysłać z wioski miejscowego… Chacked
- Wasza boskość… - odezwał się mężnie Tomoe – Chciałbym o coś spytać.
- Tylko szybko – od niechcenia odpowiedział mu Ares.
- Chodzi o to kopanie… o napad i wysyłanie miejscowego. Dlaczego Xena i Gabriela nas nie rozpoznały? Przecież już nas spotkały w “Powrocie Callisto”.
- No właśnie! – poparliśmy Tomoego.
- I czemu Hoover to Minia? – zapytała Inga. – Nie, zaraz nie o to chciałam zapytać – poprawiła się. – Dlaczego Minia jest Minią? – plątała się coraz bardziej – DLACZEGO MINIA PODRYWA GABRIELĘ?! – wyrzuciła w końcu to co leżało jej na sercu.
- Minia? Gabriela? – zdziwiła się Afro. – Przecież… - zaczęła.
- Przestań wreszcie wtrącać mi się do roboty! Ja ci nie mówię jak skojarzyć parę kotów w marcu. - przerwał jej z wściekłością Ares. Afrodyta zamilkła i podejrzliwie popatrzyła się na brata.
- Tak, właśnie – mruknął bóg wojny, ruszył szyją aż kręgi mi zgrzytnęły i charakterystycznym ruchem obciągnął skórzaną kamizelę. - A kto wam powiedział, że one lecą po kolei? I pamiętajcie TO jest rzeczywistość, a serial to fikcja. – odpowiedział na pytania.
- Ale to ty jesteś bogiem – odezwała się Paula. – Mógłbyś nam trochę pomóc, przecież potrafisz. W końcu to my się narażamy.
- Jedyne co wam mogę załatwić to burzę z piorunami. – odparł Ares marszcząc nos.
- O to na pewno! – powiedziała Afrodyta pod nosem – Jak tylko wrócisz do domu, to tatuńcio zrobi ci awanturę, że będzie grzmiało aż miło.
Braciszek łypnął na nią nieprzychylnym okiem.
- Słyszałem, że Discord otwiera dzisiaj nową świątynię w Atenach. W ramach promocji każdy kto odda jej cześć dostanie kozę i skórzany bicz. – powiedział, od niechcenia przyglądając się paznokciom.
- I dopiero teraz mi to mówisz? – Afrodyta rozdziawiła buzię i podparła się pięściami pod boki – A niech to, a myślałam, że rozdawanie afrodyzjaku w postaci białej czekolady zapewni mi spore poparcie w Atenach… - mruknęła do siebie. - Okej, znikam, ale i tak doskonale wiem, że chciałeś się mnie pozbyć. – pogroziła mu palcem i znikła w różowej mgiełce.
- Niemiło, że wpadłaś – skrzywił się Ares. - A wracając do Minii, ja bym na waszym miejscu nie zostawiał ich samych na tak długo. Różne rzeczy mogą się zdarzyć… A chyba nie chcecie zostać tu na zawsze. – I zniknął zanosząc się gromkim śmiechem.
- Zależy z kim… - powiedziała do siebie Paula.
Staliśmy popatrując po sobie bezmyślnie. Nagle jakby w nas piorun strzelił.
- Jasna cholera! On ma rację… - zaczęłam
- Jak zwykle zresztą – weszła mi w słowo Paula.
- Minia i Gabriela – to była Inga
- Xena i Minia – przypomniała Haruka
Rzuciliśmy się pędem do wyjścia, z nadzieją, że uda nam się zapobiec masowym mordom albo gwałtom. Misiak i Dioni nieco wolniej bo podtrzymywali przelewającą im się przez ręce Zebrę. Wypadliśmy przed knajpę, obawiając się tego co zobaczymy. Mieliśmy rację…
Xena właśnie stała z uniesionym czakramem, za plecami Minii. Wzrok miała taki, że aż dziwne, że jeszcze dodatkowo używała broni. Spojrzenie by wystarczyło…
- NIEEEE! – wydarliśmy się wszyscy.
Dragon i Tomoe odważnie rzucili się na Xenę, z zamiarem wyrwania jej śmiercionośnego narzędzia albo chociaż przeszkodzeniu w rzucie.
Xena widząc nas, zamarła. Ale kiedy chłopcy już prawie dolecieli do niej, w ostatniej chwili zgrabnie usunęła im się z drogi. Nie zdążyli już wyhamować i wpadli z obrzydliwym mlaśnięciem w błotnistą kałużę. Jedyną w promieniu kilku metrów, o ile w ogóle nie jedyną w całym Lauren….
Wojowniczka popatrzyła się na nich z góry zdziwionym wzrokiem.
- Xeno pospiesz się. Wiem, że wolałabyś odciąć sobie rękę niż pozwolić komuś obcemu pobawić się czakramem, ale dałaś słowo. – Odezwała się zniecierpliwionym głosem Gabriela. – To nieuprzejmie kazać Minii czekać. Trzeba było się nie zakładać. Przecież wiesz, że nie mam sobie równych w rzucaniu nożami do celu. – I jakby od niechcenia i nawet nie patrząc cisnęła za siebie czymś co mnie skojarzyło się z tasakiem.
Broń, ze świstem przeleciała kilkanaście metrów i z nieprzyjemnym, głuchym odgłosem rozpołowiła wielkiego arbuza, z którego na ziemię zaczął skapywać czerwony miąższ…
- Czemu mam wrażenie, że równie dobrze to mogłaby być czyjaś głowa? – spytał dziwnym głosem Misiak.
- Chyba mi niedobrze – pisnęła Arachne.
- Ratunku! Przecież to rzeźnik – jęknęła Aiglon
- Co się stało z tą niewinną dziewczyną? – odezwała się zrezygnowana Ewa
- Ku ku? – spytała z zaciekawieniem Zebra.
- BUAHAHAHAHAHAHA! – rozległo się nagle gromko. – Nie mogę, ale to śmieszne! – rechotała na całe gardło Xena, klepiąc się przy tym po udach i kiwając co chwila. – HAHAHAHA! Wyglądacie jak świnie! Cali utytłani w błocie! Zaraz pęknę!
Popatrzyliśmy na nią cokolwiek zdegustowani. Dwie osoby ubrudzone ziemią z wodą, to niezbyt wysokich lotów rozrywka…, a Xena rżała radośnie jakby właśnie była świadkiem dowcipu stulecia.
- Rany, ale oni tutaj muszą być spragnieni imprez… - jęknęła Haruka.
- Co chcesz. w końcu to starożytna Grecja, nie mieli Multiplexów… - odpowiedziałam jej bezmyślnie.
- Na mózg wam padło? – zdenerwowała się Aiglon. – Grecja, Akademia Bardów, Arystoteles, Platon, Amfiteatr. – wyliczała. – Nic wam to nie mówi?
- A co mam powiedzieć, że Xena jest tego… mało obyta? – żachnęła się Haruka.
- Cicho bądźcie, bo jeszcze usłyszy! – zgromiła nas Ewa.
Zdaje się jednak, że w tej chwili Xenę mało co obchodziły nasze komentarze.
- HE HE HE HE – wydała z siebie gromko, pokazując palcem biednego Dragona i Tomoego, którzy próbowali zetrzeć z siebie maź, ale tylko rozmazywali na sobie błoto coraz bardziej.
Minia najpierw skrzywiła się lekko, ale chyba wojowniczki w starożytnej Grecji mają zbliżone poczucie humoru, bo po chwili też zaczęła chichotać rozbawiona.
- Ale ubaw nie? – rzuciła Xena i z całej siły grzmotnęła Minię w plecy, aż ta poleciała do przodu parę kroków. Jej śmiech nagle się urwał. Odwróciła się powoli. Xena nic nie zauważyła, tylko dalej zanosiła się śmiechem.
- Aha, pewnie. Wielki jak dupa Atlasa – przytaknęła Minia i wymierzyła cios pięścią Xenie w bok.
Wojowniczka zamilkła i złapała się za miejsce gdzie trafiła Minia. Jej oczy zwęziły się niebezpiecznie.
- Co to miało być? – rzuciła wściekłym szeptem.
- Niby co? – zdziwiła się Minia.
- Uderzyłaś mnie!
- Ależ skąd! – zaprzeczyła tamta. – To ty mnie walnęłaś!
- Akurat! – Xena była coraz bardziej zła. – Ja tylko zrobiłam tak – i ponownie chciała potężnie klepnąć Minię w plecy. Ta jednak zrobiła unik. Xena była już w trakcie silnego zamachu, więc straciła równowagę i sama wleciała w błoto, do towarzystwa naszym panom.
- UAHAHUHAHAHA! Teraz to dopiero jest śmiesznie – zarechotała Minia niezgorzej niż parę chwil temu wojowniczka. – Na łysinę Aresa, żebyś mogła zobaczyć swoją minę! – ze śmiechu mało się nie wywracała.
- Ona jest nie tylko niewychowana, ale i najwyraźniej ślepa – Jak było do przewidzenia Paula zareagowała na komentarz na temat jej ulubieńca.
Xena siedziała przez moment bez ruchu w błocku, jakby nie mogąc uwierzyć w to co się stało. Spróbowała się podnieść, poślizgnęła się i znowu pacnęła w kałużę.
Tego było już za wiele nawet dla Gabrieli, która do tej pory przyglądała się całej scenie bez słowa, lekko tylko krzywiąc wargi. Tym razem jednak parsknęła śmiechem szczerze rozbawiona. To przeważyło szalę… Twarz Xeny wykrzywiła się wściekle, wyszczerzyła zęby w zwierzęcym grymasie…
- Ups – wyrwało nam się zgodnie.
- TYYYYYYYY! – wydarła się Xena i całym ciałem rzuciła na Minię. Narzeczona Hoovera dała się zaskoczyć. Xena podcięła ją i obie wleciały w błoto. Dragon i Tomoe rzucili do siebie porozumiewawcze spojrzenia i błyskawicznie wyskoczyli z kałuży, byle dalej od dwóch wściekłych kocić, które zaczęły się nawzajem okładać pięściami, podduszać, podtapiać w mazi, szarpać za włosy i turlać w brei zawzięcie.
- Hi hi hi hi babskie zapasy w błocie! – ucieszyła się Inga.
Patrzyliśmy się na to całe widowisko z jakąś niezdrową fascynacją. Pierwsza ocknęła się Paula.
- Zróbcie coś! Rozdzielcie je zanim pouszkadzają się nawzajem.
Prawie popukaliśmy się zbiorowo palcem w czoło.
- Teraz? – spytała Arachne.
- Ja nie mam zapędów samobójczych – skrzywiła się Haruka. – Sama je sobie rozdzielaj.
- Założę się, że jedynymi ofiarami to moglibyśmy być my, jeśli się głupio wtrącimy. – dodała Ewa.
Na szczęście wyręczyła nas Gabriela. Dziarsko wkroczyła do kałuży. Złapała obie przeciwniczki za uszy i bezceremonialnie wywlokła je z błota. Trzeba przyznać, że ma parę w łapkach…
- Uspokójcie się obie, w tej chwili! – warknęła wcale nie przejęta tym, że Xena i Minia krzywią się z bólu. – Zobaczcie, przez was pobrudziłam sobie buty. Jeszcze raz zaczniecie się zachowywać jak małe harpie, to na Zeusa, przełożę was sobie przez kolano i złoję gołe tyłki, biczem! – zakończyła groźnie.
- Phi! Też mi kara – odezwała się lekceważąco Inga. – Założę się, że Xenie by się to bardzo spodobało – uśmiechnęła się dwuznacznie.
- Ja myślę! A dopiero Minia, to byłaby zadowolona jakby Gabriela klepała ją po tyłku, nawet biczem! – dodała Aiglon.
- Jeaaaaa, ale perwera! – ucieszyła się Haruka.
- No nie, a te jak zwykle – jęknął zrezygnowany Dioni. – A mówią, że to faceci myślą tylko o jednym.
- Myślą jeszcze o piwie – podsunęłam usłużnie.
-Stanowczo żądam rehabilitacji naszego gatunku! – oznajmił zabłocony Tomoe, udając śmiertelną powagę.
- Tak, tak. Obowiązkowo postawimy wam pomnik – rzuciła Paula.
- I jak wy teraz obie wyglądacie? – kontynuowała Gabriela. – Xeno nie wpuszczę cię do łóżka w takim stanie – zagroziła wojowniczce. – I pewnie Argo też nie pozwoli ci wsiąść na siebie póki nie doprowadzisz się do porządku.
- Hmm, wiecie chyba nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło – odezwałam się w zamyśleniu. – Zdaje się, że kwestię balii mamy właśnie z głowy.
- Tylko, że Gabby jeszcze o tym nie wie, jak widać – dodała Arachne.
- No to niech ktoś jej to wytłumaczy! – zniecierpliwiła się Paula.
- Ja spróbuję – zgłosiła się na ochotnika Ewa.
- Tylko błagam nie zaczynaj od wielka Xeno! – rzuciła pospiesznie Aiglon.
- Echem, czy mogę paniom na chwilę przerwać? – odezwała się grzecznie Ewa, podchodząc nieco do scenki rodzajowej w wykonaniu Xeny, Minii i Gabrieli.
Gabriela puściła swoje ofiary i z niesmakiem zaczęła wycierać ręce w kusą spódniczkę. Popatrzyła się na nas jakby dopiero teraz zauważyła naszą obecność.
- A to co znowu? – mruknęła bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego.
- Mówiłam wam. To ci posłańcy bogów. – wyjaśniła jej Minia, ukradkiem rozmasowując sobie ucho. – Na śmierdzącego Pegaza, ale ty masz uścisk – dodała.
- Mnie to mówisz… - burknęła Xena, także sprawdzając czy ma jeszcze narząd słuchu na miejscu. – Czego chcesz? – spytała Ewę, która stała wyczekująco.
- Jeśli wolno… - zaczęła nasza ochotniczka.
- Nie wolno – przerwała jej Gabriela.
- Cicho, teraz ja rozmawiam – upomniała ją Xena. – Mów dalej, dobra kobieto – zachęciła Ewę.
- Heh no tak… - Ewa chyba poczuła się nieco zbita z tropu. – Wiecie… heh. Mam małą propozycję heh, która powinna rozwiązać wasz problem heh.
- Jaki problem he? – spytała Xena.
- Hmm waszego wyglądu heh…
- A co jest z naszym wyglądem? Twierdzisz, że jesteśmy brzydkie co, heh? – zdenerwowała się nagle Gabriela.
- Nie, skąd znowu! – zamachała przecząco rękami Ewa. – Wręcz przeciwnie… heh. Ty jesteś zabójcza… heh to znaczy chciałam powiedzieć boska heh…
- He he he z tym to się zgodzę – wyszczerzyła się nagle Minia, co wcale nie poprawiło sytuacji.
- Ratunku! To jest zaraźliwe – jęknęła Haruka. – Ja nie chcę, żeby Xena i Gabriela mówiły HEH.
- Heh, a żebyś wiedziała, że jest! Heh – uradowała się nie wiedząc z czego Inga.
- No nie, ta też. Mam cię zakneblować? – spytała ją ze złowrogą uprzejmością nasza wersja Callisto.
- Chciaaałabyś co? – zaczęła się przekomarzać Inga, wchodząc w przypisaną jej rolę Xeny.
- Smile, Smile, Smile, Smile, Smile, Smile, Smile, Smile
- Res ty też nie zaczynaj! – ostrzegła mnie Paula, widząc unoszące się w powietrzu smaile. – Oszaleję z wami…
- Oki, oki już nie będę – zrobiłam skruszoną minę. – A LOL mogę? – spytałam niewinnie i odsunęłam się nieco na wszelki wypadek. Dobrze, że wzrok jednak nie zabija.
- Co ona wyprawia! – zirytowała się Aiglon. – Życie jej niemiłe?
- Spokojnie! To pewnie ze zdenerwowania – pojednawczo odezwał się Misiak. – Zapewne zaraz im przejdzie.
- Hej! A ja to wypadłam heh centaurowi spod ogona co heh?! – tym razem Xenę ruszyła próżność, a pewnie komentarz Minii też zrobił swoje.
- Oczywiście, że nie! – Ewa starała się rozpaczliwie załagodzić sytuację. – Takiej jak ty… heh nie ma drugiej na całym świecie heh, jesteś the best he he he… - zamilkła speszona i popatrzyła się na nas, oczekując pomocy. Niestety byliśmy w tej chwili równie wyprani z pomysłów.
- The best? – powtórzyła Xena nic nie rozumiejąc i nagle wyszarpnęła miecz i wymierzyła go w stronę Ewy. Mimo że nie mógł nic jej zrobić ta, cofnęła się instynktownie o krok. – Hę?! Sama jesteś the best! Nie pozwolę się bezkarnie wyzwać HA! – zakończyła wojowniczka, robiąc wściekłą minę.
- Heh! He.. hre.. hle hleh Tfu! – Gabriela miała wyraźne kłopoty z wysłowieniem się. - Na stado wściekłych Banshee! Przestańcie obydwie! – wybuchła wreszcie.
- Xena schowaj ten miecz – rozkazała wojowniczce i ta ją posłuchała, chociaż z niechęcią. – A ty mów wreszcie, co to za propozycja. – to już było do Ewy.
- Czy po prostu nie mogłybyście się wykąpać na przykład w balii i już? Na pewno jakaś jest w Lauren. – odparła jednym tchem Ewa, nie chcąc bardziej rozdrażniać wojowniczego barda z Potadei.
Xena skrzywiła się. – Eeeee wykąpać się… w balii… To dobre dla mieszczuchów. Ja tam wolę lodowaty strumień. Hartuje duszę i ciało!
Gabriela najwyraźniej się wzdrygnęła na słowa Xeny.
- Ja się chętnie wykąpie w balii – odezwała się Minia. – Akurat jest taka dwuosobowa w gospodzie. Zaraz każę zagrzać Hooverowi wodę nad ogniskiem. Gabrielo dotrzymasz mi towarzystwa? Pewnie też chętnie się odświeżysz, po wędrówce w pyle drogi. – zakończyła szeroko uśmiechając się do bardki.
Niemalże wydaliśmy z siebie zbiorowy jęk.
- Ej, jeśli wleziesz do balii z tą… z tą kobietą, to nie zmyję tego błota z siebie przez miesiąc i jeszcze ubiorę się w niewyprawione skóry! – zagroziła Xena, najwyraźniej wyczuwając niebezpieczeństwo.
- Ojej, ale drażliwa… - mruknęła pod nosem Minia.
Chyba perspektywa towarzystwa intensywnie woniejącej Xeny wydała się Gabrieli mało zachęcająca, bo czym prędzej odparła: - Dobrze, już dobrze, wykapię się z tobą, ale na drugi raz nie gadaj tych głupot o lodowatych strumieniach. Minio miałaś bardzo dobry pomysł co do Hoovera i wody, czy mogłabyś…? – zawiesiła wyczekująco głos.
Minia nie mogła już się wycofać. Zrobiła lekko niezadowoloną minę – Oczywiście. Dla ciebie wszystko moja droga. – odparła. – Hoover! Zostaw tę babę i chodź tutaj, jesteś mi potrzebny! – wydarła się nieoczekiwanie aż podskoczyliśmy przestraszeni. Hoover rzucił Alicji przepraszające spojrzenie i podreptał z miną zbitego psa za Minią do gospody.
- Ej TY! – usłyszeliśmy nagle głos Gabrieli. Nie brzmiał przyjaźnie. – Ty z tym kijem. Do ciebie mówię.
Dragon chyba nie był w tej chwili zadowolony z zainteresowania swoją osobą, szczególnie, że po ostatnich słowach Gabriela ruszyła w jego stronę z groźną miną.
- Mówię do ciebie chudopachołku. Skąd to masz? – stanęła przed naszym biednym smokiem, wskazując na dzierżony przez niego kostur.
- Ja... ja no sam sobie zrobiłem... – wykrztusił.
- A kto ci pozwolił? Wzór tej broni chronią prawa autorskie, nadane mi przez Amazońską Komisję Patentową. Moi prawnicy prowadzę rozmowy z Salmoneusem w sprawie odsprzedania mu praw i jeśli już to tylko on będzie mógł robić kopie. Zresztą po co ja ci to tłumaczę – zreflektowała się. – Natychmiast oddawaj mi moją własność! – wyciągnęła rękę po kostur.
Dragon najpierw rozejrzał się rozpaczliwie na boki, ale po chwili przybrał hardą minę dającą jasno do zrozumienia, że nie odda swojego kija bez walki. Czym prędzej szturchnęłam go w bok. – Nie wygłupiaj się. Oddaj jej ten kostur. Widziałeś co potrafi robić z nożami, nie wiadomo jakie ma jeszcze ukryte talenty... Zresztą zrobisz sobie drugi albo pogadamy z Aresem. – szepnęłam mu do ucha.
Dragon uspokoił się. – Trzymam cię za słowo – mruknął – Idolka, idolką, ale wcale mi się to nie podoba... Z niechęcią wręczył kostur, czekającej Gabrieli.
- Żeby mi to było ostatni raz! – pogroziła i odwróciła się do nas plecami. – Xeno pospiesz się, bo nam woda wystygnie! – zawołała w stronę wojowniczki i ruszyła do gospody. – Przeklęci piraci... – usłyszeliśmy jeszcze.
- Dobra nasza, Minia nieświadomie nam się przysłużyła. A już myślałam, że nie uda nam się wepchnąć Xeny do tej balii. – odezwałam się.
- A kto im jeszcze wytłumaczy o co biega z tą całą kąpielą? – spytał Dragon, z którego zaczęło się już łuszczyć zaschnięte błoto.
Jak na komendę wszyscy popatrzyliśmy się na Ingę.
- Dlaczego ja? – spytała zaskoczona.
- Ta się jeszcze pyta... – mruknęła Haruka.
- A co nie poradzisz sobie? – odparłam.
Inga poddała się: - Spoko, mogę się tego podjąć. Ale ładować im się do balii nie będę! – zastrzegła.
- Nie musisz, ale… - nagle coś mi wpadło do głowy.
- Ale co? – spytała Aiglon.
- Tak sobie pomyślałam… Tym razem nam się udało, ale przydałoby się, żeby ktoś przypilnował Minii, żeby nie kręciła się w pobliżu Gabrieli.
- Racja – pokiwała głową Arachne.
- Hi hi hi to jak najbardziej zadanie dla Ingi – ucieszyła się Haruka.
- Dajcie spokój, co niby mam z nią robić? – spytała nierozważnie Inga.
- Naprawdę chcesz, żebym ci powiedziała? A kto tutaj chce uchodzić za zboczoną? – rzuciła pytająco Aiglon.
- Opanujcie się! Przecież nie masz się na nią rzucać! Po prostu zajmij ją jakimś niewinnym flirtem, rozmową i tak dalej, na pewno dasz sobie radę. – odezwałam się.
- Tak, tak na pewno, na czatach szło ci nieźle! – dorzuciła na koniec Haruka.
- Niech wam będzie. – westchnęła Inga.
- No to battle on! – odezwała się Paula, uznając kwestię za zakończoną. – Bierz się za uświadamianie i uwodzenie kogo tam trzeba, a my się zajmijmy realizacją dalszej części scenariusza. Tomoe, Dragon idźcie może obmyć się przy jakiejś studni i przebierzcie, bo lada moment zamienicie się w żywe rzeźby.
Zgodnie kiwnęliśmy sobie głowami i ruszyliśmy naprawiać ten cholerny dzień…
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
R
Niszczyciel Narodów



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 4178
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 1:53, 12 Gru 2006    Temat postu:

IV. DAWNO TEMU W… BALII

W przytulnej izdebce na pięterku rozgrywała się najsłynniejsza scena odcinka...
- Gabby długo jeszcze będziesz się rozbierać? Zimno mi się robi! – krzyknęła Xena, siedząc w balii z nieszczęśliwą miną.
- Już idę, idę. – dobiegło zza parawanu. I rzeczywiście po chwili wyłoniła się zza niego naga Gabriela usiłująca podpiąć włosy w kok. – Brrr, ale tu chłodno! – wzdrygnęła się i truchcikiem pokonała drogę do balii. – Posuń się. - Z wyraźną ulgą zanurzyła się w ciepłej wodzie. – No bierzmy się do szorowania brudasku! – rzuciła wesoło i zaczęła polewać włosy Xeny wodą.
- Auć! Gorąca! – żachnęła się wojowniczka. – I uważaj, nie nalej mi wody do uszu!
- Przestań narzekać. Nie masz już pięciu lat – skarciła ją Gabriela.
- Nie da się ukryć, nie mam... A ty też jesteś już niezwykle... dużą dziewczynką – westchnęła Xena.
- A co to ma niby znaczyć? – spytała Gabriela skończywszy spłukiwać włosy Xenie i zabierając się do zdrapywania drewnianą deszczułką błota z jej pleców.
- Wiesz mam już swoje lata... I nie młodnieję z każdym dniem, wręcz przeciwnie. Za to ty jesteś wciąż atrakcyjną kobietą. – odparła Xena.
- Przestań wygadywać bzdury! Co ci znowu przyszło do głowy! –zaczęła Gabriela. – Jesteś piękna! Nikt nie może się z tobą równać. Jesteś wysoka, smukła i masz takie niesamowicie błękitne oczy... – zaczęła wyliczać.
- Naprawdę tak myślisz? – uśmiechnęła się Xena. – Niczego mi nie brakuje? – spytała odwracając się do Gabrieli.
- Uhumm – odparła tamta patrząc jej w oczy.
- I nie ma znaczenia, że tutaj mam bliznę? – wojowniczka podniosła ramię.
- Nie.
- A tu? – drążyła dalej Xena, unosząc się nieco w wodzie.
- Niee... – odparła wolno Gabriela.
- A tutaj?
- Tutaj też nie przeszkadza... I tam także... – podjęła grę Gabriela. – A tu to jest nawet bardzo....
- Taaaak? – mruknęła wojowniczka zmysłowo.
Nagle drzwi do pokoiku otworzyły się na oścież i do pomieszczenia wkroczył Hoover. W jednej ręce dzierżył drewniany cebrzyk a dłonią drugiej ręki zasłaniał sobie oczy.
- Panie wybaczą... – odezwał się.
- Nie wybaczą! – przerwała mu Xena złym głosem. – Co to za maniery, ładować się nam do pokoju! Czego chcesz?
- Przyniosłem gorącą wodę. Też nie uważam tego za najlepszy pomysł, ale ci... no ci wysłańcy bogów, nie wiem czemu, nie chcieli się zgodzić, żeby to Minia tu przyszła... Głupie nie? – wzruszył ramionami.
- Aha – mruknęła Xena jakoś tak bez przekonania.
- Owszem, bardzo głupie! Rzeczywiście to Minia powinna przynieść wodę, a nie jakiś facet... – wtrąciła się Gabriela.
- Nie przesadzaj. Hoover wcale nie patrzy, a nawet jakby, to w balii jest tyle różnych olejków i płatków kwiatów, że musiałby chyba tu zanurkować, żeby coś zobaczyć. – odparła Xena, przemilczając prawdziwy powód, dla którego wolała, że jednak wysłannicy bogów przysłali tu narzeczonego Minii, a nie ją samą.
Hoover parsknął, słysząc jej słowa i już zaczął rozchylać palce...
- Ej! Co nie znaczy, że pozwalamy ci patrzeć! – ostrzegła go Gabriela. – Wlej tę wodę i idź sobie!
Hoover po omacku dotarł do balii i jednym ruchem wylał zawartość cebrzyka, wywołując tym wzdrygnięcie się obu kobiet, po czym pospiesznie wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi.
- Głupi ci wysłannicy... – mruknęła Gabriela. - Czemu niby Minia nie mogła przynieść tego wiadra, jest wystarczająco umięśniona, żeby je unieść... Pokażesz mi jeszcze parę blizn? A tę o tutaj to skąd masz? – zanurzyła rękę pod taflę wody i uśmiechnęła się.
Nieoczekiwanie Xena odepchnęła jej dłoń i odwróciła się do niej plecami.
- Nieważne. – rzuciła szorstko.
- O co chodzi? – spytała bardka.
- O nic.
- Daj spokój przecież widzę, że coś jest nie tak. – Gabriela sięgnęła rękami do karku wojowniczki i zaczęła go rozmasowywać. Xena spięła się, ale nie strąciła z siebie jej dłoni.
- No rozluźnij się, czuję, że jesteś cała spięta. – Gabby zajęła się barkami swojej towarzyszki. – Tak dobrze?
Xena nie była w stanie zaprzeczyć, że masaż sprawia jej przyjemność: - Noooo tak...
- Powiesz mi co cię trapi? Martwisz się o to jak pokonać olbrzyma i armię Zagreusza? – spytała Gabriela.
- Nie. To akurat żaden problem. Wymyślę jakiś plan...
- Tak? Znów zastosujesz lustra jak przy Goliacie?
- Może... A co, chcesz mi coś poradzić?
- Nie. Sądzę, że wiesz co robisz. Ja się nie nadaję do planowania, wolę działać, sama wiesz...
Xena pod wpływem masażu powoli odzyskiwała dobry humor.
- O tak, wiem! Jesteś bardzo hmm impulsywna – uśmiechnęła się dwuznacznie.
- Czy to ci przeszkadza? – spytała Gabriela niby przestraszonym tonem.
- Troszkę... – wojowniczka zaczęła się przekomarzać ze swoim bardem. – Ale lubię wyzwania... Planowanie nowych strategii... Zdobywanie nieznanych terenów...
Gabriela zachichotała i zbliżyła wargi do ucha Xeny.
- Oj chyba już zdobyłaś całe terytorium jakie mogłaś – szepnęła.
- Owszem. Ale zawsze znajdzie się jakiś niezbadany zakątek albo bunt do stłumienia na podbitej ziemi... – odszepnęła jej Xena.
- Idzie się! Idzie się! – dobiegł nagle zza drzwi głos Hoovera. – Wchodzę!
I rzeczywiście jak powiedział tak zrobił. Tym razem nie zasłaniał sobie ręką oczu, ale napotkawszy wściekłe miny obu kobiet czym prędzej to uczynił.
- Ups, przepraszam zapomniałem się. Dostawa kolejnej porcji gorącej wody. I chyba słusznie, bo zdaje się, że robi wam się nieco zimno – zakończył. Jak na komendę Xena i Gabriela opuściły na moment wzrok i zaraz uniosły głowy, zdając sobie sprawę z tego co zasugerował.
- Jak śmiesz.. Ty... ty - Gabriela straciła nieco rezon. – niedźwiedziu!
- Dzięki, staram się jak mogę – odparł, uznając to wyraźnie za komplement. – To jak, chcecie tę wodę?
- Jak już tu jesteś to ją wlej – odezwała się zrezygnowana Xena. Hoover powtórzył manewr jak przy pierwszym cebrzyku i zadowolony opuścił pokój.
- Uff denerwujący osobnik – powiedziała Gabriela.
- Co chcesz, przecież to mężczyzna – Xena wzruszyła ramionami. – Być denerwującym to chyba ich ulubione zajęcie.
- Niektóre kobiety też są takie. – mruknęła Gabby.
- Słucham? – Xena odwróciła się do niej. – Coś sugerujesz?
- O czyżbym trafiła w jakiś czuły punkt mojej dzielnej zdobywczyni? – roześmiała się Gabriela. – Ale przyznaj się, lubisz się ze mną drażnić, prawda? Nie raz doprowadzałaś mnie do szaleństwa swoim postępowaniem.
- Nawzajem, spryciulo, nawzajem – odgryzła się Xena. – Też masz charakterek moja młoda damo.
- Uuuuuuuu coś mi się zdaje, że czeka mnie wykład. Tak psze pani? O czym będzie dzisiejsza lekcja? – Gabriela przybrała minkę niewinnej nastolatki.
Xena podjęła grę.
- A na czym skończyłam ostatnio?
- Na planowaniu i strategii? – podsunęła bardka.
- Czy wiesz jaka jest pierwsza zasada udanego podboju? – kontynuowała Xena.
- Nie, ale zapewne zaraz mi powiesz?
- Zapoznać się z polem bitwy. – wojowniczka przysunęła się bliżej. – Z każdą jego krzywizną. Wzgórzem... doliną czy wąwozem... – jakby od niechcenia jej wzrok prześlizgnął się po Gabrieli. – Dobry wódz musi przewidzieć każdą pułapkę... Wykorzystać...
- Taaak?
- ... ukształtowanie terenu na swoją korzyść. Zaplanować którędy przejdą jego główne siły, gdzie pośle tylko lekki zwiad... – Xena powiodła opuszkiem palca po obojczyku Gabrieli, zjechała nieco w dół i w kierunku zagłębienia między piersiami, lecz zanim tam dotarła cofnęła rękę. - a których miejsc nawet nie tknie... – zawiesiła na chwilę głos. - ...stopa żadnego z jego żołnierzy. – dokończyła uśmiechając się. – Co nie znaczy, że nie zbada dokładnie danego terytorium. Być może użyje go w jakiś sposób później by przeważyć szalę zwycięstwa na swoją stronę albo urządzi zasadzkę na niczego nie spodziewającego się przeciwnika... – Głos Xeny stawał się coraz bardziej głęboki. Z zadowoleniem zauważyła znajome ogniki w oczach Gabrieli.
- Hmm wiesz Xeno...
- Tak?
- A propos strategii... właśnie coś mi przyszło do głowy...
- Taaak? - zapytała z zaciekawieniem wojowniczka
- Może porozmawiałabyś z Minią i dowiedziała się jaki ona ma pomysł? Wydaje mi się, że zna się planowaniu równie dobrze jak ty. – zakończyła Gabby.
Xena na dźwięk imienia kobiety wyraźnie spochmurniała. Odsunęła się od Gabrieli i splotła ramiona na piersiach.
- To czemu sama jej o to nie spytasz? Na pewno będzie wniebowzięta. No już leć do niej! – burknęła gniewnie.
W tym momencie po raz trzeci tego dnia otworzyły się drzwi do pokoju i jak było do przewidzenia, stanął w nich Hoover. To dodatkowo rozłościło Xenę.
- Tak wiem. Przyniosłeś wodę. Nie gap się, nic nie mów, tylko ją wlej i wynoś się. A jak jeszcze raz cię tu zobaczę to zabiję! Jasne?! – wyrzuciła z siebie jednym tchem.
- Ale... To nie ja... To oni mi każą... – zaczął Hoover, wlewając zawartość cebrzyka.
- Powiedziałam żebyś się zamknął! Won! – warknęła wojowniczka i spojrzała na Hoovera takim wzrokiem, że już bez słowa zmył się z pokoju.
- Xena co się z tobą dzieje? Co ty wyprawiasz? – spytała Gabriela jak tylko zamknęły się drzwi.
- Co ja wyprawiam?! – obruszyła się Xena. – Nawet w tej chwili myślisz o Minii. I co, uważasz, że wszystko jest w porządku?
- Nie rozumiem... O czym ty mówisz? – Gabriela zrobiła zdziwioną minę.
- To co, może na dokładkę mi powiesz, że jestem ślepa i nie widzę co się kroi między tobą a tą przerośniętą krowią dojarką?
- Jesteś przewrażliwiona. Przecież ja z nią tylko rozmawiam...
- Tylko! Może ty tak to widzisz ale ona na pewno wyobraża sobie, że to zaproszenie do czegoś więcej!
- No co ty... Najwyżej to tylko niewinny flirt. Ja nie widzę w tym nic złego.
- Ty nie, ale ja znam takie jak ona, wiem co myślą...
- A niby skąd... – zaczęła Gabriela i nagle do niej dotarło. – Więc ty też tak myślisz? Zawsze jak rozmawiasz z jakąś kobietą? – spytała z niedowierzaniem.
- No cóż... armia... życie pośród mężczyzn... robi swoje... – mruknęła zażenowana nagle Xena.
- Rozczarowujesz mnie... – Gabriela odezwała się z dezaprobatą.
- Dlaczego? Bo jestem zazdrosna? Bo czuję się staro i odtrącona? – wybuchła Xena. – Bo nie potrafię... – Nagle skrzywiła się i nieoczekiwanie zniknęła pod wodą.
- No czego nie potrafisz? – spytała Gabriela. Jednak jedyną odpowiedzią były bąbelki powietrza na powierzchni wody. Gabriela poczuła niepokój. – Xena? Nie wygłupiaj się!
I nadal nie widząc, żeby wojowniczka miała zamiar się wynurzyć, czym prędzej sięgnęła rękami pod wodę i po chwili wyciągnęła nad jej powierzchnię prychającą i parskającą Xenę.
- Xena! Co ty robisz? Zwariowałaś? Chcesz się utopić z miłości czy jak? – zdenerwowała się Gabriela.
- Khy, hrry, pffyy Dzięki... Zgłupiałaś?! Nie mam co robić! Skurcz mnie złapał! Cholerna balia! Mówiłam, że to głupi pomysł! – odparła Xena łapiąc oddech. I nagle jej usta wykrzywiły się w podkówkę: - O! Sama widzisz! Sypię się! Nic dziwnego, że wolisz ode mnie młodsze, bardziej sprawne... Potrafiące cię obronić jakby co...– pociągnęła parę razy nosem.
- W tej chwili przestań! – skarciła ją Gabriela. – Pokaż gdzie cię boli, rozmasuję... A wracając do Minii. Powinnaś być bardziej tolerancyjna Xeno... a przede wszystkim mieć do mnie zaufanie. – zakończyła z przekonaniem.
Xena już miała zamiar ostro zaprotestować kiedy nagle coś jej wpadło do głowy.
- Bardziej tolerancyjna mówisz? – spytała od niechcenia, w oczach zamigotały jej złośliwe iskierki.
- Aha.
- I jak rozumiem ty taka jesteś, masz do mnie zaufanie i w ogóle, a ja nie i powinnam coś z tym zrobić?
- Właśnie – skinęła głową Gabriela.
- Jeśli tak mówisz... Postaram się jak tylko potrafię najlepiej. Obiecuję. – powiedziała Xena, przypatrując się Gabby w zamyśleniu.
- No już! Zaraz powinno przestać cię boleć. – odezwała się Gabby, uważnie rozmasowując punkt zapalny. - Wcale się nie sypiesz. Jesteś wspaniale wygimnastykowana. Ja nie umiem tych wszystkich wygibasów co ty.
- Tak? A których? – zaciekawiła się Xena ukradkiem wycierając oczy i poddając się sprawnym dłoniom Gabrieli.
- Hmmm no... na przykład tego... – Gabriela nachyliła się do ucha wojowniczki i coś szepnęła. Ta uśmiechnęła się przez resztki łez.
- Naprawdę? To nic trudnego. Na pewno się nauczysz. Wystarczy jak lewą nogę założysz tutaj. O tak. – Zaczęła instruować Xena. – A prawą zegniesz w tym miejscu...
- A co z rękami? Zobacz, zupełnie się zaplątałam! – spytała Gabriela.
- Hmmmmm i o to właśnie chodzi... –zamruczała Xena. – Teraz jesteś w mojej mocy... bezbronna... wrauu
I w tym momencie skrzypnęły drzwi...


- Ojej moja głowa... – zajęczała Zebra, którą udało nam się doprowadzić do jakiego takiego stanu używalności za pomocą kilku wiader zimnej wody i dzbanka kawy...
- Masz nauczkę. Trzeba było nie pić wszystkiego jak leci. – skarciła ją Paula.
- Dobra, dobra, będę pamiętać. W ogóle co straciłam?
- Dużo! – poinformowała ją Alicja.
- A dokładniej? – Zebra nie dawała za wygraną.
- Uwierz mi, lepiej żebyś nie wiedziała. – mruknęłam.
- Jeśli tylko wyjdziemy z tego żywi, to ci wszystko opowiem. Ze wszystkimi szczegółami... tymi pikantnymi też – wyszczerzyła się Haruka.
- To jak nam idzie? – spytał Tomoe, wkraczając dziarskim krokiem do gospody i pobrzękując wesoło odświętną zbroją, którą wygrzebał dla niego na jakimś strychu Hoover. Za nim stał Dragon, mający na sobie skórzany napierśnik i frędzelkowaty dół...
- Hej wyglądasz jak Xena! Masz taką samą spódniczkę! – ucieszyła się na jego widok Inga.
Dragon najwyraźniej nie podzielał jej radości.
- Śmiejcie się, śmiejcie... w tych czasach nie znali spodni... – westchnął zrezygnowany.
- Nie płacz. Twoje ubranie niedługo powinno być suche. – pocieszyła go Ewa.
- Ej nie hałasuj tak tymi blachami! – jęknęła Zebra w stronę Tomoego. – Czuję się jakby mi w czaszce latało stado czakramów... – mruknęła i pociągnęła łyk kawy. - Tfuu ta kawa jest gorsza od tego piva – skrzywiła się. – Z czego ją zrobiliście?
- Z owsa dla konia – odparła Haruka – Co chcesz, to w końcu starożytna Grecja, małej czarnej raczej tu nie podają w przydrożnych knajpach.
- Nie grymaś. Ważne, że postawiła cię na nogi. – Przypomniał jej Dioni - A teraz masz wypij to. – wcisnął jej do ręki kubek.
- Co to? – spytała nieufnie.
- Nie mam pojęcia i nie chcę wiedzieć, ale Minia powiedziała, że ci to pomoże.
Zanim jednak Zebra spróbowała specyfiku Minii, na pięterku gdzie Xena z Gabrielą brały kąpiel rozległ się jakiś łomot. Chwilę później z hukiem z futryny wyleciały drzwi do ich pokoju, a wraz z nimi Hoover, który rąbnął plecami w barierkę, połamał ją w drobny mak, po czym sturlał się po schodach aż do naszych stóp. Życie uratował mu chyba tylko drewniany cebrzyk, który miał wciśnięty na głowę...
- HOOVER POWIEDZIAŁAM, ŻE CIĘ ZATŁUKĘ, JEŚLI JESZCZE RAZ WLEZIESZ MI TU Z TYM WIADREM!!!! – dobiegł nas głos wojowniczej księżniczki.
- Raaany co się dzieje z tą kobietą? – mruknęła Aiglon.
- Trafiliśmy nie na te dni miesiąca? – podsunęła Paula.
- Biorąc pod uwagę zmienność nastrojów to ja bym raczej stawiała na ciążę. – skrzywiłam się.
- Nawet tak nie myśl! – zaprotestowała Inga. – Nie mam zamiaru przyjmować żadnych porodów ani niańczyć dzieci Xeny i Gabrieli.
- Wygłupiacie się prawda? – spytał niepewnie Misiak.
- Oczywiście – uspokoiła go Ewa - Ale naprawdę trochę przesadza... Tak się denerwować z powodu jednego wiadra wody... Chociaż z drugiej strony ja bym się też wkurzyła jakbym musiała czekać na ciepłą wodę godzinę.
- Co ty opowiadasz. Jaką godzinę. Minęło najwyżej pół od czasu jak kazałam to zrobić Hooverowi – zaprzeczyła Alicja.
- Jak to kazałaś? – zdziwiła się Arachne – Przecież to ja z nim o tym rozmawiałam.
- Obydwóm coś się wam pomieszało! – zdenerwowała się Aiglon – Przecież pamiętam, że przypominałam mu o dolaniu tej wody, jak tylko Inga skończyła im objaśniać zawiłości kąpieli.
- Eeeee zdaje się, że ja też coś niecoś mu powiedziałam w tym temacie – odezwałam się niepewnie. – No myślałam, że nikt o tym nie pamięta...
Paula wraz Tomoem, Dionizosem, Misiakiem, Dragonem, Ingą i Haruką pokiwali sobie z politowaniem głowami. Zebra chyba też chciała, ale skrzywiła się nagle i zaprzestała głupich prób.
- No to jasne czemu Xena tak się wściekła – odezwał się Dioni.
- Pewnie. Ani chwili prywatności... – zmartwiła się Inga.
- Amatorzy... – skomentowała Haruka.
- Ojej stało się i już. Cicho. – mruknęłam zrezygnowana.
- He he he wyszło nam lepiej niż Minii – ucieszyła się Zebra.
- A właśnie... – przypomniała sobie Paula. – Inga miałaś się nią zająć. A reszta powinna wytłumaczyć Xenie jak zbudować latawiec... Wydaje mi się, że to zadanie dla naszych mężczyzn, no chyba, że któraś z was zna się na konstruowaniu maszyn latających... – spytała z małą nadzieją. Jak było do przewidzenia żadna z nas nie przyznała się do posiadania takiego skillsu.
- Panowie obowiązek wzywa! – Misiak zerwał się ze stołka.
Tomoe, Dioni i Dragon poszli za jego przykładem. Wyraźnie było widać, że złapali wiatr w żagle. Całą gromadą ruszyliśmy ku wyjściu, łącznie z Hooverem, który pozbierał się z podłogi jak gdyby nigdy nic. Faktycznie te czasy musiały nieźle hartować ludzi...

Tymczasem na pięterku...
- Xena i po co ci to było? Chcesz znowu coś sobie nadwerężyć? – spytała z wyrzutem Gabriela, wycierając się ręcznikiem.
Wojowniczka powoli się uspokajała po niedawnym wybuchu wściekłości. Jeszcze tylko unosząca się w nerwowym oddechu pierś i marsowe spojrzenie dawało znać, że Xena jest w bojowym nastroju.
- Ostrzegałam go! – warknęła. – Sam sobie jest winien.
- Nie złość się tak na niego. Przecież mówił, że to ci wysłannicy mu kazali...
- A właśnie, ci irytujący wysłannicy... – mruknęła Xena. – Chyba najwyższy czas sprawdzić co znowu wymyślili.
Gabriela nagle zamarła z ręcznikiem w ręku.
- Słuchaj. – odezwała się do Xeny – Co my właściwie miałyśmy robić w tej balii? Ta kobieta tak to mówiła, jakby to było coś bardzo ważnego, ale niech mi harpia głowę urwie, jeśli cokolwiek z tego zrozumiałam... A ty?
Xena wzruszyła ramionami.
- Ja też nie wiem o co jej chodziło. Pamiętam tylko, że mówiła coś o jakimś mydle.
- A co to takiego to mydło? – dobiegło z tyłu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
R
Niszczyciel Narodów



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 4178
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 21:55, 13 Gru 2006    Temat postu:

V. W POSZUKIWANIU ZAPOMNIANYCH POMYSŁÓW.


Przed gospodą stała Minia i jakąś lnianą szmatą wycierała mokre włosy. Potrząsnęła parę razy głową, a później zaczęła małą rozgrzewkę gimnastyczną, miarowo napinając mięśnie i przyjmując pozy rodem z konkursu kulturystycznego.
- Ale laska... – mruknął Misiak.
- Uważaj, bo ci okulary zaparują – ostrzegła go Haruka, ale też popatrzyła zazdrośnie na Minie. - Fiu, fiu nie wiedziałam, że tak można! Zebra, będziesz musiała nieźle się namęczyć, żeby jej dorównać.
- Co kto lubi. – wzruszyła ramionami Zebra. – Mnie tam nie zależy na tym, żeby wyglądać jak połeć mięsa.
- Mnie też nie. – broniła się Haruka – Ale fajnie by było móc tak jednym palcem podnieść kowadło albo co...
- Ja jej zazdroszczę samej sprawności, a nie masy mięśniowej. – odezwałam się.
- Ej jak wam się tak podoba to same lećcie ją sobie podrywać! – zdenerwowała się Inga.
- Właśnie! – poparła ją Aiglon. – Już zapomniałyście, że ona odbija Gabrielę Xenie? Ją trzeba tępić, a nie podziwiać – zakończyła z zaciętością.
W tym momencie z gospody wyszły Xena i Gabriela.
- No moi mili, do roboty! – zakomenderowała Paula.
Nasi panowie na czele z Misiakiem, zaczęli rozmawiać z Xeną. Wojowniczka z niechęcią poświęcała im część uwagi, co jakiś czas rzucając spojrzenie w kierunku Gabrieli. Ta poczuła się chyba znudzona tematyką poruszaną w rozmowie “wysłanników bogów” z Xeną, bo zaczęła ziewać jak przysłowiowy smok.
Minia uśmiechnęła się radośnie na widok Gabrieli i zamachała do niej rączką. Zanim jednak uczyniła krok w jej stronę, drogę zagrodziła jej Inga.
- Minio wyglądasz mi na kobietę znającą się na rzeczy... – zagaiła.
- Tak? – spytała tamta bez większego zainteresowania i spróbowała wyminąć nieoczekiwaną przeszkodę na drodze do Gabby.
Inga ponownie zręcznie jej to uniemożliwiła i dodatkowo złapała ją za ramię. Minia przystanęła i obrzuciła naszą wersję Xeny zdziwionym spojrzeniem.
- Och przepraszam! Za mocno cię ścisnęłam? – odezwała się ponownie Inga, zatroskanym tonem, ale nie puściła umięśnionego ramienia Minii. – Czasem zapominam, o swojej sile i umiejętnościach.
- Hmm nie, nie... – odparła Minia, chyba zaczynając zwracać baczniejszą uwagę na swoją rozmówczynię. – O co chodzi?
- Wiesz... Muszę ci się przyznać, że... od razu wzbudziłaś moje zainteresowanie. Nieczęsto spotyka się tak doskonale zbudowane... eee osoby. Przynajmniej ja nieczęsto je spotykałam, a uwierz mi, że widziałam już niejedną... - brnęła dalej Inga, starając się patrzeć na Minię z podziwem – rzecz.
- Nieźle jej idzie – szepnęła Ewa, nie chcąc rozpraszać Ingi.
- Yep, chyba ma talent – uśmiechnęła się Haruka.
- Uwaga, niebezpieczeństwo na dwunastej – odezwała się Aiglon, wskazując w stronę Gabrieli, która widząc Ingę rozmawiającą z Minią ruszyła w ich stronę.
- Dziewczyny szybko, zajmijmy ją czymś! – rzuciłam.
- Czym? Przecież Inga się nie rozdwoi, a ja nie umiem flirtować z babami, nawet Gabrielą – zastrzegła Zebra.
- Aiglon... – zaczęła Arachne.
- Nic z tego. Ja mam faceta, a poza tym uwielbiam ROC, a nie tę wypaczoną wersję Gabrieli. – zaprotestowała bogini orłów.
- Ja mogę spróbować... – odezwały się równocześnie Haruka i Ewa.
- Byle szybko! – ponagliła je Paula. – Już wiem, zamiast gadać z nią o głupstwach, postarajcie namówić ją na zabawę w przygrzmocenie Xenie kosturem. Powinno jej się to spodobać. – uśmiechnęła się krzywo. – A ja wyślę Hoovera do Zagreusza. – Paula jak zawsze myślała o wszystkim. – Alicja chodź ze mną, pewnie przyda się twoja pomoc – machnęła ręką do Alicji i obie oddaliły się w stronę Xeny otoczonej przez naszych mężczyzn, wśród których znajdował się także Hoover.
Nie mogłam się zdecydować, czy zostać na miejscu i przysłuchiwać się konwersacji Minii z Ingą, czy z resztą dziewczyn zacząć powstrzymywać Gabrielę. W końcu wybrałam to drugie, dochodząc do wniosku, że nie ma co przeszkadzać Indze w delikatnej materii...
- Gabrielo, musimy porozmawiać, to ważne – odezwała się Aiglon.
- Znowu? Co tym razem? – odparła bardka zniechęconym tonem, jednocześnie szukając wzrokiem jakiejś wyrwy w murku, pomiędzy nią a Minią, jakim stała się reszta nas.
- Musisz podjąć się pewnego trudnego zadania... – kontynuowała Aiglon.
- Tak? – rzuciła Gabby i postąpiła krok w stronę Minii, zmuszając nas tym samym do cofnięcia się.
- Chodzi o Xenę... – Aiglon próbowała jakoś zwrócić jej uwagę.
- Mam ją znowu pocałować? – spytała Gabriela jakby od niechcenia i uczyniła kolejny krok .
- Znowu? – spytała zaskoczona Ewa.
- A kiedy już to zrobiłaś? – zainteresowała się Haruka.
- No na przykład wczoraj w nocy, kiedy razem zaczęłyśmy...
- Nie, nie, nie o to chodzi! – przerwałam jej czym prędzej, widząc, że za bardzo oddalamy się od tematu.
Aiglon i Arachne zrobiły rozczarowane miny i rzuciły mi niezadowolone spojrzenia. Postanowiłam je zignorować.
- Żeby nasza misja ratowania świata zakończyła się powodzeniem, musisz spróbować uderzyć Xenę – kontynuowałam.
Gabriela zatrzymała się na moment i pokręciła przecząco głową.
- Nic z tego. – odparła.
- Tak, tak wiemy, że to trudne, ale... – podjęła Arachne.
Gabby parsknęła śmiechem, jednocześnie czyniąc dwa kroki w stronę Minii.
- Trudne? Nie ma w tym nic trudnego. W każdej chwili mogę coś takiego zrobić, ale nie chcę.
Coś mi zaczęło przeszkadzać w przysłuchiwaniu się naszej konwersacji z wojowniczą bardką. Obejrzałam się za siebie. No tak, w trakcie tych przekonywań nieźle zmniejszyłyśmy dystans między naszą grupką a Ingą i Minią. W rezultacie zaczęły do nas dobiegać fragmenty ich rozmowy...
- Wiesz sama próbuję tego i tamtego od dłuższego czasu i liczyłam na kilka porad od tak doświadczonej jak ty... – usłyszałam Ingę. – Zapewne doskonale znasz się na anatomii...
- Dlaczego? – spytała Gabrielę Zebra. – Przecież zawsze lubiłaś takie zabawy...
- Dlatego, że mogłabym jej zrobić poważną krzywdę. – odparła bardka, marszcząc nosek. – Zabawy? Jeśli sądzicie, że zabawne jest uszkodzenie najbliższej mi osoby, to jesteście bardziej nienormalni niż Callisto! – zakończyła z naganą.
- Normalna się znalazła... – mruknęła sobie cichutko pod nosem Ewa.
- Więc może poinstruujesz mnie co powinnam zrobić, żeby rozbudować klatkę piersiową? I o te partie tutaj, z boku i u góry? – dobiegło mnie zza pleców.
- Masz na myśli mięśnie obręczy barkowej i zębate? – spytała rzeczowo Minia. Zaskoczyło mnie nieco skąd zna taką fachową terminologię, ale za chwilę przypomniałam sobie, że w tym świecie powinnam przestać się dziwić czemukolwiek, jeśli chcę zachować zdrowe zmysły...
- Nie masz od razu przetrącać kolan albo co... Chodzi o samo usiłowanie... – zaczęła Aiglon.
- Co?! Mam próbować połamać Xenie nogi?! Furie was opętały?! – chyba Gabriela zaczynała być nieco zdenerwowana...
- Nie, nie! To nie tak! – odezwałam się, próbując ją udobruchać. – Masz udawać, że chcesz uderzyć Xenę. Takie markowanie ciosów, rozumiesz? Nikomu nie ma się stać nic złego.
- To po co w ogóle mam to robić, jeśli to będzie tylko udawane? – skrzywiła się. No nie, chyba wszystkie zaczynałyśmy tracić cierpliwość do tej dziewczyny...
- Mniejsze zło, jasne? – Aiglon spróbowała z innej beczki.
- A jak udało ci się tak rozwinąć? – dobiegło mnie pytanie Ingi.
- Wystarczy nosić wiadra z wodą, po jednym w każdej ręce. Pięć takich rundek rano i po dziesięć po każdym posiłku i zanim się obejrzysz będziesz miała je takie jak ja. – udzieliła uprzejmej odpowiedzi Minia. - A na mięśnie pleców, brzucha i ud nic nie robi tak dobrze, jak biegi z kłodą drewna na łańcuchu. Najlepiej w śniegu do kolan. – Minia dumnie zaprezentowała jedno ze swoich ud, którego mógłby jej pozazdrościć każdy kanadyjski drwal. Przysłuchując się ich rozmowie przestałam zwracać uwagę na wysiłki dziewczyn przekonujących Gabrielę.
- Albo zaoranie pola robiąc za konia przy pługu. – mruknęła Inga pod nosem na te rewelacje. Minia wzięła jej komentarz za dobrą monetę.
- Tak też można, a przy okazji pomaga się wieśniakom w pracach polowych. Ja lubię też wbieganie i zbieganie z jakiejś góry albo po schodach świątyń. Niestety kapłani jakoś mało przychylnym okiem na to patrzą. - Ale wiesz najbardziej jestem dumna z bicepsów. Zobacz jakie twarde. – kątem oka zauważyłam, jak podsuwa Indze pod nos “ramionko”. – No dotknij! Nie bój się, nic im nie będzie. – zachęciła wyraźnie wahającą się naszą Xenite. Nagle złapała Ingę za rękę i zanim tamta zdążyła zareagować przyłożyła jej dłoń, sobie do brzucha. – A tutaj założę się, że nie wyczujesz ani grama tłuszczu. Urzeźbienie jak na tarce praczki nieprawdaż?
- Ymm, tak, tak rzeczywiście wspaniałe... Istny kaloryfer. – Inga z lekkim popłochem we wzroku oderwała jak najszybciej rękę od brzuszka wioskowej kulturystki. - Ale ja dbam także o rozwój ogólnej sprawności fizycznej. Wiesz dzięki odpowiedniej wiedzy można pokonać o wiele silniejszego i cięższego przeciwnika. – Inga podjęła próbę zejścia z tematu kształtowania co poniektórych partii ciała. – Na przykład walnięcie na raz z obu stron w uszy powali każdego twardziela – pękają bębenki i okropnie boli. Można też uderzyć w splot słoneczny albo nacisnąć na nerw w stawie łokciowym.
- Ależ oczywiście moja droga – Na twarzy Minii pojawił się uśmiech znawcy tematu. – To podstawy jakich uczą w szkołach dla wojowników. Ten nerw służy też do sprawdzania czy ktoś jest naprawdę nieprzytomny. Jeśli udaje, to nie ma siły, musi wrzasnąć. Drugi taki punkt znajduje się na wysokości obojczyka, gdzie szyja przechodzi w bark. Naciśnięcie w tym miejscu sprawia taki ból, że od razu traci się przytomność.
- Ja jednak najbardziej lubię stosować zwykłe kopnięcie między nogi – proste i skuteczne. – wojowniczy bard najwyraźniej uznał za zakończoną dyskusję, na temat grzmocenia Xeny w nos i włączył się do rozmowy. – Albo cios w rzepkę kolanową. Jedną nogą blokuje się stopy przeciwnika, a drugą kopie w kolano i gość leci na zęby. – Gabriela uśmiechnęła się z zadowoleniem.
Trzy kobity z pasją godną lepszej sprawy zaczęły opowiadać, jak to która umie co zrobić złego innym. W którymś momencie Minia i Gabriela w ogóle przestały zwracać uwagę na Ingę. Wszystkie sześć stałyśmy z kwaśnymi minami i patrzyłyśmy, jak Gabriela i Minia coraz bardziej znajdują ze sobą wspólny temat, na domiar złego Inga zdawała się niczego nie zauważać... Wreszcie Ewa i Haruka nie wytrzymały. Spojrzały na siebie porozumiewawczo, po czym pierwsza ruszyła w stronę Xeny, a druga podeszła zdecydowanym krokiem do wesołej damskiej gromadki.
- Przepraszam panie, ale mam do omówienia z koleżanką sprawę nie cierpiącą zwłoki – warknęła Haruś zza wspaniałej imitacji szerokiego uśmiechu i jednym szarpnięciem za pasek wyrwała Ingę z zaklętego kręgu.
- Zwariowałaś?! Co ty wyprawiasz? – zwróciła się Aiglon do Ingi.
- Miałaś zająć czymś Minię, a nie znajdować interesujący temat rozmowy dla niej i Gabrieli – dodałam.
- Mało ci tego co już zobaczyłaś? Musisz ją jeszcze uczyć sposobów łamania kości rodem z XX w? – rzuciła z wyrzutem Zebra.
- A mnie się wydawało, że dobrze życzysz Xenie i Gabrieli – odezwała się jeszcze Arachne.
- Dajcie mi spokój! Co miałam robić? Jeszcze chwila, a kazałaby mi sprawdzać jakie to ma jędrne pośladki. Nie mam najmniejszej ochoty jej obmacywać. Miał być flirt, a nie zboczony fanfik. – zaperzyła się Inga. – Zresztą Xena już bierze sprawy w swoje ręce. Dosłownie...
Faktycznie. Wojowniczka z uśmiechem na twarzy, który wyglądał raczej jakby miała zamiar zacząć gryźć, podeszła od tyłu do swojego barda i objęła Gabrielę ramionami w talii, lekko przy tym całując ją w policzek. Jednocześnie posłała znad ramienia bardki, wiele mówiące spojrzenie w stronę Minii. Gabby drgnęła zaskoczona, ale nie wyrwała się z uścisku – a może nie mogła tego zrobić...
- Widzę, że prowadzicie interesującą rozmowę. Czy mogę się przyłączyć? – zagaiła Xena i nie czekając na odpowiedź ciągnęła dalej. – Zgadzam się, że unieruchomienie wroga to ważna rzecz, ale nie lepiej być pewnym, że już nigdy nie wstanie? Czyli wiedzieć, jak go zabić sprawnie, szybko i bezboleśnie – w końcu żyjemy w cywilizowanych czasach i jesteśmy profesjonalnymi wojownikami, a nie barbarzyńcami. – zakończyła.
- Moim zdaniem najlepszy jest cios w nerki. Dwa pchnięcia i koniec sprawy. – podjęła temat Minia.
- Bardzo słusznie. – kiwnęła głową Xena. – Bardzo humanitarnie. W przeciwieństwie do wbicia miecza w brzuch. Trzeba przy tym pamiętać, by nie uszkodzić śledziony. Wtedy umiera się bardzo powoli i w męczarniach. A jeśli zależy nam na tym, żeby wróg nie zaalarmował kompanów to najlepiej przebić mu sztyletem płuco – nie można wtedy krzyczeć.
Czy tylko ja miałam wrażenie, że w słowach wojowniczej księżniczki kryła się niema groźba? Zanim jednak Xena zdecydowała się w praktyce pokazać Minii to o czym mówiła, w oddali dało się słyszeć coś jakby stłumione grzmoty, a ziemia lekko się zatrzęsła...
- To ta burza? – spytała Zebra.
- Myślę, że raczej olbrzym tańczący kankana. – odpowiedziała jej Aiglon.
- Też tak sądzę. – poparła ją Paula, dołączając wraz z Alicją do nas. – Hoover wywiązał się z zadania należycie. Alicja masz niezaprzeczalny talent – dodała z podziwem. – Ja miałam ochotę już za drugim tłumaczeniem urwać mu głowę.
- Ach to nic wielkiego. – Alicja uśmiechnęła się wdzięcznie. – Miałam szczęście i tyle.
- W przeciwieństwie do Zagreusza, który teraz zgodnie ze scenariuszem pewnie przyleci tutaj z awanturą. – powiedziałam.
- Ale chyba wcześniej powinien być ten latawiec, prawda? – zaniepokoiła się Arachne.
- A właśnie. – przypomniała sobie Inga – Jak wam poszło? – zwróciła się do nadchodzącej Ewy i naszych panów.
- Nie najlepiej – skrzywiła się w odpowiedzi Ewa.
- Xena albo sobie z nas jaja robi, albo naprawdę nie wie co to jest latawiec. – odezwał się Dioni.
- Nie dała się przekonać. Kategorycznie odmówiła budowania urządzeń latających. – dorzucił smętnie Tomoe.
- Powiedziała, że to nienaturalne, żeby coś cięższego od powietrza i nie będącego ptakiem unosiło się w powietrzu. – wyjaśnił Misiak.
- Tak jakby to co ona wyprawia w powietrzu było naturalne. – Ewa skrzywiła się jeszcze bardziej, najwidoczniej powoli traciła wiarę w wojowniczkę.
- Pewnie jest tym jednym wyjątkiem potwierdzającym regułę – parsknęła Haruka.
Xena zajęta powarkiwaniem na Minię i vice versa na szczęście nie zwracała uwagi na to co mówimy, a Gabriela nie zainteresowałaby się nami, nawet jakbyśmy byli różowymi nosorożcami. Jednak czas naglił.
- Nie mamy wyjścia. Jeśli chcesz, żeby coś było dobrze zrobione, zrób to sam. – westchnęła Inga.
- Znowu... – jęknęły zbiorowo Zebra, Haruka i Aiglon.
- Ok, no to do roboty – zakomenderował Tomoe i całą grupą, nie wyłączając Minii, Xeny, Gabrieli i Hoovera powlekliśmy się na łączkę w pobliżu wioski.
Na miejscu panowie zbili się w gromadę – wyglądało to tak jakby przygotowywali się do rozgrywek futbolu amerykańskiego – i zastygli tak, niemal bez ruchu i niemal w całkowitej ciszy. Xena usiadła na wielkim głazie wystającym z ziemi i zaczęła od niechcenia ostrzyć miecz, od czego wszyscy się lekko wzdrygali... Gabriela z Minią zaplotły ramiona na piersiach i stały tak z krzywymi uśmieszkami na twarzy. Wszyscy czekali na to co będzie dalej...
I nagle zaczęło się. Cała nasza grupka, łącznie z Hooverem - Conanem, który w tym momencie zapomniał nawet o Alicji, patrzyła z rosnącym politowaniem w oczach na czterech ostro gestykulujących osobników, z których każdy usiłował przeforsować swoje racje, przekrzykując jeden drugiego...
- Robimy płaski, czy skrzynkowy? - rzeczowo rozpoczął Tomoe, jednak chwilowo nie doczekał się odpowiedzi.
- Mam kalkulator na baterie słoneczne, możemy zrobić projekt - zaofiarował się Misiak, wywalając przy tym na ziemię połowę zawartości plecaka w poszukiwaniu potrzebnych materiałów.
- Po co ci ta gumowa kaczuszka? - Dioni z zainteresowaniem podniósł z trawy jeden z wyrzuconych przedmiotów.
- Potrzebne nam cokolwiek do pisania i coś na czym można by pisać - Dragon rozejrzał się dookoła i nieopatrznie wyciągnął rękę w stronę torby ze zwojami Gabrieli, z którą o dziwo bardka się nie rozstawała.
- Ani mi się waż, Xena już dziś próbowała i dostała za swoje! - Gabby obdarzyła go takim spojrzeniem, że nasze poczciwe smoczysko postanowiło poszukać gdzie indziej.
- Znalazłem ołówek!!! – ucieszył się Misiak, po chwili zmarkotniał - bleee, złamany. Podrapał się w głowę z zakłopotaniem, nagle poderwał się z ziemi i pognał biegiem z powrotem do wioski. Po chwili wrócił, dzierżąc tasak - nową zabawkę Gabby wyciągnięta z arbuza – po czym zaczął nim z namaszczeniem ostrzyć mikroskopijny ogryzek ołówka.
- Płaski jest prostszy, ale skrzynkowy lepiej lata - nie ustępował Tomoe.
- Trzeba wziąć pod uwagę prawa aerodynamiki - wtórował mu Dioni - Podciśnienie...
W tym momencie Haruka nie wytrzymała - Macie zbudować latający kawałek płótna, a nie myśliwiec przechwytujący MIG 29! Bracia Wright się znaleźli!
Nasi mężczyźni popatrzyli na nią wzrokiem mogącym w tym momencie zabić słonia. Spojrzenie, którym Cyane pokonała Alti wydawało się przy tym prawie przyjacielskie. Po chwil dyskusja wybuchła ze zdwojoną siłą.
Reakcje naszych bohaterów były diametralnie różne. Minia niemalże turlała się po murawie, dusząc się ze śmiechu i rozpaczliwie usiłując złapać oddech. Hoover patrzył z wybałuszonymi oczami i otwartymi ustami, próbując nadążyć za tokiem rozumowania, co niezbyt mu się udawało - w tym momencie przypominał rozdeptaną żabę. Xena - jak to zwykle bywa w momentach kiedy jest wściekła - znów zamieniła się w mały warsztat szlifiarski i z coraz większą zaciętością ostrzyła swój miecz, rzucając przy tym nieprzychylne spojrzenia na słaniającą się Minię. Gabby natomiast stwierdziła, że absolutnie jej to nie obchodzi i postanowiła potrenować jeszcze rzuty tasakiem, który zabrała Misiakowi. Oddaliła się parę kroków i zaczęła się znęcać nad wyschniętym pniakiem sterczącym pośród traw.
W tym czasie faceci zdołali dojść do porozumienia przynajmniej co do jednej kwestii - kształtu latawca. Miał być płaski.
- Pamiętajcie o sznurku, musi mieć z pięćdziesiąt metrów - zastrzegł Dragon.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
R
Niszczyciel Narodów



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 4178
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 22:16, 13 Gru 2006    Temat postu:

VI. TO ZADANIE DLA XEN… ITE?!


Konstruowanie latawca przeciągało się. W końcu usiadłyśmy wszystkie znużone na trawie. Minii minął atak śmiechu i straciła zainteresowanie naszą działalnością na polance. Poszła sobie pooglądać trening Gabrieli. Hoover zaczął ziewać niczym stary krokodyl. W końcu położył się na trawie i smacznie zasnął. Po chwili powietrzem wstrząsnęły odgłosy chrapania w jego wykonaniu. Nasi panowie dalej zawzięcie dyskutowali, walili przywleczonymi skądś młotkami i piłowali deski, jakby faktycznie budowali co najmniej most na rzece Kwai, a nie latającą szmatę. Xena przerwała ostrzenie miecza i patrzyła ponuro co jakiś czas w naszą stronę. Odniosłam wrażenie, że w stronę Ingi jakby częściej i z dziwnym błyskiem w oku…
Słoneczko grzało przyjemnie, lekki wiaterek chłodził. Z nudów zaczęłam przyglądać się skowronkowi, wesoło świergoczącemu w powietrzu.
Zdaje się, że lekko przysnęłam – nic dziwnego, byłam na nogach od świtu – bo nagle poczułam, że ktoś mnie szarpie za ramię. To była Haruka.
- Ej Res! Wstawaj śpiąca królewno. Ale numer.
Podparłam się na łokciu
- Co sie stało? Skończyli budować?
- Taaa, a ja jestem chińska cesarzowa – parsknęła.
- No to czemu próbowałaś mi wyrwać rękę? – odparłam niezadowolona.
- Bo chciałam ci coś pokazać. Najwyraźniej starania Ingi odniosły większy skutek niż oczekiwała. – wskazała w stronę, gdzie jak pamiętałam siedziała Xena – Lecę zawołać resztę dziewczyn. – zachichotała szatańsko i poszła.
Popatrzyłam tam gdzie pokazała. I aż przetarłam oczy ze zdumienia. Wojowniczka najwyraźniej usiłowała nawiązać rozmowę z Ingą. Uśmiechała się przy tym przyjacielsko, co tylko nadawało całej scenie dodatkowego wrażenia niedorzeczności. Inga stała sobie ze skrzyżowanymi ramionami i coś tam zdawkowo odpowiadała. Miałam nadzieję, że nie palnie czegoś głupiego, co mogłoby zdenerwować wojowniczkę.
Usłyszałam tupot za plecami – to nadciągnęła żeńska kawaleria.
- Coś przegapiłyśmy? – spytała Haruka.
- Zależy czego się spodziewałaś. Jeśli urwania głowy, to jak widzisz nic się nie stało.
- Nie o tym…
W tym momencie Xena z metalicznym zgrzytem wyciągnęła miecz. Bardzo powoli. Wzdrygnęłyśmy się wszystkie nerwowo.
Xena przyjęła tę swoją postawę cool wojowniczki, z kamienną twarzą i wymierzyła broń w Ingę.
- Ojej co ona jej powiedziała? – przestraszyła się Zebra.
- Spokojnie. Nic jej nie będzie. Xena może nawet próbować pokroić ją na plasterki i tak jej się nie uda. – rzuciła Paula
- Taka tego jesteś pewna? A od kiedy to wierzysz Aresowi? – spytałam.
- Głupie pytanie. – Paula popatrzyła na mnie wymownie.
- A jeśli tylko tak powiedział, żebyśmy się nie przejmowali? – zaniepokoiła się Zebra.
- Żartujecie? Przecież widziałyście bliskie spotkanie Haruki z drągiem Gabrieli. – zaprotestowała Aiglon.
- Mów za siebie, ja nie widziałam. – odezwała się Ewa.
- W końcu drewniany kij, a miecz to dwie różne rzeczy… - dorzuciła swoje Arachne.
- Banda kwok. Jeśli tak się obawiacie o życie Ingi, to proszę, lećcie ją wyciągać spod miecza Xeny. Zresztą ona sama nie wygląda na przestraszoną. – zdenerwowała się Haruka.
Rzeczywiście. Inga w najmniejszym stopniu nie pokazywała po sobie, żeby śmiercionośny kawałek metalu w równie śmiercionośnych rękach wojowniczej księżniczki zrobił na niej jakiekolwiek negatywne wrażenie. Tymczasem Xena zamiast wydać dziki okrzyk, tak jak się spodziewałyśmy i usiłować odrąbać Indze głowę, powiedziała coś do niej, po czym odwróciła miecz rękojeścią do przodu, dając głową znak Indze by go wzięła od niej.
Prawie słyszałam jak nasze szczęki uderzają o glebę.
- No nie, ta to ma szczęście. Xena daje jej własny miecz! – wystękała Zebra.
Czułam, że coś jest tu cholernie nie w porządku, ale oszołomiona nie mogłam się skupić. Patrzyłam z niedowierzaniem na rozgrywającą się scenę. Inga po chwili wahania ujęła miecz w dłoń. Xena wyglądała na zadowoloną. Z aprobatą kiwnęła głową. Znowu coś powiedziała, najwyraźniej dając Indze jakieś instrukcje. Ta objęła rękojeść drugą ręką i stanęła w pozie, w jakiej przed chwilą była wojowniczka. Xena podeszła do niej i obrzuciła ją spojrzeniem od stóp do głów, po czym zaczęła wprowadzać poprawki. Najpierw klepnęła Ingę w udo, każąc jej wysunąć nogę, potem złapała ją za ramię bardziej je prostując, uniosła swoją rękę pokazując jak powinny być napięte mięśnie i kazała dodatkowo je obmacać. Pociągnęła silnym ruchem do siebie barki Ingi, tym samym prostując jej plecy. Stanęła przed Ingą i wskazując na siebie kazała jej wypiąć klatkę piersiową do przodu. Nie zapomniała też o ustawieniu szyi i głowy, parę razy poprawiając dłonią wysokość uniesienia brody swojej żywej rzeźby. W którymś momencie klepnęła nawet Ingę w tyłek, zmuszając ją do napięcia pośladków i uśmiechnęła się, najwyraźniej zadowolona z efektu. Inga miała dziwną minę…
W pewnej chwili wojowniczka stanęła jej za plecami, i z tego miejsca zaczęła poprawiać ustawienie rąk Ingi. Złapała ją dłońmi za nadgarstki i powoli zmieniała ich położenie i miecza. Jednocześnie zbliżyła twarz do szyi naszej towarzyszki i coś do niej mówiła uśmiechając się. Inga odpowiedziała jej równie roześmiana…
- Może ja źle widzę, ale chyba ona posuwa się trochę za daleko – skrzywiła się Aiglon.
- Inga czy Xena? – spytała Arachne.
- A co za różnica? Nie wiem, czy pomiędzy nie, dałoby się teraz wcisnąć szpilkę. – wzruszyła ramionami Ewa.
- W tym momencie mówienie o posu… - zaczęła Haruka.
Kopnęłam ją w kostkę.
- Auć, za co?
- Za nic. Taki tik nerwowy.
- Zdaje się, że tutejszy klimat źle wpływa na niektóre osoby. – mruknęła Paula.
- Faktycznie. Gabriela nie wygląda najzdrowiej – zgodziła się Alicja, wskazując brodą w stronę bardki.
Popatrzyłyśmy się tam. Gabby przestała ciskać żelastwem w pniak i przyglądała się Xenie i Indze. Twarz robiła jej się coraz bardziej purpurowa.
- Zakładamy się w kogo rzuci tym tasakiem? W Ingę czy w Xenę? – zaproponowała Zebra.
- Uważaj bo wykraczesz. Wolałabym żeby w Xenę i tak ją ożywią. Z Ingą moglibyśmy mieć kłopot. – odpowiedziała jej Paula.
- No i znowu zaczynacie? Ani miecz Xeny ani… - odezwała się Haruka.
- …ani kostur Gabrieli nic nam nie zrobi. Tak, tak, ale nie było nic o przerośniętych akcesoriach rzeźnickich. Dasz głowę, że nikomu nic się nie stanie jak oberwie tą zabawką Gabrieli? – przerwałam jej.
Kolor cery najbliższej przyjaciółki wojowniczki zdawał się nabierać zielonego odcienia. Przypomniałam sobie, że chyba jest to kolor zazdrości. Wyglądało na to, że ma powody do takiego uczucia…
Wojowniczka i Inga powtórzyły całe przedstawienie, tym razem z użyciem czakramu. Niedobrze mi się robiło, kiedy wdziałam, jak Xena obskakuje Ingę i pokazuje jej różne chwyty. A może ja też byłam zazdrosna… W końcu nie każdemu dane jest pobawić się tym pożądanym przez wszystkich xenomaniaków okrągłym kawałkiem metalu…
Wreszcie Xena odebrała swoje uzbrojenie, na mgnienie oka zerknęła w stronę Gabrieli i najwyraźniej się złośliwie uśmiechnęła, po czym usiadła, jak gdyby nigdy nic na głazie i gestem zaprosiła Ingę do przyłączenia się. Tej nie trzeba było dwa razy powtarzać.
- Musimy coś zrobić. – mruknęłam.
- Dobry pomysł. Podejdźmy bliżej to będziemy słyszeć co mówią. – zaproponowała Arachne.
- Nie do końca to miałam na myśli. Chodziło mi raczej o przerwanie tej farsy. – sprostowałam.
- A czy podsłuchiwanie ich nie będzie eee tego niegrzeczne? – wyraziła wątpliwość Zebra.
- Ja bym się nie martwiła konwenansami, ale raczej tym, że możemy się znaleźć na linii strzału kiedy Gabrielę cholera weźmie. – rzuciła Aiglon.
Popatrzyłam w kierunku głazu. Xena powiedziała coś i przysunęła się trochę bliżej do Ingi. Ta z kolei odsunęła się, tak że odległość pomiędzy nimi znów była taka sama. Wojowniczka nie dała za wygraną. Nachyliła się do Ingi, popatrzyła w oczy, po czym sięgnęła dłonią jej za plecami, udając że strzepuje jej z ramienia jakiś pyłek. Nie spieszyła się wcale z zabraniem ręki. Zamiast tego zaczęła nawet, niby przypadkiem, lekko muskać opuszkami palców, kark swojej ofiary. Przez moment Inga miała wyraz twarzy, jak Gabriela w odcinku “Jemu bije dzwon”, po pocałunku zaczarowanego Joxera. Ale zaraz jej przeszło. Odkaszlnęła nerwowo i ostrożnie, acz zdecydowanie zdjęła z siebie dłoń Xeny. Jednocześnie znów nieco się odsunęła.
- Hi hi hi Indze zaraz skończy się kamień i poleci na zbity pysk. – wyszczerzyła się Haruka.
- A Xena pewnie za nią. – dodała bezmyślnie Arachne.
- Nie wiem jak wy, ale ja tam idę. – zirytowała się Ewa, ruszając zdecydowanym krokiem w stronę głazu. Nie mając nic lepszego do roboty, podreptałyśmy za nią.
Wojowniczka nie stawiła oporu, kiedy Inga zdjęła jej rękę z ramienia, ale gdy tamta chciała zabrać swoją dłoń, nie pozwoliła jej. Chyba miała silny chwyt, bo Inga próbowała wyszarpnąć rękę z uścisku, ale jej się to nie udało. Xena jakby nie zauważając jej wysiłków, uniosła dłoń Ingi na wysokość swojej twarzy. Wyglądało na to, że zaraz ją ucałuje. Zamiast tego jednak, zaczęła coś mówić, przewiercając tymi swoimi błękitnymi oczętami nasza biedną Ingę niemalże na wylot. Pomyślałam, że dziewczyna wygląda jak ptaszek zahipnotyzowany przez węża. I zaraz ten gad połknie ją w całości.
Znalazłyśmy się już na tyle blisko, że mogłyśmy usłyszeć co mówi Xena.
-… Masz takie kształtne palce i delikatną skórę. To rzadkość u kogoś, kto potrafi tak sprawnie zadawać ból. – Uśmiechnęła się całym garniturem śnieżnobiałych zębów.
Indze od tego uśmiechu wyraźnie wzrok zmętniał.
- Taaak? – zdołała tylko tyle z siebie wykrztusić.
- Tak. Pamiętam z jaką pasją opowiadałaś o swoich umiejętnościach. – kontynuowała kruczowłosa podrywaczka. – Myślę, że mogłabyś mnie jeszcze wiele nauczyć…
Nagle role się odwróciły. Z zaniepokojeniem zobaczyłyśmy, że teraz Inga zaczęła się przysuwać do wojowniczki. Oczy miała wlepione w twarz Xeny. Ponuro pomyślałam, że chociaż tyle dobrego, że nie gapiła się gdzie indziej.
Wojownicza księżniczka nie wykorzystała jednak sytuacji tylko odsunęła tak, że z kolei ona znalazła się na krawędzi skałki.
- Czy pozwolisz że… - zaczęła gardłowym głosem Xena, po czym uniosła dłoń Ingi do swoich warg i posłała do niej jedno z tych spojrzeń.
W tym momencie Gabriela wreszcie nie wytrzymała. Wydała sfrustrowany okrzyk i zamachnęła się trzymanym tasaczkiem. Wszystkim nam zaparło oddech… Na szczęście nie rzuciła w nikogo śmiercionośnym narzędziem, tylko z całej siły wbiła je w pniak, aż po rękojeść. Nie było wątpliwości, że jest skrajnie wściekła. Kurcgalopkiem przeleciała koło głazu, z zaciśniętymi pięściami i gniewnie mamrocząc coś pod nosem, ciskając przy tym dokoła spojrzeniem, które mogłoby spalić pół Grecji.
Najwyraźniej nasza umiejętność rozumienia starożytnej greki w tym świecie, nie dotyczyła przekleństw, bo nie rozpoznałam ani jednego słowa…
O dziwo Minia, nie poleciała za Gabby, tylko patrzyła zamyślona, jak tamta odchodzi. Może miała tyle oleju w głowie, że wyczuła, że lepiej zostawić bardkę w spokoju, bo w tym stanie jest nieprzewidywalna.
Jak tylko Gabriela znikła pomiędzy zabudowaniami, w Xenie zaszła błyskawiczna przemiana. Na jej twarzy pojawił się ten charakterystyczny sarkastyczny uśmieszek. Ze wzroku znikły uwodzicielskie błyski. Inga zdawała się nic nie zauważać.
- Na co mam ci pozwolić? – szepnęła i pochyliła się w kierunku Xeny.
W tym samym momencie wojowniczka puściła jej rękę i szybko podniosła się z głazu ze słowami:
- Miło było, ale muszę już lecieć. Ktoś tam czeka na uratowanie.
Inga zaskoczona, nie potrafiła już zatrzymać ruchu do przodu i jak było do przewidzenia zleciała z głazu na polankę.
- No to pa. – rzuciła jeszcze Xena, zupełnie nie przejęta leżącą na trawie osłupiałą Ingą, po czym kilkoma ruchami wygładziła skórzaną zbroję i ruszyła w stronę Lauren.
Rzuciłyśmy się do głazu. Inga znajdowała się po jego drugiej stronie. Miała nieprzyzwoicie rozanielony wyraz twarzy. Przeciągnęła się niczym zadowolony kot, po czym podłożyła ręce pod głowę, jedną nogę założyła na drugą i leżała tak sobie na murawie, jak gdyby nigdy nic, machając nonszalancko stopą.
- Ale jazda… - usłyszałyśmy z jej ust i popatrzyłyśmy się po sobie ze zgrozą.
- Ej, love machine może dać ci fajkę? – rzuciła ze złośliwym błyskiem w oku Aiglon.
Inga wyrwała się z transu i popatrzyła na nią zdumionym wzrokiem.
- Co? Przecież ja nie palę… - powiedziała.
- Ziemia do Ingi. Jest tam kto? – spytała bez większej nadziei Haruka.
- Wstawaj z tej gleby bo jeszcze wilka dostaniesz. – skarciła Ingę Ewa.
Wspólnymi siłami pomogłyśmy jej się podnieść.
- Czy ty nie przesadzasz za bardzo z tym wczuwaniem się w rolę? – spytałam z dezaprobatą.
- Racja. Co ci strzeliło do głowy? – poparła mnie Paula.
Inga stała z niepewną miną i odruchowo poprawiała ubranie.
- Właśnie nie wiem… Wcale nie miałam ochoty… na nic. Ale jak ona na mnie spojrzała tymi swoimi oczami, jak się uśmiechnęła, to… to… - wydukała. - Cholera nie gapcie się tak na mnie! – zdenerwowała się nieoczekiwanie. – To w końcu Xena. Ta kobieta namówiłaby do złego nawet Matkę Teresę, Papieża i wszystkich świętych. A samym wzrokiem pewnie zmiękczyła płytę z tytanu i suchy chleb dla konia! I eunuch nie dałby rady… - Zamilkła nagle i przetarła dłonią czoło. – Chyba bredzę. Muszę się napić. Martini… - i ruszyła w stronę otaczającego polankę, lasu.
- Wstrząśnięte, nie mieszane? – Haruka bawiła się jak nigdy.
- Ale w karczmie jest tyko pivo? – zaprotestowała niepewnie Zebra.
- Dziewczyny łapmy ją, bo nam jeszcze zginie w tej dziczy – rzuciła Ewa.
Inga dała się zatrzymać nawet bez większych trudności.
- Rzeczywiście weźcie ją do tej knajpy i dajcie tego piva, bo widzę, że jeszcze minie nieco czasu zanim dojdzie do siebie. – zaproponowałam.
- Ech co ta Xena robi z ludźmi… - doleciało od strony Arachne.
Zanim zdążyłyśmy coś jej na to odrzec, niebo nad łąką przecięła błyskawica i chwilę później potężnie zagrzmiało. Wyraźnie pociemniało i zaczęło się robić chłodno.
- Oho, burza tuż, tuż. Chłopaki powinni się pospieszyć z tym latawcem. – odezwała się Alicja.
- Może wszyscy wracajmy do Lauren, jakoś nie mam ochoty znajdować się na tej polanie, jak zacznie lać… - dodała od siebie Zebra.
W tym momencie podszedł do nas Tomoe.
- Skończyliśmy. Chcecie zobaczyć jak nam wyszło? – zapytał.
Pewnie, że chciałyśmy. Misiak, Dragon i Dioni z dumą zaprezentowali swoje dzieło. Było nawet podobne do siebie…
- Fajne, fajne, macie do tego smykałkę – pochwaliła ich Zebra.
- Wygląda nieźle, ale jesteście pewni, że będzie latać? – spytała Paula.
Misiak podrapał się w głowę i zrobił zafrasowaną minę.
- Z wyliczeń wychodzi, że tak. Nie mieliśmy jeszcze okazji go odpalić. Przydałaby się próba generalna. Xena… - zaczął i rozejrzał się w poszukiwaniu wojowniczki. – Ojejku gdzie ona się podziała?
- Wróciła do wioski. Gabriela też. – odpowiedziała mu Arachne.
- A tej co się stało? – spytał Tomoe patrząc na Aiglon i Ewę podtrzymujące Ingę z obu stron i prowadzące ją lekkim zygzakiem do wioski.
- Nic takiego. Skutki uboczne sprzeczki małżeńskiej – odparłam tajemniczo i zmieniłam temat. – Proponuję iść w ich ślady, bo zaraz lunie deszcz.
Wszyscy zgodzili się z tym pomysłem. Dioni i Dragon rzucili się wyciągać tasak z pniaka, bo nie chcieli, żeby zmókł i zardzewiał. Patrzyliśmy jak przed dobre kilkanaście minut mocują się bezskutecznie z opornym narzędziem, robiąc się przy tym coraz bardziej czerwoni na twarzy. W końcu Hoover podszedł do nich, jednym szarpnięciem wyrwał… cały pniak z ziemi, po czym wziął go z uśmiechem pod pachę i poczłapał w stronę wioski, a my za nim. Zauważyłam jeszcze, że Minia przewróciła z politowaniem oczami…


Tymczasem w Lauren.
Xena bez większego problemu dogoniła rozsierdzoną Gabrielę i chwyciła ją za ramię, próbując zatrzymać.
- Gabrielo…
- Odczep się! – odwarknęła bardka i wyrwała rękę. Ruszyła dalej przed siebie.
Xena nie dawała za wygraną.
- Poczekaj. Gniewasz się?
Bardka zatrzymała się na te słowa i ze złością uderzyła pięścią w drewnianą ścianę chaty, do której zdążyła dojść. Odwróciła się do wojowniczki.
- Tak! Gniewam się! Jeszcze się dziwisz?!
- Właściwie to tak…
W oczach Gabrieli zapłonął zielony ogień.
- Kpisz sobie?! Co, uważasz, że nic się nie stało? Te popisy na polanie z tą dziewczyną. Coś ty sobie myślała? – Gabriela zaczęła przemowę donośnym i gniewnym głosem. W rytm słów, uderzała w pierś Xeny wyprostowanym palcem. - Pewnie sądzisz, że to nic takiego - tylko parę uśmiechów, niewinne szeptanie do uszka, zalotne spojrzenie, potrzymanie za rączkę. Kompletnie bez znaczenia, no nie?! I może mi powiesz jeszcze, że tylko ją uczyłaś jak posługiwać się bronią, nic więcej?! Ha! Od kiedy to Xena wojownicza księżniczka udziela tak chętnie nauk? I to w dodatku praktycznie nieznanym osobom? A może myślisz, że uwierzę w twoje zapewnienia, że tylko rozmawiałaś z tą flądrą? Masz mnie za kompletnie ślepą czy głu... - Nagle urwała w pół słowa.
- Xeno…
- Tak?
Gabrieli zrobiło się wstyd. Przypomniała sobie, jak mówiła wojowniczce, żeby była tak tolerancyjna i wyrozumiała jak ona. I jak sądziła, że Xena przesadza będąc zazdrosną o Minię. Potrząsnęła z zakłopotaniem głową.
- Przepraszam… teraz rozumiem. Ty też źle się czułaś kiedy ja… - zamilkła nie wiedząc co jeszcze mogłaby powiedzieć.
Xena uśmiechnęła się lekko i zrobiła krok do przodu, Gabriela odruchowo cofnęła się i jej plecy napotkały ścianę chaty. Wojowniczka spojrzała jej głęboko w oczy i oparła się dłońmi na ścianie po obu stronach głowy Gabrieli, zamykając ją tym samym w klatce ze swoich ramion. Ale Gabby jakoś najzupełniej nie miała ochoty uciekać. Wyciągnęła rękę do przodu i zaczęła bawić się kosmykiem włosów wojowniczki.
- Głupia jestem prawda? – spytała spuszczając wzrok.
Xena posłała jej miękkie spojrzenie i schwyciła lekko zębami, koniuszki palców Gabrieli, przyprawiając ją tym samym o dreszcz…
- Może troszeczkę… - odparła puszczając palce bardki i uśmiechając się łobuzersko. Zbliżyła swoją twarz do jej…
- Mmmm Xena…
- Słucham kochanie?
- Zamknij się wreszcie i nie przerywaj… - zażądała stanowczo Gabriela przymykając z zadowoleniem oczy.




Wpadliśmy do wioski zdyszani, bo Hoover i Minia lecieli jakby ich Cerber gonił. Stanęliśmy pośrodku jakiegoś podwórka i staraliśmy się odzyskać oddech. Minia rozglądała się z zaciekawieniem. Ewa i Aiglon usadziły Ingę na jakimś pniaku. Dioni przywlókł z pobliskiej studni wiadro z zimną wodą, umoczył w nim jakąś szmatę i podał ją Indze, żeby sobie przyłożyła do głowy. Aiglon poleciała do gospody po napitek. Wróciła po chwili z wielkim kubasem i wcisnęła go w dłonie Indze, pokazując na migi, że ma to wypić. Inga automatycznie jednym haustem wypiła cały kubek piva i odetchnęła głęboko. Nawet się przy tym nie skrzywiła. Chyba jej to pomogło. Podniosła się z pniaka o własnych siłach. Już mieliśmy się zacząć wydzierać, w poszukiwaniu Xeny i Gabrieli, kiedy obie wyłoniły się zza rogu jednej z chat.
Gabriela szła uwieszona ramienia Xeny z nieobecnym uśmiechem na twarzy, zmierzwionymi włosami i wpatrywała się cielęcym wzrokiem w wojowniczkę. Nawet przez moment nie zerknęła w stronę Minii, kiedy ją mijały. Za to Xena poprawiła sobie napierśnik, popatrzyła z góry na narzeczoną Hoovera i posłała jej uśmiech pewnego swojej pozycji właściciela. Ale Minia wcale nie wyglądała na zmartwioną, a nawet zdawała się być wręcz zadowolona. Skinęła lekko głową w stronę wojowniczki.
Kiedy obie kobiety podeszły do nas, Xena obrzuciła spojrzeniem trzymany przez Tomoego i Misiaka latawiec.
Po co wam fengzheng?
Wytrzeszczyliśmy na nią oczy ze zdumienia.
- Co? – spytaliśmy się chórkiem.
- No jak to co? Sami to zrobiliście i nie wiecie jak się nazywa?
- Mówisz o latawcu? – spytał Misiak.
- Nie o latawcu tylko o tym co masz w ręku. O fengzheng. – dla podkreślenia swoich słów wskazała palcem na trzymany przez chłopców latawiec.
- Czyli o latawcu – upierał się Misiak.
- Nie! O fengzheng! – Xena zaczynała się irytować.
- No przecież wiem o czym mówię. To jest latawiec. – uniósł nieco rękę. – L-a-t-a-w-i-e-c. Wiesz co to jest?
Xena zgrzytnęła sobie zębami.
- Cyklop nadepnął ci na ucho? Wyraźnie przecież się spytałam po co wam ten fengzheng!!!
- Niech oni już przestaną! – jęknęła Haruka. – Zaraz dostanę kociokwiku.
- Ktoś tu chyba zwariował. – mruknęła Alicja. – Misiak odczep się już od tego latawca! Wszystko jedno jak się to nazywa.
Gabriela szepnęła coś Xenie do ucha. Wojowniczka wyraźne się uspokoiła.
- Aha. Nie rozumiecie po chińsku. Powtórzę jeszcze raz. P-o c-o w-a-m - zaczęła powoli mówić, oddzielając każdą głoskę. – t-e-n dziełorąkznajlżejszegopergaminujedwabiubambusaispoiwazalgmalowane
wodnymifarbkamiwewszystkiekolorytęczyiulatującenauwięzikukrólestwu
dobregoduchaqiong? – wyrzuciła na koniec jednym tchem.
- O mamuniu! – stęknęłam z podziwem.
- O dzizus co to było? – sapnęła Zebra.
Reszta stała w ciszy, wgięta maksymalnie i niezdolna chyba nawet do oddychania.
Xena popatrzyła na nas z niesmakiem.
- Co jest z wami? Przecież wam przetłumaczyłam już z tego chińskiego? Tak się nazywa to co zrobiliście.
- Ale… ale twierdziłaś, że nie wiesz co chcemy zbudować i po co… - odezwał się słabym głosem Dragon.
Xena westchnęła z politowaniem, wyraźnie dając nam do zrozumienia, że ma nas za skończonych idiotów.
- Bo mówiliście o jakimś latawcu. Trzeba było od razu gadać, że chodzi wam o dziełorąkznajlżejszegopergaminujedwabiubambusaispoiwazalgmalowane
wodnymifarbkamiwewszystkiekolorytęczyiulatującenauwięzikukrólestwu
dobregoduchaqiong. Widziałam ich mnóstwo w Chinach. – dodała.
- Ratunku! Jeśli ona powtórzy to jeszcze raz, to zacznę wrzeszczeć… - powiedziała Alicja.
Niebo nad wioską przecięły dwie błyskawice i prawie jednocześnie w tej samej chwili usłyszeliśmy grzmot. Walnęło gdzieś blisko. Xena uniosła wymownie brew i obrzuciła Misiaka i Dragona powątpiewającym spojrzeniem.
- Chcecie teraz go puszczać? – spytała.
- No tak… - odparł Misiak.
- To jesteście albo bardzo głupi, albo bardzo odważni. – wyglądało na to, że Xena przychyla się raczej do tej pierwszej opinii. – W taką pogodę nikt o zdrowych zmysłach nie bawi się dziełorąkznajlżejszegopergaminujedwabiubambusaispoiwazalgmalowane…
- Przepraszam czy możesz używać chińskiej nazwy tego przedmiotu? – przerwałam jej szybko, widząc z niepokojem, że Alicja nabiera powietrza w płuca. – Tak będzie łatwiej… - dodałam wyjaśniająco i nieco cichszym głosem, bo Xena posłała mi bardzo nieprzychylne spojrzenie.
- Niech będzie. Tak, jak mówiłam. Nikt o zdrowych zmysłach nie puszcza w czasie burzy fengzheng. Nawet dziecko wie, że to przyciąga błyskawice i można zostać śmiertelnie porażonym. Jesteście samobójcami?
- Właśnie o to chodzi, żeby ściągało pioruny. – zaczął wyjaśniać Tomoe. – Tylko w ten sposób będzie można zabić olbrzyma. Koniec sznurka przyczepi się mu do hełmu albo gdzie i kiedy Zeus rzuci gromem w…
- Zeus? – przerwała mu Xena zdziwionym tonem. – A co ma do tego Zeus?
Tomoego zatkało.
- No jak to co… Zeus i pioruny… Ciska nimi i mamy grzmoty…
- Na bogów skąd wyście się wzięli? – wojowniczka przewróciła oczami. Gabriela, Minia, a nawet Hoover zaczęli się śmiać.
- Zeus jest starym zrzędliwym, wiecznie podpitym pierdołą i żadne z jego boskich braci, sióstr czy dzieci, nie pozwoli mu bawić się czymś takim jak wyładowania elektryczne. Może nie przejęliby się zbytnio jakby podpalił sobie brodę, ale na pewno nie byliby zadowoleni jakby staruszek w przypływie złośliwego humoru sfajczył im Olimp, zrównał z ziemią co lepiej prosperujące świątynie rodzeństwa albo zaczął bawić w lotki z wyznawcami, podpalając przy tym pół Grecji. – wyjaśniła Xena, takim tonem jakby tłumaczyło coś pięciolatkowi. – Owszem Zeus używa błyskawic na Olimpijskich uroczystościach czy sądach, ale nie w przypadku pierwszej lepszej burzy.
- Ares powie... – zaczęła Arachne.
- ARES?! - ryknęła, przerywając jej Xena. - Ta świnia znowu próbuje swoich brudnych sztuczek?! Co on ma z tym wspólnego? To jakiś podstęp? – w ręce wojowniczki błysnął czakram. Gabriela błyskawicznie odkleiła się jej od ramienia i również przyjęła bojową postawę. Obie wyglądały naprawdę groźnie.
- Nie Ares, tylko “a Res”. To skrót od Resetta. – Haruka wykazała się refleksem. Ona ma tak na imię. – wskazała palcem na mnie. – Koleżanka chciała przypomnieć, że Resetta mówiła, że będziemy musieli odprawić starożytny amazoński rytuał sprowadzania deszczu. No wiecie, bębny, śpiewy, końska krew i stado na wpół gołych bab umazanych błotem i tańczących wokół ogniska... – wyjaśniła.
Czym prędzej pokiwałam głową, przytakując Haruce. Wolałam wyjść na idiotkę niż spędzić resztę życia w greckiej wiosce.
- Aha. – mruknęła Xena, zawieszając czakram na biodrze. – No to macie problem z głowy.
Jakby na potwierdzenie jej słów znów zagrzmiało. Stało się też coś jeszcze...
- Popatrzcie na wiadro... – szepnęła Inga.
- Oou... – wyrwało nam się wszystkim.
Po powierzchni wody w cebrzyku rozchodziły się rytmicznie fale. Gładka tafla, drgnięcie, gładka tafla, drgnięcie... Gdzieś w oddali zabrzmiał przeraźliwy ryk i chyba nikt z nas nie wziął tego, za odgłosy burzy.


Ostatnio zmieniony przez R dnia Czw 3:32, 14 Gru 2006, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
R
Niszczyciel Narodów



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 4178
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 22:30, 13 Gru 2006    Temat postu:

VII. CZY TO NARESZCIE KONIEC?



Pobliskie zarośla zatrzęsły się. Zastygliśmy w bezruchu. I nagle z pomiędzy zielska wyłoniła się znana nam wszystkim doskonale, zabójcza blondynka, w skąpej skórzanej zbroi, z mieczem w ręku, zwiniętym biczem przy biodrze i morderczym błyskiem w oku.
- Callisto! Bogini! – jęknął Misiak, wpatrzony w przybyłą wojowniczkę, jak w święty obraz.
- Czy ja dobrze widzę? – zdziwił się Dioni.
- Cholera, co jest z tym odcinkiem. – zdenerwowałam się, nie życzę sobie żadnych psychopatycznych barbie. To miała być komedia, a nie rzeź niewiniątek!
- No to dopiero teraz będzie zabawa. – ucieszyła się Haruka.
- O nie, nie będę znowu faszerować jej grzybkami! – zaprotestował Tomoe.
Jak było do przewidzenia ruszyła w stronę wojowniczej księżniczki, z dzikim okrzykiem na ustach.
- XENA!
Xena o dziwo, nie wyszarpnęła miecza, nie wydała okrzyku bojowego i nie rzuciła się do krwawego pojedynku na widok przybyłej. Stała sobie za to spokojnie i nawet wyglądał na znudzoną.
– Co to za sztuczki? Co ci do łba strzeliło kobieto? Nie masz za grosz dobrego wychowania? Najpierw zapraszasz mnie na spotkanie w interesach, a potem próbujesz zabić? Tak chcesz poszerzyć wpływy? Zgodnie z tym co przekazał posłaniec od ciebie, szłam sobie drogą do Lauren, a tu nagle pojawia się olbrzym i rozpędza mi moich chłopców na cztery wiatry! A w dodatku goni mnie teraz! – piekliła się Callisto.
Na potwierdzenie jej słów ziemia się zatrzęsła, a w lesie za wioską z kierunku skąd przyszła, zaczęły padać drzewa, jakby jechał tamtędy gigantyczny buldożer.
Xena zrobiła zdziwioną minę.
- Pierwsze słyszę. Nikogo do ciebie nie wysyłałam. I w ogóle cię nie znam. – poczuliśmy się ciężko zaskoczeni tym oświadczeniem. – Wszelkie zażalenia kieruj, o do tych tutaj. – wskazała na naszą gromadkę. – Założę się, że znowu coś wykombinowali, żeby utrudnić życie ciężko pracującym ludziom. Chętnie bym sobie jeszcze pogadała kochanie, ale mam sprawę do załatwienia. - I nie poświęcając już więcej uwagi zdębiałej Calli, zwróciła się do nas. - Macie szczęście. Jestem w dobrym humorze, więc wam pomogę. - Wzięła do ręki latawiec i zaczęła mu się przyglądać z uwagą. - Tutaj trochę skrócimy – oderwała kawał płótna, a chłopcy patrzyli na tę niszczycielską działalność z bólem w sercach. - To trzeba przywiązać w tym miejscu, a ten patyk jest zupełnie niepotrzebny. – Z zadowoleniem przyjrzała się swojemu dziełu. - Teraz powinno być dobrze. – Wyjęła zza dekoltu sztylet napierśny – A to doskonale przyda się, jako przyciągacz piorunów. Gotowe. Które z was to Zebra z A-W-u-e-F-u?
- Ja... – odparła Zeberka. - A o co chodzi?
- Chodź ze mną, będziesz mi potrzebna. - A widząc, że Zebra się waha, dodała. – No co? Chcecie, żebym wam pomogła utłuc tego olbrzyma, czy nie?
I poszły tam skąd przyszła Callisto. Chwilę później usłyszeliśmy charakterystyczny okrzyk bitewny Xeny, po nim ryk zapewne olbrzyma i drzewa w lesie znów zaczęły się kłaść pokotem, ale na szczęście w kierunku oddalającym się od wioski.
Callisto rozejrzała się po otoczeniu, najwyraźniej szukając ofiary. Zdrętwieliśmy, obawiając się, że z braku Xeny wyładuje swój gniew na nas. Dragon, Dioni i Tomoe siłą przytrzymali Misiaka, żeby nie rzucił się do składania hołdów i przypadkowo nie rozłościł jej jeszcze bardziej.
- Ty! To ty przyniosłeś wiadomość! – krzyknęła nagle złym głosem i podeszła do Hoovera. Uderzyła go z całej siły w twarz. – I czemu nie poczekałeś, kiedy cię wołałam? Uśmiechnęła się drapieżnie i nagle skoczyła na niego, obejmując mu biodra nogami, a ramionami szyję. – Zagreusz nie lubi jak tacy śliczni chłopcy ją ignorują... – wpiła się agresywnie w wargi Hoovera, pozbawiając go wyraźnie tchu na długą chwilę.
- To jest Zagreusz? – spytał z niedowierzaniem Dioni.
Wojowniczka usłyszała go i oderwała się na chwilę od ust narzeczonego Minii.
- Coś ci się nie podoba w moim imieniu? – warknęła groźnie.
- Nie, ależ skąd. Tylko wydawało mi się, że to męskie imię. – usprawiedliwił się szybko Dionizos.
- Owszem. Tatuś chciał mieć syna. – odparła i przejechała językiem po rozciętej wardze Hoovera, zlizując krew. – Boli? Mamusia zaraz się tym zajmie – mruknęła. Puściła go, poczym z wyraźną lubością przesunęła mu dłoń w poprzek umięśnionej piersi. - Prawdziwy byczek z ciebie. Wstrętny olbrzym zrobił krzywdę moim zwierzaczkom więc teraz ty musisz ich zastąpić. - Owinęła mu bicz wokół szyi. – Idziemy. – rzuciła tonem nie znoszącym sprzeciwu i pociągnęła Hoovera w stronę najbliższej chaty. Ten nie wyglądał na niezadowolonego, a nawet z ochotą ruszył za Zagreusz.
Staliśmy oniemieli, a Gabriela i Minia spoglądały na nas z niemą kpiną w oczach.
- Chyba Alicja straciłaś wielbiciela – odezwała się Haruka.
- Łatwo przyszło, łatwo poszło – wzruszyła ramionami nasza Afrodyta i Kleopatra w jednym.
- To nie Calli? – spytał żałośnie, oklapnięty nagle Misiak.
I w tym momencie zaczął padać deszcz.
- Co teraz? – spytał Dragon, wycierając krople z twarzy.
- Chodźmy do gospody. Chyba, że chcecie czekać na Xenę i Zebrę na tej ulewie. – zaproponował Tomoe.
Poszliśmy za jego radą. Minia i Gabriela przyłączyły się do nas. Obie bohaterki usiadły na jednym końcu stołu, a nasza niewydarzona ekspedycja przezornie na drugim. Minia i Gabriela pociągały w milczeniu pivo z kubków i przyglądały nam się, jakby zastanawiając się co za numer tym razem wykręcimy. Krople stukały jednostajnie w dach. Kilka świeczek z trudem rozświetlało panujący mrok. Nagle drzwi rozwarły się z hukiem uderzając w ścianę. W wejściu pojawiła się jakaś postać. Błysnęło i zagrzmiało. Atmosfera zrobiła się iście upiorna, jakby rodem z horroru Taperta i Raimiego. Przybysz wkroczył do izby i naszym oczom ukazała się... Zebra. Mokra, umorusana, zdyszana, obdarta i podrapana.
- Kto z was powiedział Xenie, że szybko biegam? – wyrzuciła z siebie wściekłym głosem na powitanie. Unosiła się z niej para. To był niecodzienny widok – rozgniewana nie na żarty Zebra.
- Ja. Przecież to prawda. – odpowiedziała jej Inga. – A co się stało?
- Co się stało?! Powinnam cię za to zabić! – ze złym błyskiem w oku odparła Zebra, siadając na jednym z wolnych krzeseł przy stole.
- No opowiadaj! Olbrzym nie żyje? – spytał z zaciekawieniem Tomoe.
- Nie mam pojęcia! – odparła na to Zebra.
- Jak to? Przecież byłaś z Xeną! – zdziwiła się Arachne.
- Miałam ważniejsze rzeczy na głowie, niż sprawdzenie czy ta góra mięcha nie żyje! Xena podczepiła tak jak trzeba latawiec, a potem... a potem mnie poszczuła tym potworem! Stała sobie jak gdyby nigdy nic, na gałęzi i wołała “Run Zebra, run!”. Cholerna fanka Gampa się znalazła! I jeszcze się śmiała, jakby to był najzabawniejszy kawał na świecie. Darłam się całą drogę jak tu leciałam. Chyba pobiłam wszelkie rekordy świata. Bałam się odwrócić choć na chwilę, z obawy że zaraz mnie rozdepcze. Mam nadzieję, że piorun go usmażył, bo jak nie to zaraz będziemy go mieć tu na karku.
Skrzypnęły drzwi. Odwróciliśmy się jak jeden mąż. Na szczęście to nie był olbrzym, chociaż pewnie nie zawracałby sobie głowy, głównym wejściem tylko od razu zerwał dach. To wróciła wojownicza księżniczka. Jak zawsze wyglądała idealnie. Nieskazitelna fryzura, doskonale przylegająca zbroja, pewny krok... Mokra skóra dodawała jej tylko uroku.
- O, już jesteś? – rzuciła do Zebry. – Rzeczywiście szybko biegasz. – dodała z podziwem. – Powinnaś kiedyś wziąć udział w igrzyskach. Masz szansę na brązowy wieniec laurowy.
Nasz konik w paski sapnął gniewnie, ale roztropnie powstrzymał się od komentarza.
- Olbrzym nie sprawi już wam kłopotu. Padlinożercy będą mieć dziś darmową przekąskę. – zażartowała wojowniczka, ale tylko Minia się i Gabriela się roześmiały.
- Gdzie Hoover? – spytała Xena, rozglądając się po sali.
- Pojechał na miesiąc miodowy z Zagreusz – odpowiedziała jej Minia. Wcale nie wyglądała, żeby ją to martwiło.
- Aha. To chyba najwyższy czas, żebyśmy też się zwijały. Zaproponowałabym ci podwiezienie, ale rozumiesz... mam tylko jednego konia... – rzuciła Xena.
- Nie szkodzi. Przejdę się piechotą do Piedmont, to w końcu nie tak daleko. – odparła Minia, udając, że wierzy w szczerość propozycji Xeny.
- To fajnie. Gabrielo pomożesz mi w stajni przy... oporządzeniu Argo? – spytała od niechcenia wojowniczka.
- Oczywiście. – bardka odpowiedziała jej z uśmiechem i szybko wstała od stołu.
- Chyba na dziś starczy tego ratowania świata co? Pożegnam się z wami, bo pewnie już się nie zobaczymy – zaraz jak tylko przestanie padać wyruszamy w dalszą drogę. Pozdrówcie ode mnie tę zgraję zwaną bogami, jak będziecie mieć okazję.
Xena objęła Gabrielę w talii. Bardka uczyniła to samo i obie opuściły gospodę, nawet nie oglądając się za siebie. Zapadła niezręczna cisza.
- No tak. To ja też już pójdę. Aż tak bardzo nie pada. Im wcześniej wyruszę, tym szybciej dotrę do Piedmont. – odezwała się Minia, podnosząc się z krzesła. Przypasała sobie do biodra, z jednej strony zwinięty bicz, z drugiej niezłych rozmiarów toporek, po czym zarzuciła na siebie pelerynę z kapturem, zdjętą z haka przy drzwiach i wyszła na deszcz.
- Czy to nareszcie koniec? – westchnęła z nadzieją Ewa.
- Prawie – odpowiedział jej Ares, materializując się w karczmie, w błękitnej poświacie.
Popatrzyliśmy się na niego wszyscy ponuro. No może za wyjątkiem Pauli, której od razu humor się poprawił.
Bóg wojny, machnięciem ręki przysunął sobie krzesło i usiadł na nim okrakiem, wspierając się łokciami o oparcie. Zaczął klaskać w dłonie.
- Brawo. Muszę przyznać, że z każdym dniem jesteście coraz lepsi. Za jakieś tysiąc lat, kto wie, może dojdziecie do perfekcji. – roześmiał się z własnego żartu. – Jak się bawiliście? – spytał. – Bo ja świetnie. Ten numer z podrywaniem Minii był zabójczy. – puścił oko w stronę Ingi.
- To ty byłeś tam? Widziałeś wszystko? – zdziwiła się Inga. – I Xena cię nie wyczuła? – spytała podejrzliwie.
- Mi… mimo że jest waszą idolką, powinniście podchodzić do jej osoby trochę bardziej sceptycznie. – Ares lekceważąco wydął policzki. – Te jej zdolności są grubo przesadzone. – Kochana masz talent. – jakby od niechcenia zmienił temat. - Może chciałabyś posadę w moim klubie nocnym w Atenach?
- Nie, dziękuję. Może kiedyś. – odparła Inga z uśmiechem, wcale nie przejmując się nieprzychylnym spojrzeniem Pauli.
- Ech, zupełnie jak Xena. – westchnął rozdzierająco Ares. – Gdzie te czasy, kiedy żadna mi nie odmawiała? Daj znać jak zmienisz zdanie. – pstryknął palcami i na stole przed Ingą pojawiła się wizytówka na eleganckim papierze.
- Rozumiem, że jako bóg masz czas całego wszechświata, ale może byś tak uprzejmie przeszedł do rzeczy? Długo jeszcze mamy tu tkwić? – przerwała te umizgi Paula.
- Moja droga, wyglądasz uroczo, kiedy się złościsz.- uśmiechnął się do niej Ares. Jak było do przewidzenia rozbroił tym zupełnie Paulę, która najwyraźniej była wniebowzięta. - Tutaj? – zatoczył dłonią koło. – Nie, tutaj nie musicie już tkwić. Zupełnie nieźle poradziliście sobie z zadaniem.
- Ups zapomnieliśmy o przywaleniu Xenie drągiem. – przypomniała sobie Aiglon, zrywając się z krzesła i ruszając do drzwi.
- E, e, e! – powstrzymał ją bóg wojny. – Nie radzę im teraz przeszkadzać. Chyba, że lubicie ozdoby w postaci czakramów tkwiących w klatce piersiowej. – wyszczerzył się nieprzyzwoicie. – Daruję wam ten jeden punkt programu. Mam przeczucie, że jakoś to będzie.
Tomoe stanowczo wziął Aiglon za rękę i zaprowadził ją na powrót do stołu.
- Możesz nam wyjaśnić co w Dniu z życia robi Callisto? – spytałam, bo dręczyło mnie to od dłuższego czasu.
- W czym? – zdziwił się.
- Tak się nazywa ten odcinek. – wyjaśniła Ewa.
- I dlaczego Xena jakoś tak mało agresywnie zareagowała na nią? Ma sklerozę czy jak? – dodała zdegustowana Aiglon.
- Zaraz, zaraz. Jaka Callisto? O czym wy mówicie? – Bóg wojny popatrzył się na nas zdumionym wzrokiem. - A producent mówił, że na pewno nie będzie skutków ubocznych podróży… - mruknął pod nosem.
- Zagreusz! – zniecierpliwił się Misiak. – Zagreusz wygląda jak wojownicza królowa!
- A ona! To żadna Callisto. To sobowtórka. Jeśli Xena ma ich trzy, to chyba logiczne, że Calli też ma przynajmniej jedną, no nie? – nic mu nie odparliśmy na to, bo chyba nas nieco zagięła taka logika. - No co wy, nie potraficie odróżnić kopii od oryginału? – popatrzył z politowaniem. – Zresztą Callisto ma urocze znamię w kształcie motylka na szyi. – dodał jakby to wyjaśniało już wszystko. – I działa globalnie. A Zagreusz to lokalna hersztka i erotomanka, poza tym zupełnie normalna i woli zbierać haracz z okolicznych wiosek i miasteczek, żeby przeżyć jakoś do pierwszego, niż wdawać się w bezsensowne potyczki i puszczać z dymem własne źródła dochodu. – westchnął – Życie bandytów wcale nie jest łatwe. To swojego rodzaju biznesmeni. Też muszą pamiętać o prawach ekonomii…
- Aha. Nawet wiem jak tacy biznesmeni się nazywają. – mruknął Dragon. – Mafia.
Ares chyba tego nie usłyszał.
- Ale muszę uczciwie przyznać, że patent na strój jest Zagreusz. Tak mi się spodobał, że namówiłem Callisto, by zaczęła go nosić. A w ogóle to co ja miałem z tymi dwiema babami. Ale była heca, kiedy pomyliłem Callisto z Zagreusz i potem....
- Powiedziałeś, że wykonaliśmy zadanie. Ale jak znam życie, na pewno jest jakieś “ale”. – spytała nieufnie Paula, przerywając te wywody na temat obu wersji Calli.
- Właśnie. W czym tkwi haczyk? – poparłam ją.
- No cóż, prawdziwe uwielbienie wymaga poświęceń. Chyba zgodzicie się ze mną? Czeka was jeszcze kilka odcinków do poprawienia.
- Boże... – jęknęła Haruka i stuknęła czołem w blat stołu.
- Zgadza się. Ale nie czas na hołdy. – odparł na to Ares bez mrugnięcia okiem.
- Powiesz nam chociaż co to za odcinki? – spytała z nadzieją Zebra.
- Przykro mi. – odparł Ares. Jakoś nie uwierzyliśmy w to zapewnienie. – Ale sam nie wiem. Będę tak samo zaskoczony jak wy. – uśmiechnął się bardzo zadowolony z tego co powiedział. – Gotowi?
- NIE! – odpowiedzieliśmy mu wszyscy, ponuro.
- To świetnie. – machnął od niechcenia dłonią, otwierając za naszymi plecami błękitno biały tunel energetyczny. - Do zobaczenia w następnym odcinku. HA HA HA! – usłyszeliśmy jeszcze, zanim wessał nas wir…
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
R
Niszczyciel Narodów



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 4178
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 22:40, 13 Gru 2006    Temat postu:

VIII. EPILOG.




W karczmie siedziały trzy kobiety. Dwie z nich grały w kości i pociągały od czasu do czasu z trzymanych kufli. Trzecia siedziała na odchylonym krześle, z nogami na stole i ze znudzeniem rzucała małym sztyletem w blat. Chyba oddawała się temu zajęciu już dość długo, bo powierzchnia drewnianego stołu przypominała przysłowiowy ser szwajcarski. Na dworze padało. Panującą ciszę mącił tylko szum deszczu, grzechot kości i stukot ostrza wbijającego się w drewno.
Wszystkie odwróciły się na moment, słysząc, że ktoś otwiera drzwi do gospody.
- O Hoover, już jesteś? Co tak szybko? Sądziłam, że wyrwanie się ze szponów tej harpii zajmie ci co najmniej miesiąc. – spytała przybyłego jedna z kobiet grająca w kości. - Nie potrafiłeś sprostać jej zachciankom i temperamentowi? – zażartowała.
- He, he, ale śmieszne. – odparł jej mężczyzna, którego nazwała Hooverem. – Nie sil się na złośliwostki. Doskonale wiesz na co mnie stać. Przyznaj się, jesteś zazdrosna co? – spytał z uśmiechem podchodząc do niej i obejmując ją w pasie.
- Phi! Ja o ciebie? – odparła niby lekceważąco. – Takich jak ty mam na pęczki niedźwiedziu. – po czym pocałowała go czule. – Ale nie odpowiedziałeś mi na pytanie.
- Nic trudnego. Wystarczy, że zacząłem opowiadać jaki to jestem w niej zakochany, że chcę się z nią ożenić, żeby jeść smaczne obiadki upichcone przez wierną żonę i móc podziwiać zachody słońca na własnej farmie, w jej towarzystwie i gromadki naszych ślicznych dzieci. Od razu okazało się, że ma jakieś pilne sprawy do załatwienia na drugim końcu Grecji. Znam ten typ, to zawsze działa.
- Taaak? Sugerujesz, że mam iść załatwiać pilne sprawy na drugim końcu Grecji? – spytała kobieta, unosząc brew.
- Ależ skąd! Przecież nie wspomniałem nic o ślubie i dzieciach… - uśmiechnął się łobuzersko i pocałował ją w szyję.
- Hmmm twoje szczęście kochanie ty moje. Może kiedyś powinieneś o tym wspomnieć… - rzuciła w zamyśleniu. – Ale jeszcze nie teraz - zakończyła.
- Ykhym – doleciało od strony jej towarzyszki, z którą grała w kości. – Minio, nie chciałabym wam przerywać, ale kiedy się wreszcie dowiemy o co dokładnie chodzi? Czekamy jeszcze na kogoś?
- Nawet wiem na kogo. – odezwała się trzecia kobieta, przestając rzucać sztyletem. – Aresie przestań podsłuchiwać, to niegrzeczne. – rzuciła w przestrzeń.
- Cholera. Jak ty to robisz Xeno? – rozległ się męski głos i na belce u powały pojawił się bóg wojny.
- Tajemnica zawodowa – odparła mu na to z krzywym uśmiechem. – A teraz złaź na dół, bo mi zaraz szyja ścierpnie.
Ares sapnął sobie i zgrabnie zeskoczył z belki. Obciągnął skórzaną kurtę, oparł nogę na siedzeniu krzesła i wsparł się łokciem na kolanie.
- Kiedy się zorientowałaś, że coś jest nie tak? – spytał Xeny.
- Sądziłeś, że uwierzyłam w te tłumaczenia o imionach? – wzruszyła ramionami. – Jasne było, że chodzi o ciebie. Ta podróba Callisto i pałętający się po okolicy Gareth, tylko mnie utwierdzili w przekonaniu, że to wszystko, to jakiś jeden wielki szwindel. Domyśliłam się tylko, że raczej na użytek tych nieszczęsnych wysłanników bogów niż mnie i Gabrieli. Chyba, że aż tak żenująco podupadł twój styl? – rzuciła złośliwie.
Ares skrzywił się imitując jej wesołość.
- Żartuj sobie, żartuj. Założę się, że bardzo by ci brakowało tych naszych drobnych utarczek i wyzwań.
Zanim mu coś na to odpowiedziała, ziemia zaczęła drżeć i nagle zniknął dach gospody. Zamiast niego pojawiła się roześmiana gęba olbrzyma. Miał osmalone brwi, z włosów unosił się mu dym, a twarz pokrywała nawet dość ładna opalenizna. Poza tymi drobiazgami zdawał się wyglądać zupełnie normalnie. Jak to olbrzym.
- Hej tam maleństwa. Jak wam się wiedzie? – zadudnił wesoło.
- Wiodło by się lepiej jakbyś przestał wpuszczać strugi deszczu do środka! – odkrzyknęła mu Gabriela.
- Właśnie. Gareth przestań się wygłupiać i niszczyć mienie społeczne. Możesz z nami rozmawiać przez okno. – poparła ją Xena. – Nic ci się nie stało? Trochę się martwiłam, jak oberwałeś tym piorunem. – spytała olbrzyma, kiedy umieścił już dach na swoim miejscu i zaczął zerkać do gospody przez jedno z otwartych okien.
- Hi hi hi – zachichotał wesoło. – Trzeba dużo więcej niż taka iskierka, by zrobić krzywdę olbrzymowi. Nasza rasa już by dawno wyginęła, gdybyśmy nie byli odporni na błyskawice. Przecież nie ma nic od nas wyższego w terenie za wyjątkiem gór czy co bardziej wyrośniętych drzew. Czy tego chcemy czy nie zawsze obrywamy jakimś piorunem w czasie burzy. Aresie będę ci jeszcze do czegoś potrzebny czy już mogę wracać do domu? – spytał boga wojny.
- Raczej nie. Świetnie się spisałeś. Odbierz sobie ze stodoły wynagrodzenie -pięćdziesiąt krowich tusz, tak jak się umawialiśmy i zbiornik wina z Trypolis. Dorzuciłem też nieco złota i wóz białej czekolady, jako bonus za trudne warunki pracy.
- Dzięki stary. No to bywajcie.
- Pozdrów ode mnie Goliata i jego żonę – rzuciła jeszcze Xena.
- Przekażę. Odwiedźcie nas kiedy będziecie w okolicy. – z okna zniknęło oko olbrzyma. Jeszcze przez chwilę było słychać jego kroki, od których drżała ziemia, po czym wszystko ucichło.
- A jeśli już mowa o złocie… - odezwał się Hoover. – To gdzie nasza działka?
Ares uniósł dłoń i pojawiły się w niej dwie sakiewki. Rzucił je na stół.
- Oto ona.
Hoover otworzył je i szybko przeliczył.
Ares na ten widok zrobił obrażoną minę.
- Nie ufasz samemu bóstwu wojny?
- Prawdę mówiąc… nie. A powinienem? – wyszczerzył się Hoover.
- Ach ci śmiertelnicy – westchnął Ares.
Hoover kiwnął głową z zadowoleniem
- Suma się zgadza. Teraz możemy pojechać na te wakacje do kurortu nad źródłami Kartezjańskimi – powiedział do Minii.
– Już nie mogę się doczekać. – Minia podniosła się od stołu i wymieniła uściski dłoni z bardką i wojowniczką. - Do widzenia Xeno i Gabrielo. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.
Hoover objął ją ramieniem i ruszyli w stronę wyjścia. Minia przechodząc przez drzwi odwróciła się: - I uważaj Aresie na tę młodą osóbkę, o której ci opowiadałam. Y-n-g-i-e. Chyba tak miała na imię. Potrafi być groźniejsza niż się na pierwszy rzut oka wydaje. – powiedziała i wyszła z gospody.
- A co ci takiego opowiadała? – zaciekawiła się Xena.
- E, nic ważnego. Może ci kiedyś powiem. – zbył ją Ares.
- Czy dla nas też przewidujesz jakieś wynagrodzenie pieniężne? – spytała Gabriela, niedbale obracając w rękach kostur zabrany Dragonowi.
- Dla was? A za co moja kochana? – zdziwił się Ares.
- A chociażby za straty moralne, jakich doznałam kiedy myślałam, że Minia podrywa Gabrielę. – warknęła mu w odpowiedzi Xena.
- Uuuhhuu – Ares udał, że się jej przestraszył. – Na mojego tatuśka, to już się zabawić nie można twoim kosztem? Gdzie się podziało twoje poczucie humoru?
- Tam gdzie twoje ludzkie uczucia – odgryzła się wojowniczka. – Dawaj kasę, ja i Gabriela też od czasu do czasu, chcemy pospać w puchowej pościeli i zjeść porządny obiad czy kolację.
- Właśnie. Nie bądź takim skąpcem. – powiedziała Afrodyta, pojawiając się w tym momencie w pokoju. – Przy okazji mnie też coś odpal. Na przykład tę diamentową kolię, którą świstnąłeś Nefretete. Beze mnie Xenie nie udałoby się tak ładnie omotać tamtej dziewczyny.
- Co? To maczałaś w tym palce? – zachmurzył się Ares.
Xena też nie wyglądała na zadowoloną.
- Po co się wtrącałaś? Poradziłabym sobie i bez twojej pomocy. Mówiłam już, że nie lubię bogów? – odezwała się z pretensją do Afrodyty. Gabriela parsknęła śmiechem.
- O i to ile razy! – odparła jej Afro. – Tak, tak, dobrze, poradziłabyś sobie, ale mnie się nie chciało tak długo czekać. Miałam ochotę się nieco zabawić. – ziewnęła.
- Aresie to gdzie te dinary? – odezwała się Gabriela, podrzucając kostur w powietrze, pozwalając mu się obrócić parę razy i łapiąc go ręką za plecami.
- A niech to. Miałam nadzieję, że zapomnicie. – żachnął się bóg wojny. – Dobra, wygrałyście. Macie tu sakiewkę. – rzucił kolejną na stół. – Zadowolone?
- Owszem. – odparła Xena, sięgając po pieniądze. – Mam jeszcze tylko jedno pytanie. Długo masz zamiar tak ich męczyć?
- Jeszcze trochę. Muszą dostać nauczkę, za ten siódmy sezon. Mogę się kłócić z moim bratem, ale na pewno nie pozwolimy, żeby jakaś banda dzieciaków zrujnowała naszą firmę. Za dużo kasy wsadziłem w ten cały przemysł filmowy. A poza tym świetnie się przy tym bawię. – roześmiał się.
- Aha. Nie mam pojęcia co to jest ten przemysł filmowy i jakiś siódmy sezon, ale radzę ci, żebyś kolejne nauczki przeprowadzał z dala ode mnie i Gabrieli. Jasne? – rzuciła groźnie wojowniczka.
- Słowo harcerza. – odparł Ares unosząc dwa palce w górę.
W tym momencie nad stołem przeleciał kostur. Xena w ostatniej chwili złapała go przed swoją twarzą. Niestety, siedziała cały czas na odchylonym krześle i gwałtowny ruch spowodował, że straciła równowagę i wywróciła się razem z siedziskiem na podłogę.
- Gabriela! Odbiło ci?! Już drugi raz dzisiaj walisz mnie tym badylem. Za pierwszym razem mało nie złamałaś mi nosa.
- Chciałam tylko sprawdzić czy osoba w twoim wieku jeszcze… - bardka zawiesiła na chwilę głos. - m-o-ż-e – przeciągnęła zmysłowo głoski.
Xena poderwała się z ziemi i ruszyła w stronę bardki.
- Już ja ci pokażę co jeszcze m-o-g-ę!
- Aha, ale najpierw będziesz musiała mnie złapać! – odparła Gabby, chichocząc i obie zaczęły ganiać się wokół stołu, zanosząc się przy tym śmiechem.
- Nie powiedziałeś im oczywiście, że zapomną to co się wydarzyło? – spytała Afrodyta brata szeptem.
- Jeszcze nie zwariowałem. – odparł, również szeptem. – No może nie zapomną najistotniejszych elementów, ale nie będą pamiętać żadnych wysłańców, ani tego, że to tylko moja gra ich kosztem. Nie oszukujmy się, aktorki z nich takie sobie, a ja nie mogę sobie pozwolić, żeby mój kunsztowny plan legł w gruzach, tylko dlatego, że któraś z nich zacznie się śmiać w środku akcji. Muszą być tak samo zaskoczone jak oni.
- Aha. – Afrodyta pokiwała głową. - Ale pozwolisz mi się też nieco zabawić dobrze? Tylko troszeczkę? Proszę, proszę, proszę! – zaczęła szarpać ramię brata. - Wiesz jak kocham robić psikusy Xenie i Gabrieli, i w ogóle śmiertelnikom.
- No dobrze. Ale obiecaj, że nie będziesz nic robić na własną rękę. – zgodził się Ares, uwalniając od uścisku Afrodyty.
- Ech, zarabiam na nich kupę szmalu, ale wciąż nie mogę pojąć jednego... Za co ci ludzie tak je uwielbiają?! – westchnął zrezygnowany widząc, jak Xena szczypie Gabrielę w pupę, a ta gryzie ją w rękę i ciągnie za włosy. - Jak dzieci… jak małe dzieci… - pokręcił z niedowierzaniem głową.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Xena Warrior Princess: Polskie Forum XWP Strona Główna -> Fan Fiction Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin