Forum Xena Warrior Princess: Polskie Forum XWP Strona Główna Xena Warrior Princess: Polskie Forum XWP
Xena Warrior Princess
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
Prawdziwa codziennosc - w ramach odgrzewek ;p

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Xena Warrior Princess: Polskie Forum XWP Strona Główna -> Fan Fiction
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Aiglon
Czeladnik Hefajstosa



Dołączył: 20 Wrz 2006
Posty: 114
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią 10:54, 19 Sty 2007    Temat postu: Prawdziwa codziennosc - w ramach odgrzewek ;p

PRAWDZIWA CODZIENNOŚĆ
By Aiglon



_________________________________________________________________________________


Xena smętnie siedziała przed oknem i wgapiała się niechętnie w korek samochodowy na placu Grunwaldzkim. Napiła się herbaty i z niechęcią spojrzała na brunatną ciecz bełtającą się w kubku. Niestety Gabriela nie zdążyła pojechać wczoraj do Geanta i nie załapała się na promocję Liptona. Teraz znowu musiały pić jakąś lurę, za 2,50 zł 100 torebek.
- I nawet cytryny nie ma – mruknęła niechętnie Xena. Promocja na cytryny była ostatnio miesiąc temu i od tego czasu one obie zdążyły już pochłonąć te dwa kilogramy.
Gabriela weszła do kuchni i zaczęła zmywać po śniadaniu. Zmywarka też się zepsuła, a Xena nie miała ostatnio czasu się zająć naprawą. Obawiała się jednak, że tego złomu to już nic nie wskrzesi, nawet ambrozja.
- Wiesz, że dzisiaj przychodzi ksiądz po kolędzie? – zapytała Gabriela wycierając ręce w wilgotny jeszcze ręcznik. Po czym nalała sobie gorącej herbaty i usiadła blisko Xeny. No tak – znowu trzeba będzie rzobić awanturę w administracji. Ogrzewanie dzisiaj rano coś nie działało za dobrze.
- Znów? – Xena skrzywiła się wyraźnie.
- Znów – mruknęła Gabby też oglądając sobie samochody na placu Grunwaldzkim. – Raz do roku przychodzi.
- Poudajemy, że nas nie ma – mruknęła wojowniczka, po czym wstała i rozglądnęła się za dowodem rejestracyjnym. Czas jechać do pracy.
- Znowu? – uśmiechnęła się Gabriela i przeciągnęła się leniwie.
- Przecież zrobi chryję na całą parafię, jak zobaczy co tu się dzieje – Xena ze zmarszczonymi brwaimi dalej przwracała papiery na biurku w poszukiwaniu dokumentów.
- A co? Chcesz mu dać jakiś pokaz? – Gabriela mrugnęła filuternie.
- Dziękuję. Po ostatnim razie mam dosyć eksperymentów – skrzywiła się wojowniczka chowając wreszcie portfel i dokumenty do tylnej kieszeni spodni.
- To nie był mój pomysł – mruknęła Gabby i znowu spojrzała sobie przez okno.
Ostatnim razem szał namiętności ogarnął je w łazience o powierzchni 4 metrów kwadratowych i zaczęły sie kochać na pralce, która akurat wirowała pranie. Pralka lat miała niewiele mniej niż Gabriela i podczas tej chwili uniesienia zaczęła skakać po całej łazience. Niestety nie był to efekt stymulujący. Szczególnie, kiedy one obie spadły z tej pralki.
Xena teraz w pośpiechu zaczęła szukać kluczyków do samochodu. Gabriela chwilę przyglądała się jej wysiłkom, po czym ruchem głowy wskazała wieszaczek na klucze.
- Zawieść ci dzisiaj te opowiadania do redakcji?
- A dasz radę zapalić samochód? Przymrozek był w nocy.
Xena wzruszyła ramionami i szybko do kieszeni schowała odmrażacz do zamków.
- Jak dałam wczoraj, to czemu nie dzisiaj? W razie czego zapalę na szmatę, albo obudzę Joxera z drugiego piętra i pomoże mi popchać.
Gabriela pokręciła głową.
- Bedziemy musiały się wreszcie szarpnąć na jakieś auto.
- Jak bedziemy miały z czego, to daj znać. To co z tymi opowiadaniami? – Xena zaczęła sznurować buty, opierając jedną nogę o blat stołu. Gabriela udawała, że tego nie widzi.
- Nijak. Wczoraj musiałam zrobić format, bo jakiś debil przysłał mi swoje xxxpics i nie zdążyłam opowiadań poprawić. Jutro zawieziesz.
Xena westchnęła i wzruszyła ramionami.
- Trzeba było mnie obudzić. Może dałabym radę coś zrobić.
- Może – przyznała Gabriela, po czym zmieniła temat. – To o której mówiłaś, że wrócisz?
- Nie wiem – westchęła tamta. – Pewnie koło czwartej. Jak mnie wypuszczą. Wiesz jak tam jest.
- No to miłego dnia kochanie – Gabriela dała jej buzi, po czym wzięła w obie dłonie swój kubek z herbatą i zaspana ruszyłą do sypialni – Wracam do łózka.
- Pa – mruknęła cicho Xena, po czym uśmiechając się wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi.

Zimno było jak diabli. Xena postawiła kołnież kurtki i podreptała przez śnieg do samochodu. Biedny, żółty Maluch stał otulony białym puchem i patrzył się na nią bezradnie tymi swoimi reflektorami. Xena skrzywiła się niechętnie, ale z determinacją podjęła próby reanimacji. Najpierw przebijała się kluczykiem do zamarznietego zamka, następnie, kiedy już się dostała do środka, usiłowała bestie uruchomić. Nic to nie dawało, ewidentnie akumulator wymagał ładowania.
- No tak – mruknęła. – Wczoraj zapaliłam światła wieczorem. To cię chyba wykończyło, co? No dobra, zostaje komunikacja miejska.
Kiedy ruszyła w stronę przystanku, zobaczyła jak Ares, sąsiad z 5 piętra, z wynajmowanego garażu wyprowadzał czarne, nowe BMW. No tak, niektórzy to mają fajnie. Oj Xena, Xena, trzeba było zostać bizneswoman, a nie ginekologiem.
Oczywiście kiosk był zamknięty („Kiosk zamknęty z powodu mrozu. Przepraszamy”), a nie miała drobnych na bilet. Szarpała się przez chwilę po sklepach usiłując rozmienić dwa złote, w końcu, gdy zdyszana przyleciała na przystanek, zwiał jej autobus.

Do szpitala przyjechała spóźniona, zmarznieta i zła. Amarice zrobiła jej herbaty, po czym wieszając jej kurtkę na wieszaku i otrzepując ze śniegu, powiedziała:
- Wiesz, dzisiaj znowu masz sporo pacjentów. Ta nieszczęsna Callisto zrobiła już awanturę na cały oddział. Nie lubi cię za bardzo.
Xena westchneła. Zawsze miała zatargi z panią ordynator, od kiedy odkryła, że Callisto nielegalnie przeprowadza zabiegi aborcyjne. Wprawdzie na nią nie doniosła (miała wystarczająco dużo problemów), ale pani doktor czuła się źle z faktem, że ktoś o tym wie.
- Co znowu wymyśliła?
- Że zaniedbujesz pacjentów.
- Spóźniłam się 15 minut! W dodatku to nie ja mam prywatny gabinet, który ma priorytet nad szpitalem. Nieważne zresztą? Kogo mamy dzisiaj?
- Biedactwo. Masz dzisiaj straszny dzień. Pierwsza jest Meg...
- O nie, znowu... Ta kobieta powinna przestać umawiać się z jakimiś dziwnymi typami. Callisto już zdążyła zbić na niej fortunę.
Amarice zachichotała. Xena przebierając się w szpitalne ciuchy, gestem nakazała jej mówić dalej. Dziewczyna spojrzała więc na karty:
- Potem jest Varia..
- Bożeeee. Pewnie znowu zrobiła sobie kuku. Ta kobieta ma pecha w życiu.
- Następną mamy Najarę.
- Tej kobiecie potrzebny jest psychiatra a nie ginekolog. Coś jeszcze?
- Lista jest długa. Ta japonka z Uniwersytetu Wrocławskiego, Akemi.
- Nieee...
- I jeszcze Velasca, Yakut i Afrodyta.
- Załamałaś mnie – Xena z niechęcią spojrzała na stos kart.
- Nie trzeba było się spóżniać – westchnęła Amarice. – Ja nic na to nie poradzę. Powinnaś jeszcze zjarzeć na oddział do Artemidy i jej nowonarodzonego synka.
- Ta kobieta to w ogóle jakiś wybryk natury. Ciekawi mnie tej jej mąż. Jak udało jej się urodzić dziecko będąc dziewicą. A co do spóźnienia – samochód mi zdechł. Musiałam się teleportować komunikacją miejską.
- Powinnaś zmienić auto.
- Gabriela też tak mówi. I co? Mam iść do Callisto po podwyżkę? Bardzo zabawne. A może po premię???
- A może nauczysz się wreszcie przyjmować dowody wdzięczności od pacjentów?
- Dowody wdzięczności to ja przyjmuje. Ostatnio obaliłyśmy przecież z Gabrielą tego wielkiego whiskacza, co dostałam od Grinhildy. A pieniędzy przyjmować nie będę.
- To sie bedziesz spóźniać – westchnęła Amarice i zaczęła przekładać papiery na biurku. Xena sprawdzała czy wszystko jest na swoim miejscu. Nagle do gabinetu weszła jedna z pielęgniarek i rzuciła jeszcze jedną kartę na stół.
Xena jęknęła.
- Nie wyjdę stąd do jutra. Kto to znowu?
- Brunhilda.
- Nie, tej baby leczyła nie będę. Niech idzie do kogo innego, do Callisto, do...
- Zarejestrowała się do ciebie i koniec.
- Ale ja już mam wiecej pacjętów niż czasu!
- Ja ci nic nie poradze. Od kiedy zwolnili Virgila, to mamy dzikie tłumy. Wiesz jakie ograniczenia daje nam ministerstwo – pielęgniarka wzruszyła ramionami i wyszła.
Amarcie spojrzała na Xenę.
- To ona? Ta co Gabrielę podrywała.
- Taaaa. I teraz jeszcze przychodzi mi tutaj – Xena wescthnęła głęboko. – No trudno. Ja też nic nie poradzę. Wołaj pierwszą owcę na rzeź.

Xena siedziała jeszcze i uzupełniała papiery, kiedy zadzwonił telefon. Odebrała, ale badziewie nie łączyło z linią zewnętrzną, tylko słyszała nawijanie pielęgniarek. Wściekła popędziła do rejestracji.
- Tak?
- To ty kochanie? – odezwał się zirytowany głos Gabrieli. - Czekam przy telefonie już dobre 5 minut. Nie mogłaś pobiegać sobie po szpitalu jeszcze przez 10?
- Telefon w gabinecie mi wysiadł – Xena ciężko usiadła na krześle ignorując pytające spojrzenia reszty towarzystwa. – Coś się stało słonko?
- Nie, po prostu zastanawiałam się, czy mamy jakieś plany na wieczór, czy też reflektujesz na kolację przy świecach?
- Przy tych trzech kuśtypkach co nam zostały z wigilii?
- No wiesz.. – Gabriela próbowała się obrazic, ale jej nie wyszło.
- Jasne, że reflektuję – Xena uśmiechneła się. – Mogą być kuśtypki. Co na obiad?
- Cóż. Myślałam, że świece zrekompensują trochę dobór menu...
- To znaczy znowu bigos ze słoika od twojej mamy?
- Mogą być pulpety w sosie pieczarkowym od twojej.
- Wszystko jedno. Jak ty to odgrzejesz, na pewno będzie pyszne. Aaa... właśnie...
- Tak?
- Jeżeli chcesz to mamy zaproszenie dzisiaj wieczorem do klubu. Na koncert. Możemy wypaść, zjeść coś na mieście i spędzić wieczór w lokalu.
- Jaki klub, czyj koncert i o czym ty mówisz???
- Afrodyta, ta jedna moja pacjętka...
- Ta co nosi różowe majtki?
- A więc mówiłam ci o niej? Tak, to ta. No więc ona ma klub. Nazywa się „Różowa Landrynka” – odpowiednio do koloru jej majtek.
Panie w recepcji spojrzały na Xenę bardzo, bardzo dziwnie i nieco z naganą. Odchrząknęła i kontynuowała:
- No więc mają tam dzisiaj koncert Bregovica i Krawczyka....
- Ueee.. Nie lubie tego... Ale... z drugiej strony.. tam jest fajny drinkbar!
- I nie będziemy musiały ukrywać się przed księdzem!
Panie w recepcji spiorunowały Xenę wzrokiem.

Kebab u Turków był tak samo tłusty jak zwykle i tak samo zapychający, ale przynajmniej był jakąś odmianą po pulpetach, bigosie i karpiu po żydowsku. Miasto nocą wyglądało przepięknie, choć było przeraźliwie zimno. Obie postanowiły się przejść, jako że samochodu uruchomić się nie dało i akumulator obecnie ładował się w kuchni.
- Jak dzisiejszy dzień? – zapytała Gabriela.
- Męcząco. Zawsze muszą do mnie przychodzić najbardziej skomplikowane przypadki.
- Doceniają cię. Jesteś najlepsza.
- Szkoda, że Callisto tego nie docenia.
- Hmm.. Calisto – Gabriela zapatrzyła się na odbicie świateł katedry w rzece. – Wiecznie ta Callisto. Może byś się tak przeniosła do innego szpitala?
- Wywalili Virgila, wcześniej wywalili Marcusa. Teraz to nie jest takie proste.
- Więc otwórz prywatny gabinet! – zapaliła się Gabriela. – Wszystkie pacjentki pójdą za tobą. Wziełabyś kredyt. Mamy jeszcze trochę oszczędności. Byłoby nam trochę ciężko, ale w końcu wyszłabys na swoje.
- Tak, jeżeli bym nocami ciąże usuwała.
- Oj Xeno! To świetny pomysł! Wyobraź tylko sobie ten napis! Prywatny gabinet ginekologiczny. Doktor Xena z Amfipolis.
- Zapominj.

W klubie było tłoczno i duszno, a dym papierosowy szczypał w oczy i gardło. Oczy Xena przetarła, natomiast gardło pośpiesznie przepłukała, Gabriela pospiesznie poszła w jej ślady. Afrodyta nakazała barmanowi dolewać im obu do pełna i to na koszt firmy, więc zaczęły wybierać od końca karty. Po trzecim kieliszku doskonałej anyżówki, Gabriela wyrwała się na parkiet ( Krawczyk i Bregovic przestali jej widocznie przeszkadzać – chęc podrygiwania była większa). Xena trzymała się raczej szlachetnych alkoholi i pozwoliła sobie nawet na cygaro kubańskie. Takoz na koszt firmy.
Kiedy ćmiła je rozkoszując się doskonałym smakiem, podeszła do niej roześmiana Afrodyta. Jak zykle ubrana na różowo – miała nawet różowe kwiatki we włosach.
- Och pani doktor, jak się cieszę, że pani przyszła! To dla mnie prawdziwa radość gościć panią tutaj – i zamówiła sobie malibu.
- Fajna impreza – rzuciła Xena ciamkając dalej to kubańskie choelrstwo. Rzuciła palenie kiedy marlboro podskoczyły do 5 złotych i 85 gorszy. Po tak długim okresie przerwy nawet doskonałe cygaro robiło sie od połowy obrzydliwe.
- Dziękuje! – Afrodyta ucieszyła się niezmiernie. – Bardzo mi pani pomaga, naprawdę. Gdyby nie pani, to naprawdę nie wiem jak ja i Hefcio moglibyśmy... – po czym spojrzała na barmana i machnęła ręką. – Nieistotne.
Xena zainteresowała się. Powinna kiedyś porozmawiać z tym słynnym Hefciem. Problemy jego żony powinny być i jego problemami. Szczególnie w tym przypadku.
- Pani mąż jest tutaj?
- Ależ skąd, skarbie! – Afrodyta machneła rączką i mało nie wylała tego malibu. – Siedzi w tym swoim warsztacie i klepie tą blachę, ja naprawdę nierozumiem co mężczyźni widzą w babraniu się w olejach i smarach. I jak potem ciężko domyc ręce! - Nie powiedziała czyje – jej czy męża.
Hefcio z zawodu był blacharzem samochodowym. I klepał same najlepsze samochody w mieście. Młodzi i bogaci ludzie nie jeździli wcale bezpiecznie, a on zawsze dostawał najlepsze zamówienia.
Xena przypomniała sobie swojego żółtego Maluszka. I dzisiejsze wyjmowanie akumulatora.
- Dzisiaj dostał do naprawy śliczny samochód. Aresa, tego biznesmena, wie pani. Rozbił się dzisiaj na placu Dominikańskim. Strasznie się skasował.
He, he, he. Śliczne, czarne BMW.
- To szkoda – mruknęła. – Myślałam, że poznam pani męża. Wreszcie.
Afrodyta zarumieniła się mocno i nawet półmrok jaki panował w lokalu nie potrafił tego skryć. W tym momencie z parkietu przyleciała zmęczona, spocona jak mysz Gabriela i z błyskiem szaleństwa w oku wychyliła na dzieńdobry jedno małe piwo.
Właścicielka lokalu wykorzystała ten moment i szybko zmieniła temat:
- Nie myślała pani, pani doktor, czy nie załozyć własnego biznesu?
- Jakiego biznesu? – Xena spojrzała na nią zaskoczona.
- Jak to??! Własnego gabinetu! Każdy lekarz o tym chyba marzy.
- Ja też ja na to namiawiam! – wydusiła z siebie Gabriela pijąc drugie piwo. Xena obrzuciła ja morderczym spojrzeniem.
- A pani jest najlepsza w swoim fachu – kontynuowała Afrodyta. - Ja naprawdę nigdy nie chodzę do państwowych lekarzy, ale pani jest wyjatkiem!
- To może nim pozostanę? – zaproponowała cicho wojowniczka przysuwając bliżej siebie szklanke whisky (Johnny Walker Black Label, rocznik 1986).
- Ależ to absolutnie nie do pomyslenia! – Afrodyta pochyliła się bliżej wojowniczki. Ta cofnęła się lekko. – Absolutnie! Pani musi załozyć gabinet!
- Ja też cały czas to powtarzam – uśmiechnęła się Gabriela. Xena odsunęła od niej wymownie kufel piwa. Gabriela przysunęła go sobie z powrotem.
- Przecież pani się męczy w tym szpitalu! To widać od razu! Te pensje, ta publiczna służba zdrowia! Pani jest za dobra, żeby tam zgnić!
Xena skrzywiła się wyraźnie. Afrodyta przysuneła do niej się konspiracyjnie.
- I jeszcze ta pani ordynator, pani Callisto! Wstrętna baba! Nigdy jej nie lubiłam!
- I jeszcze Callisto! – zawtórowała jej Gabriela
- Wie pani – zaczęła Xena spokojnie. – Ja nie mam środków na to...
- Pieniądze! Pieniądze się znajdą! Ja sama mam tutaj pomieszczenie, które się świetnie nadaje na gabinet. Nawet sama mogłabym pożyczyć odpowiednia sume! To jak? Zgadza się pani?
Xena spojrzała na Gabrielę, na Afrodytę, znowu na Gabrielę i wypiła do dna.
- Zastanowię się – mruknęła.

- Gabrielo, ty chyba nie mówisz poważnie! Gabinet ginekologiczny pomiedzy nocnym klubem, masarnią i warsztatem samochodowym? Czyś ty zwariowała?!
- Ale Afrodyta pożyczyłaby nam pieniadze na tą inwestycję!
- Ciekawe z jakim procentem!
- Obecałaś, że się zastanowisz.
- Obecałam. Zastanawiania koniec. NIE!
Gabriela spojrzała na nią ze smutkiem.
- Xeno, wiesz jak nam cieżko teraz. Fenixa zamknęli, Parowski mnie w Fantastyce publikować nie chce. Ja ledwo co przynoszę do domu.
- I to ma być powód żeby wpędzać się w długi?
- Xeno....
Wojowniczka spojrzała na swoją kobietę.
- No dobra – westchnęła cięzko. – Ale ten gabinet musi być wytłumiony! Ja zwariuję od tej spawarki!

- Callisto na ciebie czeka – mruknęła Amarice, kiedy Xena, ponownie spóźniona, staneła w drzwiach gabinetu. – Chyba to ma coś wspólnego z twoim zwolnieniem.
- Ty też masz mi to za złe? – westchneła Xena i weszła do gabinetu zdejmując kurtkę. Był już maj, ale nadal jeszcze było chłodnawo.
- No wiesz... sama powiedziałaś, że jak się ineteres rozkręci, to popracuję u ciebie. Poza tym ta szmata Callisto...
- Ta szmata Callisto właśnie panią zwalnia, pani Amarice – dobiegł ich ostry, wysoki, kobiecy głos.
Odwróciły się gwałtownie. W drzwiach stała pani ordynator.

- Pani doktor – Callisto powoli siadała za swoim biurkiem. Miała wielce zadowolony wyraz twarzy. – Mamy problem – zawiesiła głos, ale na Xenie nie zrobiło to wielkiego wrażenia. Te teatralne gesty przy wezwaniu na dywanik, nie były nowością. Callisto skrzywiła się więc i mówiła dalej:
- Jedna z pani pacjętek, niejaka Akemi, twierdzi, że przeprowadziła pani 40 tysiecy nielegalonych aborcji. W tym jedną na niej. Podobno zabiegi odbywały się w pani gabinecie, tutaj w szpitalu, po godzinach. Stawia to nasz szpital w bardzo niekorzystnym świetle. Będę musiała złożyć doniesienie do prokuratury.
- Co? – Xenę zatkało. – 40 tysiecy? Powariowaliście??? Co druga kobieta w tym mieście musiałaby być załatwiona przeze mnie!
- A więc pani sie przyznaje?
- Oszalałaś kobieto? Nie robię takich rzeczy! W ogóle! A 40 tysiecy? Kto miał taką wyobraźnię???
- Od kiedy przeszłyśmy na „ty” pani doktor? – Callisto zerwała się ze swojego fotela.
- Od kiedy rzucasz na mnie takie głupawe oskarżenia! – Xena też stanęła na nogi.
- Pani się zachowuje karygodnie!
- Dziękuję, nawzajem! Nie ja tutaj wyprawiam takie numery po nocach!
- Pani mi cos insynuuje!
- Ja tylko stwierdzam fakty!
- Dzwonię do prokuratory! – Callisto sięgneła po telefon
- Spróbuj! To ja też zadzwonię!
Callisto zawahała się.
- Nie powstrzymasz mnie!
- Od kiedy to przeszłyśmy na „ty” pani ordynator? Ale masz rację. Nie mogę cie powstrzymać. Za to mogę zrobic to!
Xena szarpnęła się gwałtownie i dwoma silnymi uderzeniami palców odcieła Callisto dopływ krwi do mózgu. Pani ordynator jękneła głucho, zacharczała i upadła na podłogę. Wojowniczka podbiegła do niej sprawnie jak pantera.
- Obie skończyłyśmy medycynę, więc chyba wiesz co się z tobą dzieje. Ale może spałaś na wykładach, więc ci powiem. Odciełam ci dopływ krwi do mózgu.
Od strony Callisto dobiegło wściekłe „hyhrr”.
- Nie jestem głupia – Xena mówiła dalej. – Chcesz mnie pogrążyć, nim przejdę na swoje. Ale ci się nie uda. Jeden telefon do prokuratury i znajdą się dowody, co do twojego porcederu. Prawdziwe, a nie sfabrykowane. Wszyscy wiemy, czym się tutaj zajmujesz, więc może czas się ciebie pozbyć?
Xena usiadła i spojrzała na zegarek. Nigdy się nie mogła połapać, czy ofiara ma 30 czy 40 sekund życia. A może to była minuta? Też chyba przysnęła na tym wykładzie.
- Hyyrrr!! – tym razem zduszone.
- Mam dla ciebie porpozycje. Wycofasz to oskarżenie i powiesz Akemi, zeby się zgłosiła do psychiatry, bo ma widoczne urojenia. Alti pewnie chętnie ją przyjmie. Amarice zostanie na swojej posadzie. Dopuki jej nie zabiorę ze sobą. A ja w zamian nie powiem prokuraturze co ty tutaj wyrabiałaś. Wiesz, jakoś personel mnie bardziej lubi niż ciebie. Chyba raczej świadczyć będą na twoja niekorzyść w razie czego. Nie trzeba było być taką szmatą.
- Hhh..HH...rrrrr..yyyy!!!!!...YYYYY!
- A, no i jak sie zgodzisz, to cię odetkam z tego. Co ty na to? Zgadzasz się?
- Hryyyyyy! – potakujące.
- Jakiś komentarz? Zastrzeżenia?
- HRRRRRRRRRRRR!!!!!
Xena westchnęła ciężko.
- No dobra. Szkoda, myślałam, że sie nie zgodzisz.
Dwa szybkie uderzenia i Callisto leżała na podłodze ciężko dysząc. Xena miłosiernie podała jej chusteczkę. Callisto wyrwała ją jej z ręki i otarła krew, która kapała jej z nosa. Jej wzrok mógłby zabijać. To znaczy wzrok Callisto, a nie krwi.
- Muszę już iść – Xena podniosła się. - Bedziesz pamietała o naszej małej umowie?
- Zapłacisz mi za to – wdusiła z siebie Callisto.
- Nie sądzę – Xena zbliżyła się już do drzwi, ale odwróciła się w ostatniej chwili – Aha. Mała uwaga. Lepiej popracuj nad swoim głosem, zanim wyjdziesz na oddział. Strasznie charkoczesz.

Gabriela odwróciła się gwałtownie, kiedy wysłużony Maluszek niezgrabnie wgramolił się na wysoki krawężnik, parkując przed wejsciem do nowego gabinetu ginekologicznego.
- Cześć kochanie! – rzuciła do wysiadającej z samochodu Xeny i usiłowała otrzeć plamę farby z policzka rozmazując ją tylko.
- Cześć. Co w domu?
- Wszystko w porządku. A w pracy?
- Dzisiaj miałam przeprawę z Callisto. Głupia baba, myslała, że mnie zaszantażuje.
- Musisz mi wszystko opowiedzieć. Ale najpierw lepiej mi powiedz gdzie to powiesić.
Pokazała Xenie tablicę, którą trzymała w ręku.
- Hmm... Chyba ja powinnam to zrobić – Xena usmiechnęła się szeroko i zdejmując kurtkę, ruszyła w kierunku drabiny.
- Uważaj – jeknęła Gabriela, kiedy Xena oparła się o ścianę. – Właśnie to malowałam! – dodała po chwili, kiedy Xena podziwniała właśnie swoją białą dłon.
- No to wybór jest prosty – rzekła wojowniczka. – Powiesimy to tam, gdzie już wyschło.
Po chwili przymierzania, okrzyków Gabby w rodzaju „troche w prawo, nie, w dól, nie, w lewo”, tablica została zawieszona, a Xena była już cała w białych plamkach.
Wojowniczka zeszła z drabiny i obejmując Gabrielę ramieniem spojrzała na tablicę.
- Trochę zmieniłaś napis – mruknęła.
- Tak. Stwierdziłam, że doktor Xena z Amfipolis brzmi dziwacznie. Jak ten ci sie podoba?
- Bardziej, o wiele bardziej – usmiechnęła sie Xena, po czym szarmancko otworzyła prze Gabrielą drzwi do Malucha. Ta zaśmiała się i wskoczyła do środka. Xena wpakowała się za kierownicę i samochód ruszył z popiskiwaniem opon.
Na białej ścianie, koło masarni, pomiędzy warsztatem samochodowym a nocnym klubem, z prawej stroniy szklanych drzwi wisiała tabliczka:



XENA WOJOWNICZA KSIĘŻNICZKA
GINEKOLOG
Gabinet Prywatny

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Koniec


Aiglon
[link widoczny dla zalogowanych]

PS: Dedykowane Misiakowi – jezeli oczywiscie po lekturze nie zabije mnie za owa wizje Callisto. Bo przez niego usiadlam i ogladnelam „Klinike uniwersytecką”, hehehe.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Xena Warrior Princess: Polskie Forum XWP Strona Główna -> Fan Fiction Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin