Forum Xena Warrior Princess: Polskie Forum XWP Strona Główna Xena Warrior Princess: Polskie Forum XWP
Xena Warrior Princess
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

ze swiata pbma

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Xena Warrior Princess: Polskie Forum XWP Strona Główna -> Fan Fiction
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
R
Niszczyciel Narodów



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 4178
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 4:37, 05 Lis 2006    Temat postu: ze swiata pbma

W sumie nie wiedzialam gdzie to wrzucic (bo to gra) i czy w ogole (bo zdechlo i nie wiem czy nie powinnam tego moze ukrywac Smile)
[link widoczny dla zalogowanych]
Trzeba czytac od dolu do gory, czyli na samym dole sa czesci najpierwsze, a u gory jest czesc ostatnia - jak blog.
Co to dokladnie jest znajdziecie na stronie glownej, gdzie znajduje sie wstep.
To miala byc kontynuacja gry rpg, ktora kiedys prowadzilismy w swiecie serialu. Gra sie rypla, ale czesc osob chciala ja kontynuiwac i tak powstalo to co pod linkiem. Niestety Misiak nawalil i olal pozostalych graczy az im w koncu tez przeszlo (bo ile mozna czekac na kolejna czesc historii...). Ja mam jeszcze pare scenek napisanych do tego i leza one sobie na twardzielu, no ale co mi po nich jak nie mam pozostalych postaci dramatu...
Pzniej wrzuce jeszcze cos w zwiazku z pbmem - jako wtret do watku jak moze zachowywac sie bogini wojny...
PS Lash nie mow kim jestem, niech sprobuja zgadnac
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
R
Niszczyciel Narodów



Dołączył: 18 Kwi 2006
Posty: 4178
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 23:32, 05 Lis 2006    Temat postu:

obiecany wtret, co poniektorym na forum znane doskonale <g>

Spotkanie z Isztar


- Kim jestes?
- Naprawde nie wiesz? Pomysl...
Postac falowala, miala niewyrazne kontury. Sirhana nie byla nawet pewna, czy ma przed soba sylwetke ludzka, czy zwierzeca.
Sprobowala sie skupic. Obraz wyostrzyl sie. Zobaczyla mezczyzne... nie, kobiete... z atrapa meskiej brody, uskrzydlona, o ptasich szponach miast stop, u jej boku stal plowogrzywy lew...
Oczy Sirhany zwezily sie.
- Isztar!
Istota rozesmiala sie... choc jej usta nie poruszyly sie, a twarz nie zmienila dostojnego, lecz obojetnego wyrazu. Lew polozyl się na ziemi i ziewnal leniwie.
- Tak, jestem nia... I wieloma innymi.
- Kim?
- Inanna, Izyda, Arisztar, Lucyferem, Afrodyta...
Wraz z imionami brzmiacymi w umysle Sirhany, istota przed nia zmieniala się, przyjmujac ksztalty kazdej z bogin.
- Jestem kazda z nich... i zadna rownoczesnie. Jestesmy... bytem. Galeziami jednego drzewa, odnogami jednej rzeki. Jednoscia i odrebnoscia. Swiadomoscia w wielu formach.
- Nie wierze ci. Jak mozesz byc jednoczesnie grecka i babilonska boginia? Egipska i sumeryjska? Czesc oddaja im rozne narody, sla sprzeczne modlitwy, a sa i tacy smiertelnicy, ktorzy obcuja z nimi, jak wiec...
- To mozliwe? Ludzie nadaja bostwom imiona i ksztalt. Czesc bytu staje sie nimi, sa na tyle prawdziwe na ile wyznawcy w to wierza. Maja moc, wladze, swiadomosc... Czasem smiertelnicy nadaja te same imiona jednemu bogu i on staje sie wsrod nas silniejszy, a czasem wiele, roznym, co czyni go slabszym. Ja nad grecka Afrodyta czy egipska Izis mam tyle wladzy co wy smiertelnicy nad swymi marzeniami sennymi. Tak samo i one nade mna, a gdyby przybyly do Uruk bylyby niczym westchnienie wiatru. Lecz, jesli ktos wezwie imie Inanny i Isztar, wezwie tylko mnie, bo nie ma dwoch... Wszystkich pierwszych i starszych bogow laczy wiez. Jedni w wielu...
- Nie sluze zadnemu bogu! - przerwala jej Sirhana. - Sama decyduje o swoim losie. Nie dam ci sie omamic.
Boska istota zaczela tracic swe ludzkie ksztalty. Jej doskonale cialo stalo sie welonem dymu. Regularne rysy twarzy rozplynely niczym w zmaconym odbiciu. Blask glebokich i ciemnych oczu niknal...
- Przestan! - Sirhana uslyszala w swej glowie syczacy glos, ostry niczym smagniecie bicza. - Wiem, ze chcesz poznac odpowiedzi na dreczace cie pytania. Dowiedziec czemu tu jestes. Tylko w materialnej postaci moge ci odpowiedzec... tak by twoj umysl mnie zrozumial...
Sirhana niechetnie opanowala gniew. Uspokoila mysli. Zamknela oczy.
Gdy znow je otworzyla przed nia stala smukla, naga kobieta. Nie byla wysoka lecz proporcjonalnie zbudowana. Miala skore o odcieniu lekkiego brazu, nie zeszpecona najmniejsza blizna. Ciemne wlosy, dosc krotko obciete dodawaly jej niebezpiecznego uroku. Spojrzala na wojowniczke brazowymi oczami. Nie emanowala od niej oniesmielajaca moc. Nie byla oslepiajaco piekna, lecz kazdy smierteny mezczyzna zwrocilby na nia uwage, doceniajac jej ksztalty i regularne, choc semickie rysy twarzy. Twarzy, ktora Sirhana doskonale znala...
Kobieta omiotla spojrzeniem swoje cialo, na moment uniosla dlonie do oczu i przyjrzala im sie, potem przeszla kilka krokow stawiajac delikatnie stopy i wdziecznie uginajac biodra. Wygladala jakby smakowala nowe wcielenie... W jej oczach mignelo zaciekawienie. A gdy odezwala sie, Sirhanie wydalo sie, ze slyszy w glosie bogini nuty rozbawienia - Czyzby smiertelni filozofowie mieli racje? Kazda ludzka istota sama sobie jest najwiekszym wrogiem? Czy najbardziej obawiasz sie wlasnie siebie Sirhano?
Wojowniczka usmiechnela sie krzywo.
- Wrecz przeciwnie. Chcialas bym nadala ci ludzkie ksztalty. Wizerunki jakie stworzyli ci wyznawcy sa... - zawahala sie - Jestem czlowiekiem walki i zawsze staram sie zdobyc przewage nad przeciwnikiem. Oczyscilam umysl i obraz jaki w nim pozostal, to naga kobieta. Wole bys stala przede mna taka jak teraz, niz miala kly, ptasie szpony, bron i inne tego typu atrybuty, na ktore musialabym zwracac baczna uwage, a tobie moglyby zapewnic zwyciestwo w potyczce. A co do konkretnego wygladu... - usmiechnela sie - Kogo znam lepiej niz siebie sama i swoje wlasne cialo? Przynajmniej moge w duzej mierze przewidzec czym mozesz mi zagrozic w tej posttaci...
- Jesli poczujesz sie przez to pewniej... - bogini kiwnela glowa zadowolona z takiego wyjasnienia.
- Czego ode mnie chcesz? - Sirhana przeszla do rzeczy. Miala nadzieje, ze bogini nie jest w stanie wyczuc jej zaniepokojenia obecna sytuacja.
Isztar jakby nie uslyszala jej pytania, albo swiadomie je zignorowala.
- Wszyscy bogowie maja jeden nadrzedny cel. Musza o nim pamietac niezaleznie od czasu, wiary, miejsca...
- Cel? Jakiz cel moga miec bogowie?
- Taki jak kazda istota. Trwac... i przetrwac...
- Czy dla przetrwania pozwalacie by na swiecie szerzylo sie zlo? Wojny prowadzone w waszym imieniu, zniszczenie, ofiary... - wojowniczka wyliczala z sarkazmem. Bogini westchnela cicho. Nie wiadomo czy z rezygnacja, czy z zalem.
- Czlowiecze nasienie. Jestescie jak aromatyczna gorycz w drogocennym winie, jak bol dziewicy przezywajacej ekstaze, jak smiertelny narkotyk... Jestesmy waszymi dziecmi, a wy naszymi. Wieczny krag, bez poczatku, bez konca. Nie mozemy bez was istniec, a jednak mozemy was niszczyc... Wypalamy sie wzajemnie.
Isztar spojrzala Sirhanie gleboko w oczy. Nie było w nich gniewu, lecz fascynacja. Wojowniczka nie wiedziala, czy to jej wlasny umysl plata jej figle. Czy to co widziala dzialo się naprawde? Bogini przemawiala dalej wielotonowym glosem.
- To wy nas takimi czynicie, wy smiertelnicy. Nadajecie nam swiadomosc inna niz swiadomosc bytu, ktorym pierwotnie jestesmy. My tylko postepujemy zgodnie z tym co staje sie nasza istota. Lecz zaleznosc od was smiertelnikow jest jednoczesnie zrodlem naszej mocy jak i zaglady... Im czesciej odpowiadamy na wasze wezwania, rozmawiamy, podejmujemy dzialania, a nie tylko obserwujemy, tym slabsza staje sie wiez z bytem. Zarzucasz nam, ze lubujemy sie w przemocy, ze glusi jestesmy na blagania o pomoc i litosc, ze moglibysmy przeciwstawic sie zlu i swojemu egoizmowi... Myslisz kategoriami smiertelnikow. To co cie tak boli, nasze postepowanie, jest takze tego skutkiem... Tego, ze bogowie zaczynaja myslec i zachowywac sie jak ludzie. Zapominamy kim jestesmy, a swiadomosc prawdy jest w nas coraz slabsza. Nie bedziesz chciala sie z tym zgodzic, ale tym gorzej jest im bardziej przejmujemy sie losem ludzi... Wtedy ten proces, ktory i tak trwa, bedzie szybszy... To tak jak z czlowiekiem, ktory zobaczy naraz zbyt wiele zla, potwornosci lub dobra... W koncu miedzy bogiem a bytem zostaje zerwana wiez...
- Czy wtedy bog umiera? - spytala Sirhana.
- Nie... Latwiej jest nas zabic niz myslisz, lecz nie od tego umieramy... Taki bog popada w szalenstwo. Chyba nawet ty, nie klaniajaca sie swiadomie zadnemu z nas, zdajesz sobie sprawe z niebezpieczenstwa, jakie niesie istota nie majaca nad soba kontroli, a posiadajaca wciaz boska moc? Szczesliwie, jesli zamyka sie w sobie i zasypia, budzac sie raz na kilka tysiecy lat...
- Wciaz nie wiem do czego ja jestem ci potrzebna. Czyzbys uwazala, ze moge zmienic ten proces?
- Mylisz sie w dwojnasob. Tak, mozesz zmienic, ty i tobie podobni. Nie, nie mozesz zrobic nic...
Sirhane meczyly te gry slowne. Sama potrafila gornolotnie sie wyslawiac, jako ze kultura, z ktora byla zwiazana, odcisnela na niej to pietno. Jednak wolala jasne i szybkie odpowiedzi. Niestety zdawala sobie sprawe, ze dla Isztar czas nie ma znaczenia, a sposob w jaki z nia rozmawiala i tak byl nadzwyczaj ludzki.
W dloni bogini zmaterializowal sie srebrny, zdobiony kielich. Uniosla go do ust, pociagnela lyk i dopiero wtedy sie odezwala. - Czy wiesz kim jestes?
- Ja... jestem Sirhana. Dawniej jedna z kasty. Dzis ich przeciwnikiem. Samotnym mysliwym. Kobieta...
- Tak, to tez. Ale siegnij glebiej. W przeszlosc przed kasta...
Sirhana skrzywila sie, nie chciala do tego wracac.
- Twoj lud byl spokojny. Wedrowni nomadzi, rolnicy... - Nigdy nie zastanawialo cie, czemu akurat ich spotkalo to co spotkalo? Czym sobie na to zasluzyli?
- Niczym. Napadly na nich bestie w ludzkiej skorze.
- Czemu to uczynily?
- Zawsze ci, ktorzy sa rozni od innych sciagaja na siebie gniew i bezrozumna przemoc. W dodatku moj lud wierzyl w boga, ktory nie chcial by ludzie wyrzadzali sobie nawzajem zlo. Nie chcieli bronic sie przed tymi, ktorzy ich przesladowali.
- Jak zwano twoj lud Sirhano?
Zmarszczyla brwi. Znala to tylko z relacji innych, jej pamiec litosciwie skrywala mgla zapomnienia.
- Mazdeistami. Czcicielami ognia.
A moze sie mylila. Moze po prostu nie chciala pamietac tego co sie stalo.
- A waszym bogiem byl Ahura Mazda. Jego prorokiem Zoroaster.
- Teraz to nie ma juz znaczenia. Prorok umarl dawno temu, a wyznawcy jednego boga nie istnieja.
- Czy aby na pewno? Ty Sirhano wciaz masz szacunek dla ognia. Dla tego kogo i co symbolizuje. Budza w tobie niechec ci, ktorzy traktuja go jak narzedzie. Wzdragasz sie przed takimi praktykami jak gaszenie go nieczystosciami. Twoja dusza wsluchuje sie w jego goraca, raz cicha raz ogluszajaca piesn, nawet jesli nie zdajesz sobie z tego sprawy. Pamietasz Sirhano. A pamiec smiertelnikow jest kluczem do naszego istnienia. Czy teraz wiesz czemu twoj lud spotkala zaglada?
Sirhana przez dluga chwile patrzyla na Isztar w milczeniu.
- Z kaprysu boga? Z powodu Ahury Mazdy?
- Tak. Lecz nie byla to kwestia boskiego kaprysu. Ahura Mazda sprowadzil na was zaglade z reki innego boga. Mojej...
Rysy twarzy Sirhany sciagnely się. Zabolalo, lecz nie poczula zdziwienia. Czego innego mozna bylo spodziewac sie po bogach?
- Przypomnij sobie moje slowa. - Isztar leniwie przeciagnela sie, jakby znudzona. - Naszym celem jest przetrwanie. Juz wtedy, gdy wyznawcy Ahura Mazdy byli czlonkami twego ludu, jego sila byla na tyle duza, by zagrozic innym bogom tego zakatka swiata. By ich wyznawcy zwrocili sie do niego. Odebrali im sile. Wtedy i teraz jestem w polowie drogi do szalenstwa. Swiadomosc wiezi oslabla we mnie na tyle, ze siegnelam po rozwiazanie najprostsze, takie jakie i wy smiertelnicy wybieracie. Pokierowalam wola i moca, przyczyna i skutkiem tak, by twoj lud stal sie obiektem ataku kasty. Czy teraz mnie nienawidzisz?
Sirhana sama zadawala sobie to pytanie. Kiedys, gdyby uslyszala takie slowa, dalaby sie poniesc wscieklosci. Rzucilaby sie z przeklenstwem na ustach na tego, kto by je wypowiedzial. Czlowiek czy bog, nie mialoby to znaczenia. Teraz popatrzyla tylko ze smutkiem na kobiete stojaca przed nia.
- Nie. Ja nie nienawidze bogow. Gdyby tak bylo, w jakis sposob oddawalabym im czesc. Sadze, ze obojetnosc lub pogarda bardziej ich rani. Nie moge cie nienawidzic za odebranie czegos, czego nawet nie pamietam. Lecz moge nienawidzic ludzi, ktorzy wyrzadzili mi zlo, wtedy i wiele lat pozniej. I wiem, ze byliby zdolni zrobic to, nawet gdyby zadne bostwo na nich nie wplynelo.


- Czy zastanawialas sie nad tym, ze mozesz byc po zlej stronie? Skad wiesz kto jest tak naprawde zly, a kto dobry? I jaki skutek moze przyniesc twoje dzialanie? Czy ratujac zycie niewinnego dziecka, nie skazujesz na smierc setek ludzkich istnien, ktore czeka zaglada w przyszlosci z reki owego dziecka? Nawet bogowie nie sa w stanie przewidziec kazdego zdarzenia, poczatku i konca, przyczyny i skutku.

- Nie masz nade mna wladzy.
- Nie skladasz mi holdow. Ale wierzysz w moje istnienie. To wystarczylo bym mogla cie tu sprowadzic. Wystarczy tez bym mogla zrobic to co zamierzam. Nie moge cie zmusic bys dzialala w moim imieniu. Nie przyniesiesz mi mieczy z wlasnej woli. Lecz moge sprawic, ze gdy nadejdzie czas bedziesz musiala dokonac wyboru. Nie bedziesz wiedziec, ktory zaprowadzi cie do mnie, poki sie nie dokona. Wystarczy jedna... - bogini przechylila puchar, na jego srebrnej krawedzi zamigotala kropla napoju. - by przechylic czare. Los zdecyduje, choc nie o wszystkim...
- Ahura Mazda zagrazal bostwom, jednoczac pod swym jedynym imieniem zbyt wielu. To jednak czynilo nas tylko slabszymi. Lecz wiekszym niebezpieczenstwem sa smiertelnicy, ktorzy nie wierza i nie pamietaja. A zapomniany bog Sirhano umiera.
- Kasta... - szepnela wojowniczka.
- Tak, kasta. Twoja zwierzyna. Kiedys bylas mi wrogiem, dzis sprzymierzencem. Czyz ludzie nie nazwaliby tego ironia losu? Jestes ostatnia z Czcicieli Ognia. Ale teraz juz nie zalezy mi na twojej smierci. Chce cie chronic.
Bogini podeszla do niej i wyciagnela reke w kierunku jej twarzy. Sirhana nie powstrzymala jej. Bogini odgarnela wlosy z jej czola.
- Moge odebrac ci bolesnie i okrutne wspomnienia...
Wszedzie krew. Blysk ostrza. Kobiece oczy rozszerzone przerazeniem i bolem. Oczy spogladajace na nia z odcietej glowy. Przystojna twarz mlodego czlowieka. Szyderczy smiech. Uwierzylas. I tak mialas zginac. Nawet nie zaluje, ze cie zabije.
- Przywrocic te spokojne, pelne radosci i zycia...
Te same kobiece oczy. Rozesmiane, emanujace poczuciem bezpieczenstwa i miloscia. Kochanie chodz do mamy. Przytul sie.
- Sprawic, ze znikna z twej duszy i ciala wszelkie rany. - Sirhana poczula jak cos delikatnie musnelo jej szyje. Tam gdzie skore szpecila dluga biala blizna. - Wystarczy, ze powiesz tak... - kusila Isztar.
- Nie! Zostaw mnie. - Wizje w jej umysle znikly jakby nigdy ich tam nie bylo. - Nic nie chce od ciebie. Chce pamietac cale zlo, ktore mnie uczyniono i ktore ja czynialam. To daje mi cel w zyciu. Niepotrzebne mi wspomnienia o swiecie, ktory juz nie istnieje. Czy naprawde uwazasz, ze swiadomosc co stracilam uczyni mnie szczesliwa? A moze odbierzesz mi jasnosc umyslu bym mogla zyc w swiecie pieknych fantazji, tak jak w Elisium? - Sirhana chciala odepchnac dlon bogini, wyrwac sie jej miekkiemu i uwodzicielskiemu spojrzeniu... w ktorym czula, ze tonie bez pamieci...
- Szkoda. Tak byloby latwiej. Wierzylabys, ze zaplacilas cene.
Cene? Sirhana poczula niepokoj. Czesc jej umyslu krzyczala, ostrzegajac przed grozacym niebezpieczenstwem, a czesc trwala w spokojnym, sennym zadowoleniu. Już nie wiedziala, czy nie chce, czy nie moze po prostu odejsc...
- W twojej duszy płonie nienawiść do psiego rodu... - palce bogini powoli głaskały policzek Sirhany. Emanowal z nich chlod. Isztar usmiechnela sie do wojowniczki, lecz jej oczy nie zmienily swojego wyrazu. - Niechaj wiec i cialo bedzie mu nieprzejednanym wrogiem. - szepnela.
Chlod ustapil miejsca piekielnemu zarowi. Sirhana poczula jak jej skora ustepuje pod naciskiem... juz nie deliktanych kobiecych palcow, lecz dlugich zwierzecych szponow. Krzyknela i uniosla reke do twarzy, gdzie jeszcze przed chwila spoczywala dlon bogini. Isztar z obojetnoscia przyjrzala sie szkarlatnym sladom na swojej, znow ludzkiej, dloni.
- Nigdy nie przestanie mnie fascynowac... Wypelnia was. Towarzyszy waszym narodzinom i smierci... Jest dla was symbolem wiezi, ale tez i obiektem nienawisci...
Krew. Sirhana czula jak splywa jej po policzku, potem w dol szyi, miedzy piersiami, po brzuchu i wewnetrzna strona uda. Cichym i powolnym, acz wytrwalym strumieniem. Przykryla dlonia glebokie rozciecie, starajac sie zatamowac krwawienie.
W glowie zaczynalo jej szumiec, nie mogla skupic wzroku. Glos bogini dobiegal do niej z coraz wiekszej oddali. Poczula zdziwienie, przeciez rana nie byla smiertelna...
Jednoczesnie swiat zmienil barwy, stal sie ostrzejszy, ale i pozbawiony czesci kolorow. Sluch niemal pozwalal jej slyszec samo powietrze. Zdala sobie sprawe, ze szum, ktory przeszkadzal jej sie skupic to jej wlasna krew krazaca w zylach... A halas pojawiajacy sie w rownomiernych odstepach to bicie jej serca... Cos wielkiego i ciezkiego podkradalo sie do niej od tylu. Sama nie wiedziala jak znalazla sie w miejscu skad dochodzil dzwiek. Przypadla do ziemi. To byl... chrzaszcz z mozolem przedzierajacy sie przez kupke zeschlych lisci... Katem oka uchwycila ruch... I znow nim zdolala pomyslec juz tam byla. Zobaczyla jak waz powolnym ruchem rzuca sie na ofiare... Powolnym? Tylko dla niej byl takim, mala mysz nie zdazyla drgnac i uciec przed drapieznikiem...
Nagle zakrecilo jej sie w glowie... Zapach... Zapach byl tak intensywny, ze niemal materialny. Slodki, ostry, aromatyczny, goracy... Nie mogla mu sie oprzec... Musiala poczuc jego smak... lekko metaliczny Tak wlasnie... Z jej gardla dobiegl pelen zadowolenia pomruk... nieludzki... Otworzyla oczy i raptownie odsunela zakrwiawiona reke od ust.
Isztar stala przed nia i przygladala sie spokokojnie.
- Co mi zrobilas? - chciala spytac, lecz nie mogla wydobyc z gardla zadnego dzwieku, slowa...
- Dziecie Aoteoroa zapomnij. Dziecie Ahura zasnij. Wystarczy jedna kropla by przechylic czare... A potem wroc do mnie ukochana... zagubiona... szara wilczyco...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Xena Warrior Princess: Polskie Forum XWP Strona Główna -> Fan Fiction Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin